Usprawiedliwieni z wiary. Kazanie o prawdzie, od której zależy być albo nie być biblijnego chrześcijaństwa

Autor: prof. Tadeusz J. Zieliński

Usprawiedliwieni tedy z wiary, pokój mamy z Bogiem przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa

Rz 5:1

Prawdziwie Dobra Nowina
Jezus Chrystus przyniósł nam coś więcej niż tylko kolejną religię, kolejny system etyczny, kolejny system kultowy. Jego pierwsi wyznawcy konsekwentnie głosili, iż chrześcijaństwo ma w sobie niezwykłe jądro, wyjątkowy skarb, nadzwyczajną nowość, rewolucyjną nowinę. Uznawali ją za prawdziwą Ewangelię, prawdziwie Dobrą Wieść, która powoduje radykalną, fundamentalną, zupełną, dogłębną przemianę człowieka – daje mu ona coś, czego nie może dać żadna inna religia czy światopogląd. Przynosi ulgę a nie ciężar, wyzwolenie a nie usidlenie, spełnienie życia a nie bezlitosny rygor! Z biegiem czasu jednak, im było dalej od początków chrześcijaństwa, ów klejnot, gdzieś się zapodział. Zginął w natłoku przyjmowanych sprzecznych ze Słowem Pana wierzeń, zwyczajów, tradycji. Pomimo, że Kościół dryfował na mieliznę religii naturalnej, na rafy odstępstwa, byli jednak miłośnicy Słowa Bożego, którzy chcieli żyć i cieszyć się czystą Ewangelią. Możemy wymieniać wielkich i maluczkich, którzy wbrew ogólnej tendencji „rozkoszowali się Słowem Pana” (Jr 15:16; Ps 119:140) i natrafiali na ów niezwykły skarb. Kiedy do owego zdumiewającego serca Dobrej Nowiny dotarł Marcin Luter zawołał: „otom jak nowo narodzony”. Wraz z nim cieszyli się cudownością i niezwykłością Ewangelii Kalwin i Cranmer, Bunyan i Wesley, Spurgeon i Barth i niezliczona rzesza innych ludzi, którzy podobnie jak ci wybitni, odnaleźli tę Dobrą Nowinę jak „skarb w roli” (Mt 13:44), jak „zaginioną drachmę” (Łk 15:9).

„Lek na całe zło”
Cóż takiego jest w tym zachwalanym, ale i tajemniczym, znalezisku? Odpowiedzmy tak: jeśli potrafimy w myślach zebrać ogół naszych życiowych ciężarów, ogół usidlającego nas zła, ogół beznadziei i trosk, ogół wszystkiego, co nas martwi i przeraża – to zdajmy sobie zaraz sprawę z tego, że Jezus Chrystus chce z tym wszystkim wziąć się za bary i to wszystko przemóc! Jezus pragnie zwyciężyć to doskwierające nam przeciwieństwo, chce nas zeń uwolnić! Dobra Nowina polega właśnie na ukazaniu prawdy, iż nam biednym, słabym, ograniczonym, bezsilnym, zlęknionym, grzesznym, buntowniczym ludziom Jezus daje rękę mówiąc: „Wszelką troskę na Mnie złóżcie, gdyż Ja mam o was staranie” (zob. 1 P 5:7). Dobra Nowina nie tyle mówi: sami załatwcie swój problem, podejmujcie wysiłek moralny, stawajcie się lepsi. Ale mówi raczej: to Jezus, to On „nasze choroby nosił, nasze cierpienia wziął na siebie.” (Iz 53:4), On jest tym, „który gładzi grzech świata” (J 1:29). Ciężar, którego my nie potrafimy unieść, balast, który nas przytłacza, przybija do ziemi, bierze ktoś inny – ten zbawczy akt dzieje się dla nas ale poza nami (łac. extra nos pro nobis). Jesteśmy wyręczeni, jesteśmy uwolnieni, jesteśmy odciążeni. To jest dopiero Dobra Nowina – cudowna, ożywiająca, niosąca ulgę, wytchnienie, radosną perspektywę.

Dzieje się tak, gdyż my nie jesteśmy w stanie sami nic dla siebie uczynić (J 15:5). Nasze położenie jest opłakane. Nie trzeba długo tego tłumaczyć. Wystarczy spojrzeć na dzieje człowieka, które pokazują iż los człowieka to obłąkany marsz od wojny do wojny, przez choroby, nienawiść, zadawane sobie cierpienie i śmierć. I choć przez ten ponury obraz prześwieca czasem jakiś promyk dobra, jakieś szlachetny gest, czy szczytne osiągnięcie, to jednak jako rodzaj jesteśmy zarażeni i obciążeni czymś strasznym, z czym żadne – bez wyjątku – pokolenie, naród, rasa czy grupa społeczna sobie nie poradziła. Potrzebujemy pomocy z zewnątrz, potrzebujemy mocarnego ratownika, potrzebujemy – jak śpiewała polska piosenkarka – „leku na całe zło”, na nasze zło. Tym lekiem jest według Biblii Jezus.

