Papiestwo w perspektywie współczesnych polskich protestantów

Autor: Sławomir Biliński


Papiestwo jest jedną z kluczowych cech rzymskiego katolicyzmu, która odróżnia to wyznanie od kościoła prawosławnego i protestantyzmu. Z tego względu ów temat pojawia się często w polemikach protestancko-katolickich. Celem niniejszej pracy jest przybliżenie protestanckiej recepcji poglądów rzymskokatolickich w ww. zakresie w oparciu o wypowiedzi pisemne polskich protestantów.

Zarys pojęcia i historii papiestwa
Definicje słownikowe określają papiestwo jako instytucję najwyższej władzy w Kościele Rzymskokatolickim, sprawowanej przez biskupa Rzymu – papieża. Biskup Rzymu od stuleci uważa się za jedyną widzialną głowę Kościoła, któremu została przekazana pełnia władzy duchownej w chrześcijaństwie. Według tej koncepcji jako namiestnikowi Chrystusa należało się mu posłuszeństwo innych Kościołów. Odłączenie od Kościoła pod względem organizacyjnym oznaczało schizmę, a negowanie doktryn głoszonych przez papieża, w tym doktryny sukcesji apostolskiej było herezją. Z tego powodu w 1054 r. doszło do rozłamu między Kościołem Wschodnim a Zachodnim. Choć obecnie, zamiast określenia heretycy ze strony rzymskiego katolicyzmu pod adresem innych wspólnot chrześcijańskich pojawia się łagodniejsze „bracia odłączeni” to urząd papieża, rozumiany jako opoka Kościoła, jest podstawową przeszkodą w osiągnięciu jedności wszystkich chrześcijan.

Papiestwo w ciągu pierwszego tysiąclecia wywalczyło sobie prymat nad całym Kościołem. Biskupi Rzymu uzasadniali swoje roszczenia do odgrywania pierwszoplanowej roli pełnieniem funkcji następców Piotra, który otrzymał „klucze Królestwa Niebios”. Odwołując się do tezy o „prymacie Piotrowym” narzucali swoje zwierzchnictwo dużej liczbie kościołów, stanowiąc ostateczny autorytet w sprawach wiary i liturgii. Wyraźne określenie zakresu władzy papieskiej przyniosły dekrety Grzegorza VII nadające papieżowi właściwie nieograniczoną władzę, ustanawiając hierarchiczną strukturę Kościoła. Utwierdzeniem jej był Kodeks Prawa Kanonicznego z 1917 r., według którego władza papieża jest najwyższa, pełna, bezpośrednia, powszechna i zwyczajna. Dotyczy ona nie tylko Kościoła jako całości, ale także Kościołów partykularnych. Przeciwko wyrokowi papieża nie ma apelacji. W sprawach wiary i moralności jest nieomylny.

Papiestwo w okresie wyodrębniania się europejskich państw w wyniku walk plemiennych było jedyną organizacją o zasięgu ponadpaństwowym. Jego uniwersalność połączona z centralną i hierarchiczną władzą uznawaną przez władców świeckich scalała ten obszar w kulturową jakość a jednocześnie pozwalała papiestwu odgrywać pierwszoplanową rolę w ówczesnej Europie.

Przez wieki papież będący symbolem władzy boskiej na ziemi był też autorytetem moralnym dla całych społeczeństw. Od czasów II Soboru Watykańskiego papiestwo zmieniło swój wizerunek stając się bliższe ludziom, rezygnując z władczego, a nabierając bardziej pastoralny charakter. Wizyty papieży w krajach poza Włochami nabrały rangę wydarzeń narodowych, a ich przesłania oddziałują na świadomość milionów ludzi. Na skutek przemian zachodzących za Spiżową Bramą po II Soborze Watykańskim, papiestwo z dyktatorskiego sposobu sprawowania władzy podjęło próbę utwierdzania swojego autorytetu na płaszczyźnie moralnej, stopniowo rezygnując z możliwości nacisku administracyjnego. Jest to szczególnie widoczne w ostatnich pontyfikatach, gdzie papieże angażują się w rozwiązywanie globalnych problemów dotyczących głodu, chorób, patologii społecznych, a nade wszystko zabiegają o światowy pokój. Dlatego też działania Jana XXIII, Pawła VI i Jana Pawła II przyniosły wzrost autorytetu moralnego papiestwa respektowanego także poza katolicyzmem.

I. Kwestie sporne: mandat Boży
Niniejsza część omawia zagadnienia związane z umocowaniem papiestwa w egzegezie biblijnej, która z perspektywy protestanckiej jest kluczowym argumentem, rozstrzygającym zasadność instytucji papiestwa.

Znaczenie słów Petros i petra
Podstawowym zagadnieniem dotyczącym papiestwa, poruszanym w piśmiennictwie protestanckim, jest kwestia ustanowienia urzędu papieża przez Boga. Temat ten jest szeroko dyskutowany nie tylko ze względu na swoją istotę, ale także na wynikające z niego konsekwencje. W rozumieniu Kościoła Rzymskokatolickiego bowiem, Chrystus ustanawiając swojego następcę na ziemi dał mu najwyższą władzę i autorytet nad całym swoim Kościołem. Dlatego też Kościół Rzymskokatolicki wysuwa wobec wszystkich wyznań chrześcijańskich roszczenie do uznania przez nie prymatu papieża. Opiera się przy tym na słowach wypowiedzianych przez Jezusa: A Ja ci powiadam, że ty jesteś Piotr, i na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne nie przemogą go. I dam ci klucze Królestwa Niebios; i cokolwiek zwiążesz na ziemi będzie związane i w niebie, a cokolwiek rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane i w niebie (Mt 16:19). Centralne słowa z przytoczonego tekstu biblijnego, na które powołuje się Kościół katolicki dla uzasadnienia ustanowienia Piotra przez Chrystusa Jego namiestnikiem to greckie: Petros i petra. Utrzymuje on, że Jezus mówiąc o skale miał na myśli Piotra i to właśnie na nim miał być budowany Kościół Jezusa. W ten sposób apostoł ten został wyróżniony i uczyniony filarem Kościoła, ostatecznym autorytetem w sprawach wiary na ziemi. W jednym z dekretów Soboru Powszechnego we Florencji z 1439 r. czytamy: „Określamy także, iż święta Stolica Apostolska i Rzymski Biskup posiadają prymat nad całym światem, a sam Biskup Rzymski jest następcą św. Piotra, Księcia Apostołów, i prawdziwym następcą Chrystusa, głową całego Kościoła oraz ojcem i nauczycielem wszystkich chrześcijan. Jemu w osobie św. Piotra została przez Pana naszego Jezusa Chrystusa przekazana pełna władza pasterzowania, kierowania i rządzenia całym Kościołem, jak to orzekają akta soborów powszechnych i święte kanony”.

Protestanci zgodnie twierdzą, że aby dokonać rzetelnej interpretacji fragmentu Pisma Świętego, należy dokładnie zbadać tekst pod względem znaczenia użytych w nim słów, konstrukcji gramatycznej i logicznej wypowiedzi. Ponadto sens przekazu musi być odczytany odpowiednio do kontekstu, w jakim został przytoczony i pozostawać w zgodzie z innymi fragmentami dotyczącymi poruszanego tematu. Jeśli na podstawie słów buduje się doktrynę o najważniejszym urzędzie decydującym o losach całego Kościoła, to powinny one być odczytane w sposób jasny i nie budzący żadnych wątpliwości, zgodnie z intencją autora.

Niestety, zdaniem chyba wszystkich protestanckich autorów tych wątpliwości jest zbyt wiele by upatrywać w cytowanym fragmencie podstawę do ustanowienia papiestwa. Komentarze dotyczące tego fragmentu zawarte zarówno w podręcznikach teologii protestanckiej, jak i w czasopismach jednomyślnie rozróżniają znaczenie kluczowych słów Petros i petra – tak też czyni np. K. Wiazowski w swoim zarysie dogmatyki. Pierwsze z nich jest rodzaju męskiego i oznacza poza imieniem własnym, luźno leżący kamyk, głaz graniczny. Drugie natomiast jest rodzaju żeńskiego i oznacza wielką solidną skałę, opokę. Jezus zwracając się do Piotra słowami: Ty jesteś Piotr (Petros), i na tej opoce (petra) zbuduję kościół mój posłużył się jedynie grą słów. Nie nadał on nowego znaczenia greckiemu słowu Petros. Niewłaściwą więc rzeczą jest sądzić, że Petros oznacza skałę. Niektórzy protestanci uważają nawet, że Petros jest przeciwieństwem petra, jest małym kamykiem, skalnym odłamkiem. Znajdują oni uzasadnienie w grece, którą posługiwali się Homer, Eurypides, Platon, Sofokles i wielu innych. Używane przez nich słowo petros zawsze oznaczało kamień. Takie rozróżnienie znaczeń tych słów znajdziemy również w słownikach języka greckiego.

Πεтρα – skała, opoka, urwisty brzeg nad morzem
Πεтρos – kamień, słup, głaz graniczny

Lech Zapart w artykule komentującym werset z Mt 16:18 odwołuje się również do jego gramatycznej konstrukcji. Uważa, że zwrot i na tej skale musi odnosić się do wyznania Piotra. Wynika to z użytych w tym zdaniu zaimków: ty i tej. Jezus mówiąc do Piotra zwrócił się do niego w drugiej osobie, mówiąc o skale użył trzeciej osoby. Świadczy to o tym, że skałą jest coś lub ktoś inny. W przeciwnym razie zaistniałaby niezgodność rodzaju użytego zaimka tej i rzeczownika Petros.