Articulus stantis et cadentis
Reformacja poszukując szczerej prawdy o zbawieniu odkryła na nowo, zepchniętą na bok w chrześcijaństwie, przyćmioną, zakurzoną starą nowotestamentową naukę, która w niedościgły, niezrównany sposób przybliża istotę Jezusowego zbawienia. Tą prawdą, która niczym szyfr (Albrecht Peters) zawiera wszystko co ważne, kluczowe i zasadnicze, jest nauka o usprawiedliwieniu z łaski przez wiarę. W niej jak w soczewce skupia się cała oryginalność nowotestamentowego orędzia o zbawieniu, cała jego nowość, cała jego wspaniałość, cała jego radykalność. I choć jest jednym z wielu użytych przez Biblię sposobów opisu danego nam przez Boga w Jezusie gruntownego przełomu, to jednak ta doktryna doskonale wyraża to, co w sprawie zbawienia odróżnia biblijne, nowotestamentowe chrześcijaństwo od innych religii. Dlatego ogół stwierdzeń na temat zbawienia uchwyconych w doktrynie usprawiedliwienia przez wiarę uznać należy za prawdę, od której zależy (jak to określił Valentin Loescher) trwanie lub upadek, być albo nie być biblijnego chrześcijaństwa, prawdziwego Kościoła (łac. articulus stantis et cadentis ecclesiae). W tym samym duchu baptysta John Gill (1696-1771) twierdzi w swej dogmatyce pt. Body of Divinity, że mamy tu do czynienia z „fundamentalnym artykułem Ewangelii”. Z kolei J.R.W Stott powiada, iż „usprawiedliwienie (jego źródło to Bóg i Jego łaska, jego podstawa to Chrystus i Jego krzyż, zaś środek jego przyswojenia to sama wiara, całkowicie niezależnie od uczynków) jest sercem Ewangelii i czymś charakterystycznym wyłącznie dla chrześcijaństwa.” Gdyby zatem zrezygnować z orędzia wynikającego z tej nauki, pozbawilibyśmy Nowy Testament jego najcenniejszego, najbardziej wyjątkowego na tle innych religii, najbardziej rewolucyjnego, najbardziej obiecującego przesłania. Powtórzmy za Lutrem: „Na tym artykule zasadza się i opiera wszystko, czego przeciwko papieżowi, diabłu i całemu światu w naszym życiu nauczamy, świadczymy i czynimy. Dlatego powinniśmy co do tej nauki mieć pewność i bynajmniej nie powątpiewać, w przeciwnym razie sprawa jest całkowicie przegrana.” Chrześcijaństwo biblijne straciłoby rację bytu, byłoby religią jak każda, byłoby równe każdemu stworzonemu przez ludzi systemowi religijnemu.

Nie chodzi tu jednak o to, że sama ta nauka jest cudownym środkiem na nasz ludzki problem, że to ona sama w sobie jest owym skutecznym lekarstwem, którego potrzebujemy. Wiadomo, że to nie doktryna, nauka teologiczna nas zbawia. Zbawia nas Jezus. Nauka o usprawiedliwieniu przez wiarę ustawia natomiast nasz sposób patrzenia na Jezusowe zbawienie, mówi nam jak należy je rozumieć i jak należy je przyjąć. To recepta mówiąca jak zażyć lek. Gdy się ją zgubi, strasznie trudno będzie ustalić, jak się lek nazywa i jak można z niego skorzystać.

Z samej łaski
Nauka o usprawiedliwieniu mówi nam na początek, iż Bóg znając dramat i nędzę człowieka, chce gruntownie zmienić jego sytuację i w swej gorliwej, pałającej miłości uczynił wszystko, by tak się stało. Nie jest niemiłosiernym potępiającym nas sędzią, który czyha na każde nasze potknięcie, na nasz upadek, i który ze złośliwą radością rozliczać nas będzie z każdego grzechu, by potem posłać na tortury mąk wiecznych. Bóg jest dobry i życzliwy człowiekowi, stoi po jego stronie, solidaryzuje się z nim, współczuje mu w jego utrapieniach.

Nie pobłaża jednak grzechowi, i by usunąć grzech, przyczynę wszelkiej naszej tragedii, dał swojego Syna, by ten wziął nasz ciężar – mój i Twój – i zaniósł go w mękach na drzewo krzyża. Bóg zapragnął, by ciężar grzechu i jego fatalne skutki zamiast na nas, spadły na Jezusa, prawdziwego Boga i prawdziwego człowieka. Mój i Twój grzech spadł na Nazarejczyka, przygwoździł Go, wyrządził Mu niewysłowione męki i ostatecznie zadał Mu gorzką śmierć. Jezus w swej Boskiej mocy starł się z nim i przemógł go, zwyciężając zwłaszcza jego najsilniejszy efekt, czyli śmierć. Zmartwychwstanie Pana stanowi pieczęć Jezusowego tryumfu nad tym, co nas usidla. Teraz Jezus daje udział w swoim zwycięstwie wszystkim, którzy tego pragną.

By najogólniej wyjaśnić orędzie nauki o usprawiedliwieniu posłużmy się naprzód znaną metaforą. Oto już dzisiaj można, jak za czasów Noego (1 M 7:7nn; zob. Hbr 11:7) wsiąść na pokład Jezusowego okrętu, Jezusowej arki i uratować się od niszczących wód naszego grzechu. Jezus jest ratownikiem, który silną ręką chwyta tonących. Jezus transportuje bezpiecznie ludzi pragnących uniknąć katastrofy.

Wspaniałość orędzia biblijnego polega na tym, iż Jezus nie poprzestaje na obietnicy, że kiedyś, być może, w przyszłości załatwi nasz problem. Orędzie o usprawiedliwieniu powiada, że teraz możesz już być na łodzi Jezusa, że już teraz możesz należeć do grona ocalonych przez Niego. To nie jest jedynie obietnica, zapowiedź, perspektywa – już teraz możesz wsiąść na Nową Arkę, arkę Jezusa! My nie jesteśmy w stanie zbudować tak wielkiego statku, który zapewni nam bezpieczny rejs z miejsca, gdzie szaleje burza, piętrzą się fale i huczą zabójcze wiry. Arka, symbolizująca tutaj zbawienie dokonane na krzyżu i w zmartwychwstaniu, jest dziełem Jezusa, łaskawym dziełem – „łaską zbawieni jesteście przez wiarę, i to nie z was: Boży to dar, nie z uczynków, aby się kto nie chlubił.” (Ef 2:8; por. Rz 3:24). To, co my możemy zrobić, to tylko skorzystać z Jego zaproszenia i zaufać Jego umiejętnościom jako konstruktora i kapitana tego okrętu. Naszym dalszym zadaniem, będzie stosowanie się do Jego zaleceń, przestrzeganie podanych przez Niego zasad, byśmy nie wypadli za burtę, byśmy szczęśliwie dotarli Jego arką do portu przeznaczenia.

Orędzie o usprawiedliwieniu tę samą prawdę przedstawia przy pomocy języka stosowanego w świecie prawniczym (stąd zwane jest usprawiedliwieniem sądowym – łac. iustificatio forensis). Jesteśmy zasługującymi na skazanie przestępcami. Przestąpiliśmy Boże prawo, naruszyliśmy Boży system zasad. Należy nam się wyrok skazujący – w świetle obowiązującego prawa sędzia winien nas potępić. Ale nie czyni tego, bowiem wymogi prawa znalazły zaspokojenie w postawie osoby, która nas zastąpiła. Wzięła na siebie całą naszą przestępczą historię i karę, która nam się należała. Za względu na Niego, tylko ze względu na ukrzyżowanego Chrystusa (łac. propter Christum), nasza kara jest nam darowana (Rz 4:25). Co więcej: jednocześnie zyskujemy taki status, jakbyśmy nigdy prawa nie naruszyli. Zostajemy uznani za sprawiedliwych. Nie jakobyśmy sami tacy byli, ale ze względu na Niewinnego – „On, który grzechu nie znał, został za nas grzechem uczyniony, abyśmy w Nim stali się sprawiedliwością Bożą.” (zob. 2 Kor 5:21). Czyż to nie wspaniała nowina? My, potępieni grzesznicy ze względu na Jezusa, jesteśmy usprawiedliwieni z naszych grzechów, oczyszczeni z zarzutów i pojednani z Bogiem!