Z kontekstu wypowiedzi wynika, że skałą jest wyznanie, które chwilę wcześniej złożył Szymon na skutek objawienia Bożego. Jezus nazwany został przez niego Mesjaszem, Synem Boga Żywego. Tak więc na tej prawdzie jak na skale będzie budowany Kościół. Dla protestanckiego interpretatora tego tekstu jasne jest, że porównanie Piotra do kamienia, a Jezusa do skały jest zamierzone. Nadanie nowego imienia Szymonowi można traktować jako zadanie kształtowania stabilnego, dojrzałego charakteru, po to by mógł wraz z innymi apostołami stać się podwaliną Kościoła zbudowanego na fundamencie apostołów i proroków, którego kamieniem węgielnym jest sam Chrystus Jezus (Ef 2:20). Natomiast nazwanie Boga skałą występuje w wielu miejscach Starego i Nowego Testamentu: Bo zapomniałeś Boga, swojego Zbawiciela, i nie pamiętałeś o skale swojego schronienia (Iz 17:10); Któż bowiem jest Bogiem oprócz Pana? Któż jest skałą prócz Boga naszego? (Ps 18:32); I wszyscy ten sam napój duchowy pili; pili bowiem z duchowej skały, która im towarzyszyła, a skałą tą był Chrystus (1 Kor 10:4).

Katoliccy teologowie stawiając znak równości pomiędzy Piotrem a skałą utożsamili go tym samym z opoką, na której opierać ma się cały Kościół. Rozumienie takie uzasadniają powołując się na werset J 1:42, w którym Jezus zwraca się do Piotra Ty jesteś Szymon, syn Jana; ty będziesz nazywał się Kefas – to znaczy Piotr. Aramejskie kefa może oznaczać skałę, jednak ewangelista Jan skłania się ku innemu znaczeniu imienia Kefas utożsamiając je z petros, czyli z kamieniem. Możemy być pewni, ze nie mylił znaczenia tych słów, ponieważ biegle znał zarówno grecki, jak i aramejski.

Obecnie autorzy protestanccy dostrzegają w wypowiedziach teologów katolickich, a nawet samego papieża elementy tradycyjnej protestanckiej interpretacji fundamentu Kościoła. Tadeusz Zieliński cytuje słowa Jana Pawła II: „Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego? Takie pytanie postawił Jezus z Nazaretu, a Szymon Piotr odpowiedział: Ty jesteś Mesjasz- Chrystus- Syn Boga żywego. Na tym wyznaniu opiera się Kościół jak na opoce. Na wyznaniu Szymona Piotra opiera się Kościół cały. Kościół powszechny Jezusa Chrystusa wyznaje, że On jest Synem Boga żywego. Na tym wyznaniu opiera się każdy Kościół”.

Trzeba przyznać, że wypowiedzi w tym tonie nie dotyczą tylko współczesności, bowiem już w pierwszych wiekach tacy Ojcowie Kościoła, jak Augustyn, Hieronim, Orygenes uważali, że skałą, o której mówi fragment z Ewangelii Mateusza jest Chrystus a nie Piotr.

Klucze Królestwa Niebios
Piśmiennictwo protestanckie poruszając zagadnienie papiestwa zajmuje się także kwestią przekazania Piotrowi „kluczy Królestwa Niebios”. W omawianym wcześniej fragmencie Ewangelii Mateusza Jezus zwrócił się do Piotra słowami: I dam ci klucze Królestwa Niebios; i cokolwiek zwiążesz na ziemi będzie związane i w niebie, a cokolwiek rozwiążesz na ziemi będzie rozwiązane i w niebie.

W rozumieniu Kościoła Rzymskokatolickiego została w ten sposób przekazana Piotrowi, a następnie papieżom jako jego następcom, władza szafowania dobrami zbawienia. W dokumentach z Soboru Powszechnego w Efezie w 431 r. potwierdzono: „Nikt nie wątpi i całemu światu jest znane, że święty i błogosławiony Piotr, głowa i książę Apostołów, filar wiary i fundament Kościoła katolickiego otrzymał od Pana naszego Jezusa Chrystusa, Zbawcy rodu ludzkiego i Odkupiciela, klucze królestwa oraz władzę odpuszczania i zatrzymywania grzechów. On to aż do tej chwili i na zawsze w osobach swych następców żyje i sprawuje władzę sądzenia”.

Z takim rozumieniem Mt 16:19 nie zgadzają się autorzy protestanccy. Według ich opinii pojęcie kluczy posiada pewne konkretne znaczenie. Na podstawie zarówno Biblii jak i rabinistycznych komentarzy, pozostając w zgodzie z symboliką tamtych czasów, można stwierdzić, że klucze oznaczają posiadanie pewnej zdolności lub mocy. Apostoł Piotr otrzymał moc dopuszczania do Królestwa Niebios. Polegała ona na tym, że był on w posiadaniu pewnej wiedzy, umożliwiającej zbawienie. Jako posłany przez Boga, by głosić Jego przebaczenie, dokładnie znał Boże warunki odpuszczania i zatrzymywania grzechów. Nie wolno mu było jednak od nich odstępować. Gdy próbował wpłynąć na zmianę Bożego planu zbawienia spotkała go surowa reprymenda (Mt 16:23).W takim sensie Piotr posiadał prawo „wiązania i rozwiązywania”. Należy pamiętać, że dokładnie tą samą moc posiadali uczniowie Jezusa. Cokolwiek byście związali na ziemi, będzie związane i w niebie; i cokolwiek byście rozwiązali na ziemi, będzie rozwiązane i w niebie (Mat 18:18). Zatem Piotr nie wyróżniał się niczym szczególnym. Słowa Mt 16:19 świadczą o tym, że był on jedynie reprezentantem wszystkich apostołów. W rozumieniu protestanckim władza, którą sprawował polegała na przekazywaniu prawdy, dzięki której staje się możliwe wejście do Królestwa Niebios. Posługiwał się on umiejętnie powierzonymi kluczami. W Dniu Pięćdziesiątnicy odpowiedział, tym, którzy przyszli z pytaniem, co robić, by uniknąć gniewu Bożego: Upamiętajcie się i niechaj każdy z was da się ochrzcić w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a otrzymacie dar ducha Świętego (Dz Ap 2:38).

Posiadanie kluczy-znajomości Bożych kryteriów odpuszczania grzechów było dużą odpowiedzialnością dla Piotra. Gdy objawione zostało mu, że wkrótce umrze, dołożył wszelkich starań, by te kryteria zostały zachowane i przekazane. Nie wyznaczył swojego następcy, lecz napisał listy, w których jeszcze raz szczegółowo wyjaśnił drogę zbawienia. Z innych wypowiedzi Jezusa wynika, że nawet uczeni w piśmie oraz faryzeusze mieli dostęp do tej wiedzy. Niestety sami nie potrafili z niej skorzystać, ani innym otworzyć drzwi Królestwa: Biada wam uczeni w piśmie i faryzeusze, obłudnicy, że zamykacie Królestwo Niebios przed ludźmi, albowiem sami nie wchodzicie ani nie pozwalacie wejść tym, którzy wchodzą (Mt 23:13).

Jednym z zadań Kościoła jest prawo włączania bądź wyłączania z ciała Chrystusowego. Słowo Boże określa zasady trwania w społeczności z Bogiem, a wspólnota chrześcijan czuwa nad respektowaniem tych praw przez swoich członków. Postanowienie wspólnoty, a nie jednego człowieka, decyduje o tym, kto odpowiada Bożym kryteriom dotyczącym zbawienia. Decyzje wynikające z zachowania dyscypliny kościelnej są wiążące w niebie. Słowa i czyny pierwszych chrześcijan potwierdzają takie rozumienie funkcji „związywania i rozwiązywania”. Nowy Testament nie daje dowodów na to, by odpuszczanie grzechów udzielane było przez konkretną osobę. Jedynie Syn Człowieczy ma moc odpuszczać grzechy na ziemi (Mk 2:10).

Konstanty Wiazowski zauważa ponadto, że słowa skierowane do Piotra wskazują na możliwość wiązania czegokolwiek, a nie kogokolwiek. Oznacza to, że „wiązane i rozwiązywane” są rzeczy, a nie ludzie. Określenie to odnosić mogło się do zwyczajów starotestamentowych, pewnych obrządków, które miały być zastąpione przez Ewangelię. Piotr jako pierwszy rozpoznał w Jezusie Zbawiciela, dlatego też otrzymał przywilej przekazywania tej prawdy najpierw Żydom, później także i poganom.

Postawa Piotra
Protestanccy autorzy publikacji na omawiany temat wykazują niemożność budowania Kościoła na Piotrze ze względu na jego chwiejną postawę. Jego postępowanie nie zawsze było godne naśladowania. Ten porywczy, najmniej zrównoważony z apostołów, popełniał błędy, za które był ganiony zarówno przez Jezusa jak i ludzi. W chwilę po tym, gdy Mistrz nazwał go błogosławionym, usłyszał od niego słowa surowej nagany. Rozpoznanie w Jezusie zapowiadanego przez pisma Mesjasza zostało objawione Piotrowi przez Boga. Jezus pochwalił go za coś, co nie było jego zasługą. Kiedy natomiast Piotr troszcząc się o losy swego Mistrza chciał odsunąć od niego cierpienie i śmierć, został nazwany szatanem. Słabość apostoła jest widoczna na chwilę przed pojmaniem Jezusa, gdy wraz z innymi zamiast czuwać w modlitwie zasnął. Później zaparł się swego Mistrza trzykrotnie, obawiając się konsekwencji wynikających z przyznania się do znajomości z Jezusem. Natomiast w Liście do Galacjan 2:14 dowiadujemy się o sytuacji, w której apostoł Paweł sprzeciwił się Piotrowi ze względu na jego obłudną postawę wobec nawróconych pogan. Słowa napomnienia zostały skierowane do Piotra wobec wielu braci. Czy ktoś taki mógłby być fundamentem Kościoła? Zresztą sam Piotr w całym swoim późniejszym nauczaniu nigdy nie miał wątpliwości, kto jest kamieniem węgielnym. Sam nazywa siebie tylko budowniczym i oczywistym jest dla niego, że fundamentu innego nikt nie może założyć oprócz tego, który jest założony, a którym jest Jezus Chrystus (1 Kor 3:11). Nigdy też nie uzurpował sobie prawa do przyjmowania czci ze strony człowieka. Gdy setnik rzymski Korneliusz padł przed nim i oddawał mu pokłon nakazał: Wstań, i ja jestem tylko człowiekiem (Dz 10:26). Ta postawa różni się wyraźnie od typowych zachowań papieży. Domagają się oddawania im niemal religijnej czci, noszą tytuł „Ojca Świętego”, mimo że Jezus nauczał: Nikogo też na ziemi nie nazywajcie ojcem; albowiem jeden jest Ojciec wasz, Ten w niebie (Mk 23:9).

Nawet własne świadectwo Piotra, które składa w swoich listach również nie dowodzi obecnego w nim poczucia pierwszeństwa. W pierwszym z nich nazywa siebie apostołem i świadkiem cierpień Chrystusa. Nie określa więc siebie innym mianem niż pozostali apostołowie. Gdy kieruje słowa napomnienia do starszych utożsamia się z nimi mówiąc o sobie, że również i on sprawuje taką samą funkcję. Prezbiterom udzielił rady, by nie pełnili swej służby w sposób władczy, ale na zasadzie dawania osobistego wzoru prowadzonej przez siebie trzodzie, pośród trudu codzienności (1 P 5:1-30).

Pozycja Piotra
Prymatu Piotra nie można wytłumaczyć pozycją, jaką zajmował on między dwunastoma apostołami. Nie jest on postrzegany ani przez uczniów, ani przez samego Jezusa jako zwierzchnik pozostałych apostołów. Ewangelie dają nam świadectwo rozmów apostołów ze sobą o tym, który z nich jest największy. W odpowiedzi usłyszeli słowa Jezusa: Jeśli ktoś chce być pierwszy niechaj stanie się ze wszystkich ostatnim i sługą wszystkich (Mk 9:33-35). Podobnie, zachowanie innych apostołów Jakuba i Jana również nie świadczy o tym, by Piotr zajmował jakąś szczególną pozycję. Przyszli oni bowiem ze swoją matką do Jezusa prosić go o to, by zajęli najbardziej zaszczytne miejsce w Jego Królestwie. W najmniejszym nawet stopniu nie przypuszczali więc, że komuś innemu mógłby przypaść ten honor.

Zdaniem zwolenników instytucji papiestwa Jezus wypowiadając do Piotra słowa: paś owieczki moje przekazał mu prawo występowania w roli zwierzchnika całego Kościoła. Jest ono przekazywane kolejnym papieżom, których uważa się za następców Piotra. Nowy Testament jednak nie ukazuje tego apostoła jako najwyższy autorytet w Kościele. Paweł w swoim Liście do Galicjan wyliczył trzech apostołów nazywając ich filarami zboru w Jerozolimie. Wśród nich Piotr wymieniony został na drugim miejscu. Z Dziejów Apostolskich dowiadujemy się, że w sprawach swojej służby podporządkowywał się on postanowieniom zboru. Wysłanie go wraz z Janem do Samarii nastąpiło po podjęciu decyzji przez kolegium apostołów. Jego uległość wobec zboru jest widoczna także w sytuacji, gdy spotkały go zarzuty bratania się z poganami. Piotr stawił się wtedy przed braćmi, zdając im relację z efektów swojej pracy. Również w gronie apostołów i starszych zboru jerozolimskiego rozstrzygano sporne kwestie dotyczące nawróconych pogan. Zgromadzeniu temu przewodniczył apostoł Jakub, jego też decyzja została przyjęta jako rozwiązanie zaistniałego sporu. Została ona później przesłana do zboru w Antiochii jako postanowienie Ducha Świętego, apostołów i starszych. Pierwszy zbór miał więc strukturę demokratyczną a nie autokratyczną.

Stosunek – powołanego później od pozostałych – apostoła Pawła do Piotra nie potwierdza prymatu Piotrowego. W swoich Listach Paweł nie powoływał się na jego autorytet, stwierdził nawet, że niczym nie ustępuje pozostałym arcyapostołom. W sytuacji, gdy zaistniał spór pomiędzy Pawłem, Barnabą a innymi braćmi w Antiochii został on rozstrzygnięty przez starszych zboru w Jerozolimie. Piotr nie zajmował w nim jakieś autorytatywnej pozycji, tak jak inni wyraził jedynie swoją opinię.

O tym, że Piotr nie został ustanowiony najwyższym z apostołów świadczy również stosunek Pawła do konfliktów na tle przynależności do poszczególnych nauczycieli w korynckim Kościele. Paweł skrytykował przypisywanie się do jakiejkolwiek osoby oprócz do Jezusa. Gdyby Piotr był najważniejszym z apostołów, wyznanie, że ktoś jest kefasowy miałoby wydźwięk pozytywny.

W opinii protestantów słowa „paś owieczki” można jedynie odnieść do osobistej sytuacji Piotra. Po trzykrotnym zaparciu się Jezusa na pewno czuł się on zawstydzony i zażenowany. Wiedział, że zawiódł swojego Mistrza. Jezus stworzył mu sytuację, w której mógł się zrehabilitować trzykrotnie wyznając mu miłość.

W dziejach Kościoła pojawiały się opinie dotyczące prawdziwej pozycji Piotra wobec innych apostołów, niestety zwykle potępiane przez papieży. Przykładem może być twierdzenie Marsyliusza z Padwy i Jana z Jandum odrzucone bullą Jana XXIII w 1327 „Błogosławiony Piotr Apostoł nie miał większej władzy niż inni Apostołowie ani nie był głową innych Apostołów. Chrystus nie zostawił żadnej głowy swojemu Kościołowi, ani nikogo nie uczynił swym zastępcą”.

Kwestia pobytu Piotra w Rzymie
Tradycja rzymskokatolicka podaje, że Piotr przybył do Rzymu w 42 roku n. e. Jako pierwszy biskup sprawował tam swój urząd do końca życia. Jego męczeńska śmierć przerwała trwający 25 lat pontyfikat papieski. „Fakt, że Piotr działał w Rzymie i tam podczas (lokalnego) prześladowania chrześcijan za czasów Nerona w latach 64-67 poniósł śmierć męczeńską, podobnie jak Paweł, można stwierdzić z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością”- pisze Klaus Schatz, katolicki historyk Kościoła.

Piśmiennictwo protestanckie przytacza historyczne argumenty, na które powołują się katolicy uzasadniając pobyt Piotra w Rzymie. Informacje o działalności i męczeńskiej śmierci obu apostołów Piotra i Pawła w Rzymie podał Klemens Rzymski w liście napisanym w 95 r. przez wspólnotę rzymską do zboru w Koryncie: „Piotra nie raz i nie dwa, ale wiele razy spotykała ciężka próba z powodu niegodziwości i zazdrości, a złożywszy w ten sposób swoje świadectwo odszedł do chwały, na którą sobie dobrze zasłużył. Przez zazdrość i niezgodę również Paweł znalazł sposobność by nam wskazać, jaka jest nagroda wytrwania: więziony siedem razy, skazywany na wygnanie, kamienowany uczył sprawiedliwości ziemię całą i dotarł aż do zachodnich jej granic, a złożywszy wobec przedstawicieli władz swoje świadectwo odszedł ze świata i został przyjęty w miejscu świętym, stanowiąc najwspanialszy wzór wytrwania”. Jest to pierwszy ślad pobytu Piotra w Rzymie. Podobne informacje znajdują się w liście Ignacego Antiocheńskiego do Rzymian napisanym około 110 r.

Oprócz przytoczonego źródła katolicy odwołują się do homilii pseudoklementyńskich. W jednej z nich przedstawiona została alegoria Kościoła rzymskiego jako okrętu Piotrowego, którego właścicielem jest Bóg, sternikiem – Chrystus, busolą – biskup, a podróżnymi – chrześcijanie. Najtrudniejsze zadanie spełnia biskup, który musi wsłuchiwać się w słowa sternika i powtarzać jego polecenia. W homiliach opisane zostały również zwycięskie zmagania apostoła z Szymonem Magiem. Towarzyszące tej walce cuda – przemawiające ludzkim głosem zwierzęta uwiarygodniały autorytet Piotra. Klemens w jednej z homilii podawał, że Piotr zmarł w Rzymie, by „oświecić ciemniejszą część świata”, a jego samego uczynił swoim następcą.

Również w tekstach późniejszych autorów chrześcijańskich Euzebiusza i Hieronima występują informacje o pobycie Piotra w Rzymie. Według Euzebiusza przybycie apostoła do stolicy imperium przypadało na początki rządów cesarza Klaudiusza. Historyk ten podał, że wspomniany konflikt Piotra z Szymonem Magiem miał miejsce w Rzymie. Według Hieronima apostoł sprawował urząd biskupa w wielu miejscach: w Antiochii, Galicji, Kapadocji, Bitynii i w Rzymie. Natomiast w tłumaczonym z języka greckiego tekście autorstwa Euzebiusza Hieronim napisał, że Piotr pełnił funkcję biskupa w Rzymie przez 25 lat. Informacja ta jest jednak dodatkiem zamieszczonym przez tłumacza, bowiem oryginalny zapis jej nie podaje. Nie jest ona również potwierdzona przez badania archeologiczne.

Protestanccy autorzy nie poruszają tematu związanego z umiejscowieniem grobu Piotra. Katoliccy historycy uważają, że pochowano go na cmentarzu watykańskim lub przeniesiono jego relikwie do katakumb św. Sebastiana przy via Apia w Rzymie. Ich zdaniem wykopaliska archeologiczne potwierdzają, że chrześcijanie w II wieku byli przekonani o pochowaniu Piotra na wzgórzu watykańskim. „Pierwszy historyk Kościoła, Euzebiusz z Cezarei, pisze, że za cesarza Klaudiusza Piotr przybył do Rzymu i że za Nerona został tam wraz z Pawłem zamordowany. Powołuje się przy tym na nieznany skądinąd list do Rzymian Dionizego, biskupa Koryntu, oraz na niejakiego Gajusa, żyjącego za czasów biskupa Zefiryna (198-217), który ponadto poświadcza, że grób Piotra znajduje się na Watykanie, a Pawła przy drodze do Ostii. Pisze, że nad tymi grobami stały tropaia, co można przetłumaczyć przez trofea, byle się pamiętało o pierwotnym znaczeniu słowa: znak zwycięstwa nad wrogiem, często na miejscu bitwy, w postaci kolumny jakiejś czy słupa, na którym zawieszano zdobyczną broń, proporce itp. Zakładając przenośny sposób mówienia, musiał to być jakiś pomnik upamiętniający miejsce pochówku, o jego zaś kształcie nic nie wiadomo”.