Zagrały fanfary!
John Bunyan (1628-1688) opisując w swej słynnej alegorii pt. Wędrówka pielgrzyma koleje losu Chrześcijanina nie mógł pominąć kluczowej dla orędzia biblijnego prawdy o usprawiedliwieniu. Na kartach książki widzimy ludzi, wchodzących do „pięknego, dużego pałacu”. Pałac obrazuje ogół pojednanych z Bogiem przez Jezusa. Gdy tylko ktoś wstępuje w bramy pałacowe rozlegają się głośne fanfary i „radosne okrzyki tych, którzy znajdowali się już wewnątrz.” Fanfary i okrzyki uświadamiają nam ową nowość, przełom, zwrot, który następuje w życiu wchodzących w bramy pałacu. Dzieje się coś wielkiego, coś ważnego, coś decydującego. Jak ciągnie dalej Bunyan: Przechadzający się po pałacu mieli na sobie złote szaty. Wtem wchodzący ujrzał skrwawionego Męża, wiszącego na drzewie krzyża. Na sam Jego widok ciężkie brzemię wchodzącego, pod którym wzdychał, spadło z pleców. Gdy tak patrzył w górę trzy lśniące postacie stanęły obok niego, z których jedna mu powiedziała, że jego grzechy są odpuszczone, druga zdjęła z niego łachmany i włożyła na niego piękny płaszcz, trzecia wycisnęła na jego czole pieczęć.

Ów piękny płaszcz to literackie wyobrażenie usprawiedliwiającego czynu Jezusa względem wierzących. Pisarz baptystyczny, przybliża nam tę prawdę następująco: „Ponieważ Pan Jezus Chrystus dobrowolnie postanowił poddać się Prawu, sprawiedliwość ta musi być dana innym. (…) Dlatego musi On, stosownie do wymagań Prawa, mając dwa płaszcze, podarować jeden z nich temu, który nie posiada żadnego. Nasz Pan zaś istotnie posiada dwa płaszcze: jeden dla siebie, a drugi dla podarowania komuś innemu, i łaskawie udziela go darmo tym wszystkim, którzy nie mają żadnego, a potrzebują go. (…) Czy widzicie teraz, że wasze usprawiedliwienie z grzechów zostało wam darowane dzięki czynowi albo inaczej pracy kogoś innego? Wasz Pan, Jezus Chrystus, jest tym, który tę pracę wykonał, a plon swojej pracy daruje każdemu, nawet i pierwszemu, napotkanemu przez siebie, biednemu, błagającemu Go o to żebrakowi.”

Bunyanowskie fanfary kierują nasze myśli ku kolejnemu znamieniu usprawiedliwienia. Nie jest ono jedynie odpuszczeniem grzechów i uchronieniem przed karą. To coś znacznie więcej. Jak powiada baptystyczny dogmatyk Millard Erickson dzięki usprawiedliwieniu „jesteśmy nie tylko uwolnieni od podległości karze, ale ustawieni w pozycji osób życzliwie traktowanych przez Boga.” Inny znany teolog protestancki James Packer stwierdza: „Usprawiedliwienie ma dwie strony: z jednej oznacza przebaczenie, odpuszczenie i nie zaliczenie grzechów, pojednanie z Bogiem i koniec Jego wrogości i gniewu (…). Z drugiej oznacza przyznanie nas statusu człowieka sprawiedliwego i tytuł do wszystkich błogosławieństw obiecanych sprawiedliwym.” A więc zyskujemy zupełnie nowy status: „I nas (…) ożywił wraz z Chrystusem – łaską zbawieni jesteście – i wraz z Nim posadził w okręgach niebieskich” (Ef 2:5-6; zob. Ef 3:12; Kol 3:3; Rz 5:2, 8:10). Stan ten jest trwały. Jeśli nawet po zaznaniu usprawiedliwienia zdarzy nam się grzech, to nie spowoduje on powrotu do położenia wcześniejszego. To, co się wydarzyło w ramach usprawiedliwienia to nie tylko oczyszczenie nas, które można łatwo stracić przez kolejny grzech, ale więź, którą grzech psuje, lecz jej nie zrywa. Jako usprawiedliwieni jesteśmy już usynowionymi dziećmi Bożymi i choć możemy stać się buntowniczymi dziećmi to uzyskanego statusu tak łatwo nie przekreślimy. Usprawiedliwienie jest stabilną rzeczywistością, raz daną, która nie ulega zwiększeniu lub zmniejszeniu. Albo się go ma albo nie ma, albo się jest z Jezusem albo bez Niego. „Nie ma żadnego potępienia dla tych, którzy są w Chrystusie Jezusie Panu naszym” (Rz 8:1).