Niektórzy autorzy protestanccy uważają, że pobyt Piotra w Rzymie oparty jest wyłącznie na legendzie. W pierwotnym chrześcijaństwie nie brakowało zwolenników tego apostoła, którzy stawiali go przed Pawłem. Wśród ebonitów, którzy uważali, że chrześcijanie muszą zachowywać cały zakon Mojżeszowy cieszył się on sporym uznaniem. Paweł natomiast nie był darzony przez nich szczególną sympatią. Poszukiwanie informacji o dominacji Piotra nad innymi apostołami doprowadziło do powstania takich dzieł apokryficznych jak: „Dzieje Piotra”, „Ewangelia Piotra”, „Objawienie Piotra”.

Potwierdzenia pobytu Piotra w Rzymie nie znajdziemy również w Nowym Testamencie. W Dziejach Apostolskich odnotowane są jego podróże misyjne jedynie do Syrii i Palestyny. Apostołowie ciągle podróżowali. Zakładali nowe zbory, a następnie odwiedzali je, by umacniać w nich wiarę. Nie znajdujemy natomiast żadnych dowodów na to, że zbór w Rzymie został założony przez Piotra. Trudno jest nawet określić datę jego powstania. Możliwe jest, że Ewangelia dotarła tam już dzięki pielgrzymom znajdującym się w Jerozolimie w czasie Pięćdziesiątnicy (Dz 2:10). Paweł w Liście do Rzymian napisanym około 58 roku w ogóle nie wspomina Piotra, mimo że kieruje w nim pozdrowienia do ponad dwudziestu osobistości. W tym samym liście wyznaje, że: chlubą moją było głosić ewangelię nie tam, gdzie imię Chrystusa było znane, abym nie budował na cudzym fundamencie (Rz 15:20). Przybywając do Rzymu jako więzień w 61 roku opisał swoje spotkanie z braćmi i z żydowskimi przywódcami. W ciągu dwóch lat, mieszkając z pilnującym go żołnierzem, przyjmował wszystkich, którzy do niego przychodzili (Dz 28:30). Nie ma jednak żadnej wzmianki o tym, by spotkał się tam z Piotrem. Z rzymskiego więzienia Paweł wysyłał listy do kilku zborów: w Efezie, w Filipii, w Kolosach, a także do Filemona i Tymoteusza. W żadnym z nich nie wspomina Piotra, mimo że wymienia swoich współpracowników. Na krótko przed śmiercią w Rzymie w 67 roku napisał do Tymoteusza: Staraj się przyjść do mnie rychło; albowiem Demas mnie opuścił, umiłowawszy świat doczesny, i odszedł do Tesaloniki, Krescent do Galicji, Tytus do Dalmacji; tylko Łukasz jest ze mną (2 Tm 4:10-11). Fakt, że Paweł nie wspomina Piotra w liście skierowanym do zboru w Rzymie ani w późniejszych listach powstających w Rzymie dowodzi, że Piotra po prostu w tym mieście nie było.

Protestanci uzasadniając swoje stanowisko powołują się również na fakt, że inni wczesnochrześcijańscy pisarze, którzy wspominają Piotra w swych pismach, nie wiążą jego osoby z Rzymem. Według Chryzostoma głównym obszarem działalności Piotra była Antiochia. Nowy Testament potwierdza, że terenem misji tego apostoła była Azja Mniejsza, a nie centrum pogańskiego świata. Pierwszy List Piotra rozpoczyna się słowami: Piotr, apostoł Jezusa Chrystusa, do wychodźców rozproszonych po Poncie, Galacji, Kapadocji, Azji i Bitynii. W swej misyjnej podróży dotarł on aż do Babilonu, gdzie zamieszkiwało wielu Żydów. Nie potwierdził swojej obecności w stolicy imperium rzymskiego w żadnym z listów Podobnie nie znajdziemy dowodów na to u pisarzy wczesnego chrześcijaństwa, Ireneusza, Klemensa Aleksandryjskiego.

Jeśli przyjmiemy, że Piotr był w Rzymie, jak uważają niektórzy protestanccy interpretatorzy, to nie można wnioskować na tej podstawie, że był biskupem, który zajmował pozycję ponad innymi i w sprawach wiary był jedynym autorytetem. Wręcz przeciwnie. Klemens Rzymski wspominał o Piotrze i o Pawle mówiąc o ich kolegialnym zarządzaniu zborem. Potwierdził więc fakt, że przywództwo we wspólnocie nie było jednoosobowe, ale sprawowane przez kolegium biskupów. Słowo biskup w tym dokumencie występowało zamiennie ze słowem prezbiter. Podobnie Pasterz Hermasa, który powstał w Rzymie za czasów Klemensa podawał, że zborem zarządzali prezbiterzy. Natomiast w liście Ignacego do kościoła w Rzymie nie znajdujemy żadnej informacji o urzędzie biskupa.

Protestanci przytaczają jeszcze jeden argument świadczący o tym, że Kościołem nie zarządzał biskup rzymski. Rzym nie był wówczas strategicznym miejscem, w którym można by umieścić „centrum dowodzenia” dla szerzącego się chrześcijaństwa. W I wieku poza Palestyną zbory były umiejscowione w Syrii, Azji Mniejszej i Grecji, w Italii i Egipcie. Najważniejszą rolę odgrywały wtedy cztery Kościoły: w Jerozolimie, Antiochii, Aleksandrii i Rzymie, a następnie w Kartaginie i Konstantynopolu. Rzym był więc jedynym potwierdzonym historycznie zborem na zachodzie i na pewno nie znajdował się w centrum ówczesnego chrześcijaństwa. W II wieku nadal większość Kościołów znajdowało się na Wschodzie. Dopiero u schyłku III stulecia, gdy coraz więcej zborów powstawało w Italii, północno-zachodniej Afryce, w Galii i Hiszpanii, wzrosło znaczenie wspólnoty rzymskiej. Należy jednak pamiętać, że w tych pierwszych wiekach Kościoły były autonomicznymi jednostkami. Co prawda komunikowały się ze sobą, pisały listy, jednak funkcjonowały na zasadzie równouprawnienia. Od połowy II wieku, gdy zaistniała potrzeba wyjaśniania pewnych niejasności teologicznych, ich przedstawicielstwa spotykały się na synodach, które miały charakter regionalny a nie powszechny. W taki zdecentralizowany sposób Kościoły funkcjonowały do IV wieku. Pierwszy powszechny synod odbył się dopiero w 325 r. w Nicei, i to na polecenie cesarza. Nawet wtedy powołano trzy równorzędne patriarchaty: w Antiochii, Aleksandrii i w Rzymie.

Piotr gwarantem jedności?
Współcześnie autorzy protestanccy zauważają, że katoliccy historycy nie uzasadniają prymatu papiestwa sprawowaniem przez apostoła Piotra najwyższej władzy w Kościele pierwotnym. Wspominany już wcześniej znawca zagadnień dotyczących papiestwa Klaus Schatz przyznaje: „Gdyby około roku 100, 200 lub nawet 300 zapytano chrześcijanina, czy biskup Rzymu jest głową wszystkich chrześcijan, lub czy istnieje biskup, który stoi nad wszystkimi innymi biskupami i który w sprawach dotyczących całego Kościoła ma ostatnie słowo, to z pewnością odpowiedziałby przecząco”. Zaraz jednak wyraża opinię, że tak postawione pytanie jest niepoprawne historycznie i z góry skazane na negatywną odpowiedź. Prymat w takim sensie, jak go pojmujemy dzisiaj, na pewno nie istniał w pierwszych wiekach. Jego tworzenie było procesem spowodowanym potrzebą zapewnienia więzi z apostolskimi początkami.

Reakcją na rozwijający się pod koniec I stulecia ruch gnostycyzmu, podkreślający zastrzeżenie wiedzy o tajemnicach Bożych dla wybranych, było ukształtowanie się kanonu pism Nowego Testamentu i zabezpieczenie tradycji apostolskiej poprzez sukcesję urzędu biskupiego. Nie wszystkie Kościoły miały jednak w tym sensie tę samą pozycję. Najważniejsze były te, które założyli apostołowie lub w których znajdował się ich grób. Były one bowiem – jak uważano – mocniej związane z początkiem i przez to mniej podatne na herezje. Niewątpliwie największe znaczenie pod tym względem miał zbór w Rzymie, ponieważ wiązano go z miejscem działalności i śmierci Piotra i Pawła. „W rozumieniu pierwotnego chrześcijaństwa dochodzi do tego szczególne znaczenie męczeństwa Piotra i Pawła dla charyzmatu rzymskiej wspólnoty: w ostatecznym świadectwie wiary złożonym przez męczeństwo, obydwaj „koryfeusze”, Piotr i Paweł przekazali swą wiarę rzymskiemu Kościołowi jako niezmienny testament (paradosis) i ustanowili go w sposób trwały”. W oparciu o takie rozumowanie, w apostole Piotrze Kościół Rzymskokatolicki odnalazł zwornik jedności. Wykreował na przestrzeni lat urząd („urząd Piotrowy”), który ma gwarantować jej zachowanie.

Protestanci nie mogą zgodzić się z taką koncepcją pojmowania jedności. Dla nich oczywistym jest, że zachowanie ciągłości z nauką apostolską nie odbywa się przez sukcesję urzędu, ale przez wierność Słowu Bożemu. Chociaż tradycja o męczeńskiej śmierci Piotra w Rzymie może mieć pewne historyczne podstawy, to teoria o gwarantowaniu przekazywania łaski przez sukcesję jest wyraźnym nadużyciem. Poza tym nauczanie o jedności w Nowym Testamencie adresowane jest do konkretnych grup chrześcijan i dotyczy wzajemnych relacji. Odnosi się ono więc do jedności wewnętrznej, a nie organizacyjnej, zewnętrznej.

II. Kwestie sporne: historia
Argumenty z historii nie są tak istotne dla protestanta jak argumenty biblijne. Jednak, historia papiestwa jest ważna zarówno dla katolików jak protestantów.

Dla katolików historia jest obszarem, w którym należy szukać potwierdzenia dla wyjątkowej pozycji biskupa Rzymu – im wcześniej tym lepiej. Piśmiennictwo protestanckie natomiast poruszając kwestie związane z prymatem papieskim przedstawia historyczne aspekty jego powstania stara się wykazać, że rozwijał się on w wyniku wielowiekowego procesu. Ogromne znaczenie dla zrozumienia jego istoty jest prześledzenie form, jakie prymat przybierał od początku istnienia aż do wypaczenia idei, z której się zrodził. Pierwsze tysiąclecie jest w tym względzie szczególnie ważne, bowiem pokazuje, w jaki sposób narodziła się świadomość prymatu, jakie były jego konsekwencje i jakie historyczne okoliczności temu towarzyszyły.

Chociaż Kościół Rzymskokatolicki przez wieki przez wieki posługiwał się argumentacją potwierdzającą zasadność instytucji papiestwa, to protestantyzm przyjmuje, że to nie ciągłość posługiwania jest gwarancją prawdziwości przesłania apostolskiego. Roszczenia biskupów rzymskich do sprawowania całkowitej władzy (jurysdykcji) w Kościele nie miały miejsca w pierwszych wiekach istnienia chrześcijaństwa. Uzasadnienia żądań podporządkowania się innych biskupów biskupowi rzymskiemu w oparciu o sprawowanie funkcji następców Piotra pojawiły się dopiero w III wieku. Natomiast początki papiestwa, w dzisiejszym jego rozumieniu, przypadają na V wiek.

Autorytet duchowy Kościoła Rzymskiego w pierwszych wiekach
Największym autorytetem w Kościele pierwszych wieków cieszyły się te zbory, które zostały założone przez samych apostołów. Dawało to gwarancję przyjęcia i kontynuowania prawowiernej nauki Jezusa Chrystusa. Należały do nich wspólnoty w Antiochii, Efezie, Koryncie, Tesalonice oraz w Rzymie. Niewątpliwie uprzywilejowane stanowisko zajmował Rzym ze względu na powoływanie się na związek z Piotrem i Pawłem. Świadczy o tym m. in. list Tertuliana skierowany przeciw gnostykom: „Dalejże więc ty, który chcesz dostatecznie zaspokoić ciekawość w sprawach zbawienia, przebiegnij Kościoły apostolskie, w których dotąd stolica Apostołów na swych miejscach przewodniczy; w których czytane są autentyczne ich pisma… Czy nie najbliższa ci Achaja? Masz Korynt. Jeśli jesteś niedaleko Macedonii, masz Filippów, masz Tessalończyków; jeśli możesz dążyć do Azji, masz Efez; jeśli przylegasz do Italii, masz Rzym, skąd też mamy prawdę na podorędziu. O, jakże szczęśliwy ów Kościół. Jemu to Apostołowie całą naukę z krwią swoją wylali; gdzie Piotr zrównany z męką Pańską, gdzie Paweł koronowany jest śmiercią Jana; gdzie Apostoł Jan, gdy zanurzony w ognistym oleju nic nie ucierpiał, zesłany na wyspę”.

Teologowie katoliccy przekonani są, że wyjątkowa pozycja zboru w Rzymie oparta była na męczeńskiej śmierci dwóch największych apostołów. Uważają, że po ich śmierci potwierdzeniem więzi z właściwą tradycją były ich groby, które stały się dla rzymskiej wspólnoty pomnikami, symbolami łączności z początkiem. Pod tym względem, ich zdaniem, stolica imperium posiadała pewną przewagę nad pozostałymi miastami. Nie było Kościoła, który mógłby współzawodniczyć z Rzymem na tej płaszczyźnie. Faktem jest, że wspólnota rzymska w przeciwieństwie do kościołów syryjskich, greckich czy żydowskich mogła poszczycić się nieskazitelnością nauki. Niepodważalny kontakt z apostołami uważany był za najskuteczniejszą broń w walce z herezjami. Pojawiające się już w pierwszym wieku odstępstwa wystawiły na próbę wierność nauce apostolskiej niejednego z dopiero co ukształtowanych zborów. W istotny sposób wpłynęło to na pozycję wspólnoty rzymskiej wobec innych Kościołów. Stabilność i wytrwałość rzymskich chrześcijan stała się wzorem dla innych wspólnot. Nie bez znaczenia pozostawał również fakt, że na Zachodzie Rzym był jedynym Kościołem o korzeniach apostolskich. W tej sytuacji biskupi rzymscy bądź posiadali już, bądź sami sobie przypisywali autorytet wobec innych Kościołów. Klemens sprawujący urząd biskupa rzymskiego jeszcze w pierwszym wieku, napisał list do zboru w Koryncie, w którym zajął stanowisko w sprawie zaistniałego tam konfliktu. Napomniał w nim braci, by okazali posłuszeństwo swojemu biskupowi. „Kto nie jest posłuszny wobec tego, co On (Bóg) powiedział przez nas (a więc przez wspólnotę rzymską!), ten winien wiedzieć, że wikła się w grzech i wielkie niebezpieczeństwo… Sprawicie nam wielką radość, jeśli okażecie posłuszeństwo temu, co napisaliśmy pod kierownictwem Ducha Świętego”.

Z faktu tego nie należy jednak wywodzić nadrzędnego autorytetu biskupa rzymskiego, a nawet wspólnoty rzymskiej, wobec innych Kościołów. W tym czasie dość powszechną praktyką było wysyłanie przez niektórych biskupów pism do innych zborów nawet spoza swojego lokalnego Kościoła. Takie nauczająco-upominające listy napisał na przykład biskup Ignacy Antiocheński do zborów w Azji Mniejszej oraz do zboru w Rzymie, biskup Polikarp ze Smyrny do kościoła w Filipii, czy Dionizy z Koryntu do Macedończyków, Ateńczyków, Nikomedyjczyków, Knozejczyków, Pontyjczyków i Rzymian. W Liście do Rzymian Ignacy Antiocheński (ok.110 r.) przyznawał, że wspólnota rzymska naucza inne zbory i jest dla nich wzorem. Określił przy tym rzymski Kościół jako ten, który „jest godny Boga, czcigodny, godny chwały, godny uznania, godny powodzenia, dziewiczy i ma pierwszeństwo w miłości, który ma Prawo Chrystusa, posiada imię Ojca”. Podobne pochlebne określenia wspólnoty rzymskiej występują w epitafium Abercjusza (200 r.) – „królowa nosząca złotą szatę i złote sandały”, ”lud naznaczony świetlanym znamieniem”.

Wspominany List do Rzymu Ignacego Antiocheńskiego nie musi jednak świadczyć o szczególnym uznaniu dla Kościoła w Rzymie. Ton tego listu mógł być spowodowany uprzejmością, ponieważ autor zwracał się z prośbą, by nic nie robiono w sprawie jego uwolnienia. Pragnął bowiem męczeńskiej śmierci, a chrześcijanie z Rzymu planowali wydostanie go z więzienia. Zarówno Ignacy jak i Klemens uważali, że posłuszeństwo biskupowi gwarantuje zachowanie jedności i oparcie się herezjom – niezależnie od tego, z którego był miasta.

W drugim wieku wierzący w Rzymie byli znani z udzielania pomocy chrześcijanom z całego świata. Do miasta tego przybywali zarówno prawowierni jak i błędnowiercy, by dotrzeć tam do źródeł wiary lub znaleźć uznanie dla swoich poglądów. Około 140 roku przybył do stolicy imperium Marcjon z Synopy, który założył tam wspólnotę a około 150 roku Justyn Męczennik – najsłynniejszy z apologetów greckich, który założył tam swoją szkołę. W roku 177 zbór w Lyonie wysłał do Rzymu swojego prezbitera Ireneusza. Fakt, że to miasto przyciągało uczonych chrześcijan jest dowodem dużego poważania Kościoła rzymskiego.

Jeżeli można w ogóle mówić o przywództwie biskupa rzymskiego w tym okresie, to należy je odnieść jedynie do posiadania duchowego autorytetu rzymskiej wspólnoty wobec innych Kościołów.

Od III wieku Kościół w Rzymie stanowił około pięciu procent mieszkańców miasta. Rzesza trzydziestu tysięcy wiernych świadczyła o dynamicznym jego wzroście i sprawiała, że nabierał on coraz to większego znaczenia. Powstawały też coraz liczniej zbory w Zachodniej części cesarstwa. Rzym stał się natomiast centrum łacińskiego chrześcijaństwa.

Spór o pierwszeństwo w Kościele
Na tle przekonania o własnej wyjątkowości opartego na więziach z apostołami Piotrem i Pawłem pojawiali się w Rzymie biskupi uzurpujący sobie prawo narzucania swoich decyzji. Do pierwszej takiej próby doszło około 160 roku ze strony Aniceta. Spór dotyczył daty obchodzenia Wielkanocy. Niektóre Kościoły azjatyckie świętowały ją według żydowskiego sposobu obliczania czternastego dnia miesiąca Nisan, podczas pierwszej pełni Księżyca bez względu na dzień tygodnia. Natomiast innym zwyczajem było obchodzenie Wielkanocy pierwszej niedzieli po tej pełni. Do pewnego momentu oba te zwyczaje funkcjonowały równocześnie w Kościele. Jednak w 162 roku rzymski biskup Anicet daremnie próbował skłonić biskupa Smyrny Polikarpa do przyjęcia swojej woli w sprawie obchodzenia paschy. Doszło nawet do spotkania obydwu biskupów w Rzymie w celu rozwiązania konfliktu, w trakcie którego biskup Smyrny powołał się na kontynuowanie tradycji wywodzącej się od Jana i innych apostołów, natomiast biskup Rzymu na zwyczaj prezbiterów urzędujących przed nim. Każdy z nich pozostał jednak przy swoim stanowisku. Później, pod koniec drugiego stulecia na tle tego samego sporu doszło do pierwszej schizmy w Kościele. Prawdopodobnie z inicjatywy biskupa rzymskiego Wiktora odbyły się w tej sprawie synody w Palestynie, w Italii, w Galii, w Poncie, w Osrhoene, w Azji. Oprócz synodu w Azji pozostałe poparły biskupa rzymskiego, kontynuatora tradycji pochodzącej od Piotra i Pawła. Natomiast azjatycki biskup Polikrates z Efezu powołał się w tym sporze na więzi z apostolskim początkiem w osobie Filipa i Jana. Nie rozwiązany konflikt doprowadził do ekskomunikowania Kościołów Azji Mniejszej.