Przez wiarę ze względu na Jezusa
Każdy z nas może więc owinąć się cudownym płaszczem Jezusowej sprawiedliwości. Sprawiedliwość ta nie jest jednak naszą sprawiedliwością, jest to sprawiedliwość, której Bóg nie znalazł w nas, gdyż my jesteśmy z natury bezbożni. Bóg znalazł sprawiedliwość w Jezusie i pozwala nam ją sobie przyswoić przez wiarę. Jest to zewnętrzna w stosunku do nas, obca sprawiedliwość (łac. aliena iustitia), nam darowana z łaski, a przyjmowana wyłącznie przez samą tylko wiarę (łac. sola fide) (Flp 3:9). Istotę tej sprawiedliwości celnie wyłuszcza chociażby sam tytuł znanego traktatu Bunyana Usprawiedliwienie przez przypisaną sprawiedliwość czyli żadnej drogi do nieba poza Jezusem Chrystusem. Na sprawiedliwość tę nie możemy nijak zasłużyć. Umierający obok Jezusa na Golgocie skruszony łotr, nie miał szans, by zasłużyć sobie na usprawiedliwienie, by zebrać jeszcze jakiekolwiek dobre uczynki. Zaufał jednak Jezusowi – dlatego usłyszał od Pana: „Zaprawdę powiadam ci, dziś będziesz ze mną w raju.” (Łk 23:43). Sama wiara nawróconego łotra wystarczyła, by otworzyły się przed nim bramy życia wiecznego. Tak też uczy apostoł: „Uważamy bowiem, że człowiek bywa usprawiedliwiony przez wiarę, niezależnie od uczynków zakonu” (Rz 3:28, zob. 1:17, 10:4), gdyż Bóg „usprawiedliwia tego, który wierzy w Jezusa” (Rz 3:26).

Prawdy o wystarczalności samej wiary do przyjęcia usprawiedliwienia należy strzec jak źrenicy oka. Obstawanie przy zasadzie sola fide przesądza bowiem, iż już w momencie uwierzenia otrzymujemy doskonałe usprawiedliwienie, którego nie trzeba w żaden sposób udoskonalać czy uzupełniać, a także, iż usprawiedliwienie to nie jest przez nas w żaden sposób współtworzone. Przez wiarę jedynie biernie przyjmujemy gotowy i doskonały Boży dar. Jak podkreśla Karol Spurgeon w kazaniu z 6 XII 1868 r. „wiara usprawiedliwia, wszak nie sama w sobie i dzięki sobie, lecz dlatego, że obejmuje, przyswaja sprawiedliwość Chrystusa”.

Rzymskokatolickie zarzuty
XVII-wieczny angielski pastor baptystyczny Benjamin Keach w cenionym Katechizmie z 1693 r. powiada: „Usprawiedliwienie jest aktem swobodnej łaski Boga, przez który odpuszcza On wszystkie nasze grzechy, przyjmuje nas jako sprawiedliwych w swoich oczach i to tylko ze względu na przypisaną nam sprawiedliwość Chrystusa, przyswojoną przez samą tylko wiarę.” Formuła ta jak najbardziej typowo dla zasadniczego poglądu protestanckiego ujmuje kwestię charakteru usprawiedliwienia. Keach mówi o „przypisaniu” nam sprawiedliwości Jezusowej. Zgodnie z Nowym Testamentem stoi bowiem na stanowisku, że człowiek jako beznadziejny grzesznik nie ma własnej sprawiedliwości, a może ją zdobyć wyłącznie od nieskalanego Zbawiciela, który ją posiada dzięki swemu czynnemu i biernemu posłuszeństwu względem Ojca. Po pierwsze więc okazuje się, że usprawiedliwienie jest zawsze usprawiedliwieniem bezbożnych (łac. iustificatio impii), po drugie zaś, że w jego ramach sprawiedliwość jest nam przypisana, zaliczona, że jesteśmy uznani za sprawiedliwych nie posiadając własnej, wewnętrznej sprawiedliwości.

Protestancka nauka o uznaniu, poczytaniu za sprawiedliwych (niem. Gerechtsprechung), ogłoszenia nas sprawiedliwymi ze względu na Jezusa, natrafiała na ostry sprzeciw Rzymu w postaci nauki o realnym uczynieniu sprawiedliwymi (niem. Gerechtmachung). Szczególną sławę w tym zakresie zyskał teolog katolicki Karl Adam. Wytykał, iż według protestantów samo usprawiedliwienie nie powoduje wewnętrznej zmiany w człowieku oraz twierdził, iż doktryna uznania za sprawiedliwego opiera się na fikcji prawnej, gdyż jesteśmy uznani za kogoś, kim w rzeczywistości nie jesteśmy. W związku z tym przyrównał tak rozumiane usprawiedliwienie do „złotego lśniącego płaszcza narzuconego na zwłoki”. Stwierdzenie to miało uwypuklać iluzoryczność doktryny protestanckiej, rozminięcie się jej z prawdą Ewangelii oraz bezużyteczność dla człowieka, spragnionego rzeczywistego działania Boga w codziennym życiu.