Decyzja ta nie spotkała się ze zrozumieniem ani na Zachodzie, ani na Wschodzie. Euzebiusz napisał o Wiktorze: „Występuje z zamiarem odcięcia od wspólnej jedności wszystkich gmin azjatyckich oraz kościołów sąsiednich, jak gdyby były innowiercze i ogłasza publicznie na piśmie, że wszyscy bez wyjątku bracia tamtejsi są wyłączeni z jedności. Nie podobało się to jednak wszystkim biskupom”. Nawet wspominany już biskup z Lyonu Ireneusz próbował nakłonić biskupa rzymskiego do kompromisu przypominając przykład Polikarpa i Aniceta, którzy godzili się na funkcjonowanie obu zwyczajów obchodzenia Wielkanocy. Uważał, że Wiktor nie może rościć sobie praw do zwierzchniej władzy. Nie dało to jednak większych efektów. O odcięciu od Kościołów azjatyckich świadczy również fakt wprowadzenia przez Wiktora do Kościoła języka łacińskiego w miejsce greki. Kościoły Wschodni i Zachodni nie mogły dojść do porozumienia w sporze o Wielkanoc. Na Soborze w Nicei w 325 roku przyjęto ustalenia Kościoła Zachodniego.

Kształtowanie się świadomości prymatu rzymskiego
Walka z gnostycyzmem umocniła pozycję Kościoła rzymskiego, stojącego na straży wierności nauce apostolskiej. W pismach Adversus haereses spowodowanych potrzebą określenia zasad wiary w obliczu pojawiającej się herezji odnajdujemy świadectwo przemawiające za uznaniem w tych czasach autorytetu rzymskiego Kościoła. Ireneusz wypowiadał się w nich o tym zborze mówiąc o jego powszechnym już uznaniu, wielkości i pochodzeniu od apostołów Piotra i Pawła. Najbardziej znaczące stwierdzenie dla omawianego tematu zawiera zdanie: „Z tym bowiem Kościołem dla jego naczelnego zwierzchnictwa musi się zgadzać każdy Kościół, tj. wszyscy zewsząd wierni, bo w nim przez tych, co są zewsząd, zachowała się tradycja apostolska”. Odwołanie się w nim do tradycji apostolskiej może odnosić się do prymatu, ale może również wskazywać rzymski Kościół jako przykład wspólnoty trwającej w nauce apostolskiej. Próbując zrozumieć słowa Ireneusza w świetle jego działań mających na celu wpłynięcie na postawę Wiktora, pisząc o „zgadzaniu się” na pewno nie myślał o ślepej uległości i akceptowaniu wszelkich decyzji biskupa rzymskiego. Należy mieć również na uwadze to, że autor pisma pochodził z Galii, dla której Rzym był wówczas stolicą biskupią.

Do umocnienia pozycji biskupów w Kościele (w konsekwencji także biskupa rzymskiego) przyczynił się w III wieku biskup Kartaginy – Cyprian. Uznawał on „Piotrowe” pierwszeństwo w wyznaczaniu linii sukcesji apostolskiej, ale uważał, że każdy biskup powinien być autonomiczny w lokalnym zborze. Zganił opozycyjną wobec siebie część kleru za odwoływanie się w zaistniałym konflikcie do rzymskiego biskupa Korneliusza. Nie uznał też woli jego następcy – Stefana w sporze o ważność chrztu heretyków. Znalazł poparcie osiemdziesięciu pięciu biskupów północnoafrykańskich. Cyprian stał na stanowisku, że „poza Kościołem nie ma zbawienia”. Duch Święty nie może być przekazywany w trakcie chrztu gdzie indziej niż w Kościele. Tradycja rzymska różniła się w tym względzie. Biskup Rzymski Stefan próbował narzucić ją innym Kościołom. Powoływał się przy tym na fakt, że jest następcą Piotra w rozumieniu Mt 16:18. Cyprian natomiast pozostawał przy swoim stanowisku argumentując je przykładem Piotra i Pawła, którzy również nie we wszystkim się zgadzali. Podkreślał, że Piotr nie narzucał swojej woli, ale „przyjął rozumną radę i na słuszne wywody Pawła z łatwością przystał. Dał nam przez to przykład zgody i cierpliwości, abyśmy nie trzymali się uparcie swojego zdania, lecz przyjmowali to, co nasi bracia i koledzy ku naszemu pożytkowi i dobru nam podają, jeśli to jest prawdziwe i słuszne”. Stefan nie ustąpił w tym sporze nawet za cenę zerwania jedności. Pisał listy do innych biskupów azjatyckich. Spór ten próbował załagodzić biskup z Aleksandrii Dionizy. Na wiele się to nie zdało, a konflikt zakończył się wraz ze śmiercią następcy Stefana – Sykstusa i Cypriana w trakcie krwawych prześladowań chrześcijan za cesarza Waleriana.

Umocnienie pozycji rzymskiego biskupa spowodowało zagrożenie Kościoła arianizmem. Na soborze nicejskim zostały potępione poglądy Ariusza negującego bóstwo Jezusa. Jednak doktryna to znajdowała wielu swoich zwolenników w następnych latach i spowodowała wewnętrzne rozbicie Kościoła. Ariusz i biskupi go popierający zostali wygnani. Jednak po kilku latach cesarz Konstantyn pozwolił na powrót Euzebiusza z Nikomedii i Euzebiusza z Cezarei do swoich dawnych stolic biskupich. Wkrótce rozpoczęli oni działania zmierzające do rehabilitacji Ariusza, ale także nagonkę na biskupów stanowiących filary nicejskiego wyznania wiary – Anastazego Aleksandryjskiego i Eustacjusza z Antiochii. Posiadający poparcie władzy państwowej zwolennicy arianizmu doprowadzili na synodzie w Antiochii (331 r.) i w Tyrze (335 r.) do odebrania urzędów i wygnania biskupów pozostających wiernymi nicejskiemu wyznaniu wiary. Biskupi ci jednak odwołali się do innych synodów m.in. w Rzymie (341 r.). W Kościele powstał problem czy decyzje jednego synodu mogą być anulowane przez drugi. Biskupi wschodni uważali, że każdy synod jest autonomiczny a jego decyzje ostateczne. Według nich nie istniała możliwość uchylenia wyroków synodu w Tyrze, potępieni biskupi nie mogą odwoływać się do innych synodów. Inne stanowisko prezentował biskup rzymski Juliusz uważając, że nie wszystkie synody są tak samo ważne i większe mogą anulować decyzje mniejszych. Można w tym odczytać sprzeciwienie się regionalnej autonomii i zapowiedź współudziału rzymskiego biskupa w podejmowaniu decyzji w lokalnych Kościołach. W liście do biskupów wschodnich Juliusz potwierdził świadomość prymatu: „Gdyby nawet była jakaś wina po ich stronie, trzeba było przeprowadzić proces zgodnie z prawem kościelnym, a nie w ten sposób. Trzeba było napisać do nas wszystkich, żeby wszyscy biskupi mogli postanowić to, co słuszne. (…) dlaczego nikt do nas nie napisał, zwłaszcza w sprawie aleksandryjczyków? Czyż wiecie, że jest taki zwyczaj, że najpierw pisze się do nas i dopiero my stanowimy to, co słuszne? (…) Tymczasem nie dość, że nas nie zawiadomili i na własną rękę robili, co im się podobało, to chcą ponadto, żebyśmy się opowiedzieli po ich stronie, chociaż nie badaliśmy sprawy. Nie takie są postanowienia Pawła, nie to przekazali nam Ojcowie. (…)Mówię wam przecież to, co otrzymaliśmy od błogosławionego Piotra Apostoła”. Z wypowiedzi tej wynika nie tylko kolegialna odpowiedzialność za Kościół, ale też szczególna odpowiedzialność Juliusza wynikająca z faktu, że zasiadał on na tronie Piotra. W późniejszych latach, gdy przyszedł czas na godzenie zwaśnionych na tle arianizmu Kościołów, Rzym odegrał przewodnią rolę w odbudowie jedności całego Kościoła.

Początki papiestwa
Na sukcesję apostolską po Piotrze powołał się biskup Rzymu Damazy I, który nazwał swoją siedzibę Stolicą Apostolską. Porządkując sprawy dotyczące całego Kościoła wydał orzeczenie, że biskupowi rzymskiemu podlegają wszyscy metropolici Zachodu. Również Kościoły wschodnie zwracały się do Damazego z różnymi sprawami apelacyjnymi, dając wyraz swojej uległości wobec Stolicy Apostolskiej jako duchowego autorytetu. Synod antiocheński przyjął podyktowane przez niego wyznanie wiary. Na synodzie rzymskim w 382 roku ustalono, że pośród trzech stolic założonych przez samego Piotra, rzymskiej, aleksandryjskiej i antiocheńskiej Chrystus nadał prymat jedynie Rzymowi i jest on dodatkowo wzmocniony męczeńską śmiercią Piotra i Pawła.

W późniejszych latach szczególnie rozwinięta świadomość prymatu widoczna jest w osobie biskupa Rzymu Innocentego I, który po raz pierwszy użył w stosunku do siebie określenia papież (od łac. słowa papa – ojciec). Uważał, że cesarz nie powinien ingerować w sprawy kościelne. Nie uznał decyzji cesarza Teodozjusza pozbawiającej Chryzostoma urzędu patriarchy Konstantynopola. Podkreślał, że jest najwyższą władzą w Kościele i żądał od wszystkich biskupów, by jemu przedkładali wszystkie ważniejsze sprawy. W liście do biskupów afrykańskich napisał: „(…) o jakąkolwiek by sprawę chodziło, choćby z bardzo odległych prowincji – nie uważano ją za zakończoną, dopóki wiadomość o niej nie dotrze do tej Stolicy, a ona nie potwierdzi całą swoją powagą słusznych wyroków tak, aby inne kościoły (…) brały stąd to, co mają nakazywać (…)”.