Usprawiedliwienie głosem w symfonii prawdy Bożej

Odpowiadając na tego rodzaju zarzuty należy przede wszystkim stwierdzić, iż nauki o usprawiedliwieniu nie wolno odrywać od jej biblijnego kontekstu czyli innych wielkich prawd Nowego Testamentu. Są one od siebie ściśle uzależnione i nie można głosić tylko wybranej jednej, pozostawiając inne na boku. Nie wolno „kawałkować” orędzia Chrystusowego i na każdy z jego elementów patrzeć osobno – nie wolno go „rozbierać” tak jak rzeźnik dzieli ubite zwierzę, potem na jednym miejscu kładąc karczek, gdzie indziej łopatkę, jeszcze gdzieś indziej szynkę, a w innym jeszcze miejscu golonkę. Taki zabieg w odniesieniu do prawd wiary – choć nieraz odruchowy – jest niebezpieczny. Nie wolno nam osobno „konsumować” każdej z takich prawd jak usprawiedliwienie, odrodzenie, odnowienie, nawrócenie, uświęcenie, uwielbienie itd. odkładając na bok, zapominając o pozostałych. Bożą prawdę, Bożą rzeczywistość trzeba zawsze widzieć w całości, trzeba odbierać w jej totalności jak symfonię, gdyż „Boża prawda jest symfoniczna” (Hans Urs von Balthasar).

Już stwierdziliśmy, że całe zbawienie, w tym i usprawiedliwienie zawdzięczamy nie doktrynie, koncepcji ani również abstrakcyjnej łasce jako odrębnej od Boga sile, ale Osobie, samemu Jezusowi Chrystusowi. Co więcej, nasze usprawiedliwienie jest ściśle związane z faktem osobistego, osobowego spotkania z Jezusem. To nie jest tak, że Pan wysyła na nas jakąś energię, że przesyła przez przestrzeń nieba jakiś podarek, który nazywa się „usprawiedliwienie” albo „odrodzenie”. On spotyka się z Nami, my łączymy się z Nim, zespalamy się z Nim – powstaje między nami osobowa więź, taka jak między rodzicem a dzieckiem, między dwoma czującymi, żyjącymi, doświadczającymi tego osobami. Teologia baptystyczna, będąc częścią teologii reformowanej, tradycyjnie mówi tutaj o jedności, o unii Chrystusa i wierzącego grzesznika (łac. unio cum Christo). Z tej unii wyrastają wszystkie dobrodziejstwa, wszystkie błogosławieństwa, cała ta cudowna rzeczywistość więzi z Bogiem, której nie potrafimy nawet zbyt dobrze opisać. Słowo Boże chce jednak, byśmy możliwie dogłębnie ten cud rozumieli, stąd posługuje się różnymi pojęciami, obrazami, odmiennymi sposobami opisu, językiem, byśmy – podobnie jak przy czytaniu czterech ewangelii różnych z perspektyw opisujących jednego Jezusa – możliwie szeroko, symfonicznie postrzegali bogactwo Bożej z nami zażyłości.

Doktryna usprawiedliwienia jest jednym ze sposobów opisu tego wspaniałego wydarzenia, jakim jest spotkanie człowieka z Bogiem. Stoi za nim konkretna rzeczywistość, ale najpełniej jest ona ujęta przez ogół pojęć nowotestamentowych i w przybliżaniu się do niej nie wolno abstrahować od innych niż usprawiedliwienie prawd wiary. Trzeba tutaj postępować szczególnie ostrożnie, gdyż – jak stwierdził Karol Barth – „ten słodki owoc tkwi w szczególnie twardej skorupie”. Jeżeli więc nauka o usprawiedliwieniu mówi, że dzięki zaufaniu Jezusowi przypisana nam jest wywalczona przez Niego zewnętrzna sprawiedliwość, której my żadnym sposobem sami nie możemy zdobyć, to to nie znaczy, jak sugeruje K. Adam, że Bóg już nic więcej – według protestantów – i już nic innego w naszym życiu nie czyni. Ależ właśnie czyni! Nie tylko usprawiedliwia, ale i odnawia, i rodzi do nowego życia, i uświęca, tak że stajemy się coraz bardziej podobni do Jezusa.