Największą jednak świadomość prymatu charakteryzowała Leona I Wielkiego, który zasiadł na tronie biskupim w 440 roku. Wyniósł on osobę Piotra jako szczególnego apostoła. „Przez błogosławieństwo Księcia Apostołów, Piotra, święty Kościół rzymski cieszy się zwierzchnictwem nad wszystkimi Kościołami całego okręgu ziemi”. Widział w nim nie tylko założyciela Kościoła, ale także prawodawcę. Dlatego też uważał, że papież jako zastępca Piotra powinien nie tylko czuwać nad trwaniem Kościoła w wierze, ale także sprawować w nim władzę prawodawczą. Uważał, że chociaż wszyscy biskupi są równi w godności to jemu należy się pierwszeństwo urzędu. Od cesarza zachodniorzymskiego Walentyniana III otrzymał dekret, który nadawał mu zwierzchnictwo nad całym Kościołem łacińskim. Podporządkował sobie Kościoły w Italii, Galii, Hiszpanii i północnej Afryce, ale jego władza miała przede wszystkim charakter symboliczny. Próbował ją także narzucić na Wschodzie. Jednak nie spotkało się to z przychylnym przyjęciem biskupa aleksandryjskiego. Na synodzie chalcedońskim legaci przyjęli najwyższy autorytet biskupa rzymskiego w nauczaniu. Jednak prymat jurysdykcyjny nie spotkał się tam z akceptacją Kościoła wschodniego. Jedynie niektórzy jego biskupi zwracali się do Leona o podjęcie decyzji w sprawach swoich Kościołów. Swoją pozycję papież ten utwierdzał przez angażowanie się w sprawy polityczne. Udało mu się ochronić Rzym przed rzezią ze strony Wandali. Leon I przez wielu jest uważany za pierwszego papieża w dzisiejszym tego słowa znaczeniu.

Zastanawiając się, czy rzeczywiście udało się biskupom rzymskim zdobyć władzę w Kościele autor protestancki dochodzi do następującego wniosku: „Na razie (w IV i V w.) wyglądało to jednak tak, że nawet na Zachodzie władza biskupów nad Kościołem jest raczej roszczeniem i programem niż realnością”. Mimo żądań do sprawowania władzy w całym Kościele w rzeczywistości natężenie wpływów biskupa rzymskiego było zależne od lokalizacji obszaru. Najmocniej związana z papieżem była środkowa i południowa Italia oraz wyspy włoskie. Do drugiej sfery wpływów należała północna Italia, niemal tak samo związana z Rzymem co z Mediolanem, następnie Galia, Iliria i Grecja. Z tych terenów do Rzymu napływały pytania dotyczące porządku kościelnego, czy moralności. Jednak podobne pytania kierowano również do Mediolanu zwłaszcza w okresie, gdy biskupem tam był cieszący się wielkim autorytetem Ambroży. Do trzeciego obszaru zależności od papieża należała Hiszpania i Afryka Północna. Kontakty Hiszpanii z Rzymem były dość luźne, natomiast Kościół północnoafrykański charakteryzował się dużą niezależnością, a decyzje jego dotyczące były podejmowane na synodzie w Kartaginie.

Argumentem używanym przez stronę katolicką świadczącym o prymacjalnej władzy biskupów rzymskich w V jest wypowiedź Augustyna Rzym się wypowiedział – sprawę zakończono („Roma locuta – causa finita est”). Dotyczyła ono kwestii pelagiańskiej. Chociaż herezja ta została potępiona przez dwa północnoafrykańskie synody w Kartaginie i Mileve, to ważne było, żeby w tej sprawie wypowiedział się biskup Rzymu, ze względu na to, że w tym mieście znajdowało się centrum tego ruchu. Biskup rzymski Innocenty poparł decyzje synodów. Augustyn napisał o tej sytuacji: „Na temat tej sprawy już dwa synody wydały listy do Stolicy Apostolskiej. Potem nadeszły od niej orzeczenia. Sprawa jest załatwiona; oby tylko przestała istnieć błędna doktryna”. Nie miało to jednak oznaczać, że postanowienia synodów są nieważne, ale że Pelagiusz nie ma już żadnego autorytetu, do którego mógłby się odwołać. Kościoły afrykańskie i Augustyn traktowały Rzym jako autorytet nauczycielski, ale nie jako ostateczny organ decyzyjny. Szczególnie widoczne jest to na synodach w Kartaginie w 419 i 424 roku, gdzie wydany został nawet zakaz odwoływania się z apelacjami do Rzymu. Kapłani w razie potrzeby mieli zwracać się do instancji apelacyjnej, którą był synod w Kartaginie. Podkreślało to niezależność Kościołów afrykańskich i stanowiło ochronę przed błędnymi decyzjami odległego Rzymu (sprawa ekskomunikowanego kapłana Apiariusza, któremu Rzym przyznał rację w skutek nieznajomości faktów).

Można stwierdzić zatem, że do końca starożytności biskupom rzymskim mimo wielu starań nie udało się podporządkować całego Kościoła. Ich władza często pozostawała w sferze żądań niż realnych wpływów. Dopiero od upadku cesarstwa rzymskiego, zmiany w sytuacji politycznej spowodowały umocnienie pozycji papieży.

Potrzeba centralizacji władzy w Kościele
W drugiej połowie drugiego stulecia można zauważyć kształtowanie się bardziej rozwiniętych struktur kościelnych. Do tej pory decyzje dotyczące zboru były podejmowane w imieniu całej wspólnoty, a prezbiterzy, diakonii czy biskupi nie posiadali szczególnej władzy. Powoli zaczęło się to zmieniać. Z powodu zagrożeń ze strony pojawiających się herezji zaistniała konieczność silnego przywództwa w zborach. Spowodowało to umocnienie pozycji biskupów i ukształtowanie się we wspólnotach urzędu biskupa monarchicznego.

W tym kontekście zrodziło się później przekonanie o szczególnym prestiżu takiego biskupa w Rzymie. Do tego też czasu Kościoły funkcjonowały jako autonomiczne jednostki. Chociaż komunikowały się ze sobą, informowały o ważniejszych wydarzeniach, to w swoich decyzjach były niezależne i równorzędne. Od połowy II wieku spotykały się na synodach o charakterze regionalnym. W następnym stuleciu synody odbywały się bardziej regularnie. Pierwszy sobór wszystkich przedstawicieli Kościoła miał miejsce w Nicei w 325 roku, ale nawet na nim ustalono funkcjonowanie trzech równorzędnych patriarchatów: Rzymu, Aleksandrii i Antiochii. W Kościele więc do tego czasu nie istniał jeden ośrodek sprawowania władzy. Potrzeba centralizacji i jej instytualizacji była związana z przełomem Konstantyńskim. Państwowe uznanie dla religii chrześcijańskiej wiązało się z konsekwencjami organizacyjnymi dla Kościoła. Cesarz Konstantyn w zamian za prowadzenie polityki faworyzowania Kościoła rościł sobie prawo do decydowania o sprawach duchowych i teologicznych. Biskup rzymski mógł co najwyżej ostrożnie wyrażać swoją opinię.

Konstantyn potrzebował więc nowej struktury zarządzania i scentralizowania władzy kościelnej adekwatnie do funkcji, jaką sprawował w cesarstwie. Przeniesienie stolicy cesarstwa do Konstantynopola w 330 r. spowodowało co prawda ograniczenie wpływów Rzymu na Wschodzie, ale i wyzwolenie biskupa rzymskiego spod wpływów cesarza na Zachodzie. Umocniło to pozycję papieży i stworzyło warunki do przejmowania przez nich władzy politycznej. Było to szczególnie widoczne w okresie najazdów ze strony barbarzyńskich ludów Europy. Takie okoliczności sprzyjały ukształtowaniu się papiestwa jako instytucji do sprawowania najwyższej władzy w Kościele Zachodnim. W tym okresie biskupi Rzymu zaczęli określać się mianem Pontifex Maximus i papa. Najbardziej umocnieniu władzy papieskiej przysłużyli się Leon Wielki i Gelazy.

Wpływ na pozycję, jaką zajmował Kościół Rzymski w ówczesnym chrześcijańskim świecie miała również dokonująca się w IV i V wieku chrystianizacja miasta. Do tej pory arystokracja senatorska kultywowała pogańskie tradycje, a Rzym był mniej chrześcijańskim miastem niż Konstantynopol czy Aleksandria. Wejście do Kościoła wpływowych senatorskich rodów z nowym sposobem myślenia o prawie i porządku połączonym z umiejętnościami negocjacji i sprawowania władzy uzdolniło Rzym do panowania nad całym Kościołem.

Wzmocnienie potęgi papiestwa
Od roku 536 aż do VIII wieku Rzym znajdował się pod panowaniem bizantyjskim. W tym okresie papieże podlegali cesarzowi w Konstantynopolu. Każdorazowo ich wybór dokonany przez lud i kler musiał być zaakceptowany przez cesarza, dopiero po uzyskaniu tej akceptacji następowały świecenia. Na Zachodzie w tym czasie istniało sześć samodzielnych Kościołów regionalnych, które chociaż uznawały rzymski autorytet, to własne sprawy załatwiały samodzielnie nie kierując zbyt wielu pytań do biskupa rzymskiego. Rzeczywiste kierowanie Kościołem przez papieża miało miejsce tylko w rzymskiej prowincji kościelnej.