Dlaczegóż więc nie zrezygnować z usprawiedliwienia pojmowanego tak wąsko, jako zewnętrzny akt prawny? Odpowiedź na to pytanie ma zasadnicze znaczenie: dlatego, że nauka o usprawiedliwieniu z samej łaski przez samą wiarę przez samego Chrystusa (sola gratia, sola fide, solus Christus), pojmowana właśnie sądowo, prawnie, w sposób niedościgły wyraża to, co za wszelką cenę chcemy uchronić jako szczególne bogactwo Ewangelii. Szyfruje ona jakby to, co najważniejsze w ewangelicznym orędziu o zbawieniu: że człowiek nie jest w stanie zasłużyć sobie na zbawienie, że może skorzystać z niezależnej od niego, Bożej darmowej oferty zbawienia, że ratunek ten przyswaja przez samą wiarę, bez udziału jakichkolwiek uczynków oraz że może mieć opartą na Słowie Bożym radosną pewność, że już teraz należy do grona uratowanych.

Prawdziwa wiara nigdy nie pozostaje sama
Katolicy tradycyjnie zarzucali protestantom, iż mówiąc o usprawiedliwieniu przez samą wiarę, lekceważą dobre uczynki, o których przecież Biblia wspomina w wielu miejscach. Nic bardziej nieprawdziwego! Twierdzimy co prawda, że na etapie przyjmowania zbawienia grzeszny człowiek nie ma się czym poszczycić (Rz 3:20; Ga 3:21, 5:4) i „zostaje usprawiedliwiony nie z uczynków zakonu, a tylko przez wiarę w Chrystusa Jezusa, i myśmy w Chrystusa Jezusa uwierzyli, abyśmy zostali usprawiedliwieni z wiary w Chrystusa, a nie z uczynków zakonu, ponieważ z uczynków zakonu nie będzie usprawiedliwiony żaden człowiek” (Ga 2:16). Wspaniała wieść polega na tym, iż to Bóg, bez żadnego przekupstwa z naszej strony (a czymże można by przekupić nieskalanego Pana?) zapragnął nasz uleczyć, oczyścić i zjednoczyć ze swoim Synem tworząc silną więź, głęboką jedność, unię (J 15:1-16; Ef 4:15-16).

Jednocześnie jednak twierdzimy, że szczerze wierzący, będąc w więzi z Panem w naturalny sposób będzie przynosił dobry owoc, gdyż czerpie dobre soki i jego nową naturą jest czynić dobrze. Jeśli nie ma dobrych uczynków, to coś z naszym związkiem z Jezusem jest nie tak, wiara nie jest prawdziwa, gdyż prawdziwa wiara nigdy nie pozostanie sama, bez przynoszenia dobroci, jak mówi maksyma „sama wiara [przez którą przyjmujemy usprawiedliwienie] nigdy nie pozostaje sama” (sola fides nunquam sola). Jeśli zaś nasza wiara jest szczera, to my wszczepieni przez Ducha Świętego w Jezusa, momentalnie przynosić będziemy dobry owoc, gdyż „nie może dobre drzewo rodzić złych owoców, ani złe drzewo rodzić dobrych owoców” (Mt 7:18). Uczynki są sprawdzianem usprawiedliwiającej wiary, prawdziwa wiara zawsze prowadzi do dobrego życia, jest czynna w miłości (Ga 5:6), co z taką mocą podkreśla apostoł Jakub (Jk 2:24, por. 2:21.25)

Tak więc czynienie dobrych uczynków, postęp w świętości, uświęcenie jest naturalnym skutkiem naszej unii, naszej jedności z Chrystusem. Usprawiedliwienie i uświęcenie są ze sobą nierozłącznie związane, jednakże teologia protestancka konsekwentnie je rozróżnia, by nie mylić tych porządków, nie mieszać ich (1 Kor 6:11) i nie wprowadzać tą drogą niejasności co do ich istoty. Uświęcenie znajduje się w logicznym następstwie po usprawiedliwieniu, co nie znaczy że następują one po sobie w sensie czasowym. Wszystkie płynące z unii dobrodziejstwa darowane nam są od razu, jednocześnie, w wielkiej obfitości, tak byśmy od razu mogli w pełni uczestniczyć w bogactwie nowego życia. Potrzebne jest nam jedno i drugie (por. Ef 1:4; 1 Tes 4:7; 2 Tes 2:13; Hbr 12:14): pierwsze (usprawiedliwienie) jednak dotyczy sprawy pozyskania nowego statusu przed Bogiem, będącego skutkiem przejścia od życia w grzechu do życia w jedności z Chrystusem, drugie zaś (uświęcenie) naszego postępu w cnocie, dotyczy stopniowego wykorzeniania z naszego życia złych postaw i nabywania dobrych według wzoru, którym jest Jezus (1 Kor 6:11).

Simul iustus et peccator
Boży akt zbawienia, którego elementem jest i usprawiedliwienie, powoduje w chrześcijaninie realną, choć stopniową zmianę. Inaczej być nie może. Nie można bowiem twierdzić – jak chciał Sobór Trydencki – że człowiek usprawiedliwiony już jest całkowicie wewnętrznie sprawiedliwy. Toż twierdzeniu temu przeczą fakty! Każdy z ludzi, nawet wzbudzający największy respekt katolicki święty, pozostaje grzesznikiem, a więc nie można go nazwać sprawiedliwym – jeżeli to słowo ma cokolwiek znaczyć! Stąd zgodnie z Biblią wierzymy, że jesteśmy uznani za sprawiedliwych ze względu na Jezusa, takimi w sobie samych nie będąc. Jednakowoż Bóg rozpoczął w nas grzesznikach dobre dzieło stopniowej rzeczywistej przemiany (uświęcenie), w ramach której cnota będzie walczyć z grzechem. Albowiem do końca czasu grzech, ze względu ogólny plan Boga względem ludzi, towarzyszył będzie człowiekowi i nikt ze śmiertelnych nie osiągnie do tego momentu doskonałości. Jesteśmy więc jednocześnie grzesznikami (z racji naszej natury) i sprawiedliwymi (z racji uznania nas za takich) – co po łacinie brzmi: simul iustus et peccator. To wystarczy. To nam gwarantuje, że my grzesznicy jesteśmy przez Boga przyjęci. Inne postawienie sprawy jest zwodnicze (Rz 10:3; Ga 1:6-9).

Pewność, radość i pokój
Teolog reformowany Robert W. Dale powiedział kiedyś o Edwardzie Pusey, rytualistycznym teologu z Oksfordu, następujące drastyczne słowa: „Nieobecność radości w jego życiu religijnym była nieuniknionym efektem jego wyobrażenia o metodzie zbawienia człowieka. Odchodząc od Luterskiej prawdy o usprawiedliwieniu odszedł od uszczęśliwiających źródeł”. Choć trudno osądzać serce człowieka, to jednak uwaga ta celnie wskazuje biblijną, przypomnianą przez Lutra, naukę o usprawiedliwieniu, jako źródle szczególnej siły. Protestanckie orędzie o usprawiedliwieniu usuwa bowiem lęk, niepewność i zmaganie w sprawie zbawienia. Jak mówi Paul Tillich, który chciał przywrócić naukę o usprawiedliwieniu współczesnemu światu, jesteśmy „mimo wszystko zaakceptowani”! Bóg nas życzliwie przyjął, Bóg nas łaskawie pojednał ze sobą, zapewnił nam wiecznotrwałą więź ze sobą! Nie musimy więc zamawiać mszy, chodzić na pielgrzymki, zbierać odpustów, modlić się o wstawiennictwo do Marii i świętych, gromadzić dobrych uczynków jako atutów potrzebnych na Sądzie Ostatecznym, liczyć na czyściec. Bóg już jest nam przychylny ze względu na Ukrzyżowanego (Rz 4:25)! Nie musimy drżeć, nie musimy się bać – musimy być Mu tylko wierni, musimy tylko na Nim polegać. Już teraz jesteśmy wolni od potępienia i piekła (Rz 5:9; Rz 8:30), gdyż ufając Jezusowi, jesteśmy wprowadzeni do grona uratowanych. Trzeba tylko uczepić się Go wiarą, samą wiarą. Nie potrzebujemy do tego pośrednictwa kapłana, organizacji religijnej, jakiegokolwiek obrzędu kościelnego, nawet najbardziej dla nas ważnych, jak chrzest czy komunia, jakichkolwiek zasług czy osiągnięć (Ga 2:16, 3:2.5). Wystarczy sam grzesznik i sam Bóg. Tam gdzie jesteś, w małej izdebce, w samolocie pod nieboskłonem, w tonącej łodzi podwodnej, w dalekim kraju, tam gdzie nie ma żadnego kościoła, żadnych atrybutów religii – gdziekolwiek jesteś: zawołaj, a Pan da ci wiarę, przez którą zawsze możesz przyjąć tę błogosławioną nowość (Rz 10:10). Jezusa można być pewnym – On zbawia, On ratuje, On nie zawiedzie – On „potrafi zbawić na zawsze tych, którzy przez Niego przystępują do Boga” (Hbr 7:25). Ufamy w prawdziwość słów: „Piszę to do was, którzy wierzycie w Syna Bożego, abyście wiedzieli, że macie żywot wieczny.” (1 J 5:13). Radujemy się z silnej i błogosławionej więzi z Bogiem: „Usprawiedliwieni tedy z wiary pokój mamy z Bogiem przez Pana naszego Jezusa Chrystusa.” Amen.

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s