Od końca VI wieku obserwujemy wzmocnienie pozycji i umocnienie potęgi papieża. Szczególnie przyczynił się do tego Grzegorz Wielki. Położył on podwaliny pod Kościół w Anglii wysyłając tam misjonarzy. Starał się rozciągnąć swoją władzę na Kościoły germańskie, irlandzkie i szkockie. Dbał również o wewnętrzne umocnienie Kościoła. Nie miał roszczeń wobec władzy świeckiej, a działania polityczne podejmował w trosce o odnowienie Kościoła w Europie. Zyskał w ten sposób autorytet na Wschodzie i Zachodzie. Posiadał władzę i uprawnienia późniejszych papieży. Jemu podlegali biskupi i metropolici, których sam ustanawiał. Nazywał siebie „sługą sług Bożych” i choć odrzucił tytuł „papieża nad całym Kościołem” to nie pozwolił nikomu innemu używać go. Nie zgodził się na roszczenia patriarchy Konstantynopola do używania tytułu biskupa ekumenicznego.

W VIII wieku zagrożenie papiestwa ze strony ariańskich Longobardów spowodowało szukanie sprzymierzeńców na dworze frankońskim. W obliczu tego niebezpieczeństwa papież Stefan III przybył do frankońskiego króla Pepina prosząc go o pomoc. Prośbę swoją poparł tzw. Darowizną Konstantyna – dokumentem rzekomo napisanym przez cesarza Konstantyna Wielkiego, który w dowód wdzięczności za oczyszczenie go z trądu przekazał papieżowi Sylwestrowi I Rzym i przyległe terytoria oraz władzę cywilną i duchową w zachodnim cesarstwie w 315 roku. Król Pepin nadał papieżowi ziemie od Rzymu do Rawenny i w ten sposób w 756 roku powstało Państwo Kościelne, w którym papież sprawował również władzę świecką. Własne państwo nie rozwiązało jednak problemów politycznych papiestwa. Ścierały się w nim różne wpływy bizantyjskie, frankońskie i longobardzkie szczególnie widoczne podczas wyborów papieży. Pod koniec VIII wieku Królestwo Franków, a następnie cały zachód przyjęło liturgię miasta Rzym i rzymskie prawo kościelne. Za panowania Karola Wielkiego doszło w Europie do wznowienia cesarstwa zachodniego. Koronacja cesarza przez urzędującego papieża dostarczała później stronie kościelnej argumentu o wyższości władzy papieskiej nad cesarską. Nowy władca dążył w Kościele do przywrócenia władzy metropolitów. Starał się odbudować kolegialność biskupią, ale miała to być kolegialność zależna od króla. Synody były zgromadzeniami królewskimi, a decyzje podejmowane na nich miały rangę królewską lub cesarską.

Sytuacja ta była zagrożeniem dla autorytetu papieża poprzez przyznanie go metropolitom. Do końca XI wieku władza świecka zdominowała kościelną. Potwierdzeniem tego stanu może być fakt wytoczenia procesu przez Karola Wielkiego Leonowi III. Wzmocnienie pozycji papieskiej w Kościele miało nastąpić dzięki kolejnemu falsyfikatowi (po opisanej wyżej Darowiźnie Konstantyna), którym były Dekrety Pseudoizydoriańskie. Ich autorstwo przypisywano hiszpańskiemu metropolicie z Sewilli. Zawierały one nieautentyczne dekretalia najdawniejszych papieży oraz tak zwane Kanony Apostolskie. Dokumenty te nadawały Rzymowi rangę instytucji apelacyjnej, do której mogli odwoływać się biskupi z pominięciem instancji arcybiskupów. Zdjęcie z urzędu biskupa zależne było wyłącznie od papieża. Metropolici natomiast mieli obowiązek zgłaszania się do Rzymu po paliusz będący znakiem ich godności. Kolejne ustalenie dotyczyło soborów i synodów, których decyzje były wiążące jedynie po uzyskaniu potwierdzenia Stolicy Apostolskiej. Jednak krok uczyniony w kierunku wzmocnienia autorytetu papieża ponad metropolitami i synodami nie miał natychmiastowego odzwierciedlenia w rzeczywistości. Nakazu zgłaszania się po paliusz nie przestrzegano zwłaszcza w zachodnim królestwie Franków. Właściwie zwyczaj ten faktycznie był respektowany dopiero od połowy XI wieku.

Oba falsyfikaty Darowizna Konstantyna jak i Dekrety Pseudo-Izydora nie zdołały podnieść autorytetu upadłego moralnie w tym czasie papiestwa. Natomiast dokumenty te zyskały wielkie znaczenie w XI wieku, używane przez Kościół w celach propagandowych. Pierwszy z nich został pokazany patriarsze konstantynopolitańskiemu Cerulariuszowi przez legatów papieskich i stanowił główną argumentację w walce papiestwa z nim. Przetłumaczony przez greckich uczonych ośmieszył przedstawicieli Rzymu. Konflikt ten zakończył się nawet wzajemną ekskomuniką patriarchy i papieskich legatów. W ten sposób doszło do pierwszej wielkiej schizmy w Kościele i rozbicia jego jedności. Wspomniany dokument został także wykorzystany w trakcie soboru w Lyonie (1274) i we Florencji (1439) jako argument do uznania prymatu papieskiego przez Kościół Wschodni.

Największe wzmocnienie władzy papieskiej było efektem reformy gregoriańskiej, której twórcą był niemiecki mnich Hildebrandt. Doprowadził on do nowego sposobu wyboru papieży. Na Soborze Laterańskim w 1059 roku pozbawiono kler i lud prawa wyborczego, a przyznano je wyłącznie kardynałom mianowanym przez papieża. Koronacja papieża miała odbywać się podwójną koroną, co symbolizowało wysunięcie roszczeń pod adresem władzy świeckiej. Ustaleń tego soboru nie udało się wprowadzić od razu. Nawet sam Hildebrandt, gdy w trakcie pogrzebu Aleksandra II został obwołany przez lud papieżem, potraktował to jako głos boży.

Nowy papież, który przybrał imię Grzegorza VII nigdy nie uznał nad sobą władzy cesarskiej, przeciwnie, uważał, że powinna ona podlegać papieskiej. Swój program zawarł w dokumencie Dictatus papae. Przypisał w nim papieżowi suwerenną władzę nad całym Kościołem: zakładanie biskupstw, zdejmowanie biskupów z urzędu i przywracanie im stanowiska, stanowienie prawa w Kościele, prawo do noszenia insygniów monarszych, nie podleganie żadnemu sądowi. Uregulował także stosunek władzy kościelnej do świeckiej, przyznając sobie prawo do usuwania cesarzy i zwalniania poddanych z przysięgi wierności złożonej władcy. Tak duże uprawnienia papieża nie spotkały się oczywiście z akceptacją cesarza. Rozpoczęła się trwająca przez wieki walka, która doprowadziła do uniezależnienia się Kościoła od władzy świeckiej. Gdy cesarz Henryka IV podjął walkę z potęgą papieską, został ekskomunikowany. Starając się o zdjęcie klątwy musiał ukorzyć się przed Grzegorzem VII. Miejsce pokuty cesarza – Canossa – stała się symbolem nie tylko upokorzenia władcy świeckiego przed papieżem, ale również władzy państwowej przed kościelną. W kilka lat później role odwróciły się. Po odzyskaniu władzy monarszej Henryk IV osadził na tronie papieskim antypapieża Klemensa III i z jego rąk przyjął koronę królewską. Natomiast papież Grzegorz VII Hildebrandt musiał ratować się ucieczką.

Walka z inwestyturą świeckich zapoczątkowana przez Grzegorza VII toczyła się w ciągu następnych lat. Jej kres przyniosło podpisanie konkordatu wormackiego w 1122 r. między cesarzem Henrykiem V i papieżem Kalikstem II, na mocy którego biskupi byli wybierani przez kolegia kanoników diecezjalnych. Otrzymywali oni najpierw od papieża symbole władzy duchownej (pierścień i pastorał), a następnie od cesarza berło, które było oznaką lennej władzy świeckiej w biskupstwie. „Odtąd przez blisko dwieście lat jest papiestwo najwyższą władzą chrześcijaństwa. Przed papieżem korzą się cesarze i królowie; papież jednych usuwa, drugich na tron wynosi; bez jego uznania żadna władza w chrześcijaństwie nie może istnieć”.

Szczyt władzy papiestwo osiągnęło za pontyfikatu Innocentego III. Doprowadził on do pojmowania jego władzy jako połączenia godności papiestwa i cesarstwa. Żaden monarcha nie odważył mu się sprzeciwić. Od niego zależało, kto zasiada na tronach angielskim, niemieckim i innych. Nawet patriarcha wschodni po zajęciu Konstantynopola przez krzyżowców czwartej krucjaty został zmuszony do uznania prymatu biskupa Rzymu. Innocenty stworzył więc nowy typ władztwa: cezaropapizm. Opierał się na teorii, że papież został ustanowiony przez Boga, by rządzić wszystkimi ludźmi na świecie. Dotychczasowy tytuł vicarius Petri zaczął być niewystarczający i ustąpił tytułowi vicarius Chrysti.

Niektórzy papieże próbowali poszerzyć jeszcze zakres swoich kompetencji do prawa decydowania o ludzkim zbawieniu. Papież Bonifacy VIII w bulli Unam sanctam zawarł naukę o jedynym Kościele, w którym jest zbawienie: „Toteż oznajmiamy, twierdzimy, określamy i ogłaszamy, że posłuszeństwo Biskupowi Rzymskiemu jest konieczne dla osiągnięcia zbawienia”. Następni papieże zrezygnowali z tak dalekich uprawnień. Choć wspomniany dokument stwierdzał nadal zależność władzy świeckiej od kościelnej, to wkrótce nastąpiło przeniesienie siedziby papiestwa do Awinionu i uzależnienie od króla Francji.

Omawianą epokę potęgi papieskiej podsumował polski historyk luterański: „Teokracja w duszy Grzegorza to żywy i wielki ideał porządku Bożego na ziemi, nad którym w roli namiestnika Chrystusowego czuwa papież (…) Papieżowi należą się niepodzielne rządy Kościoła, a nadto ma on sądzić i poskramiać wszelkie wybryki czy nadużycia władzy świeckiej. Stojąc ponad monarchami i narodami, ma jednoczyć całe chrześcijaństwo w rodzinę Bożą. Natomiast w teokracji Bonifacego nie ma już tak żywych i potężnych czynników ideowych, odgrywają zaś dużą rolę osobiste ambicje papieża i interesy stanowe duchowieństwa. Jest to tym samym zapowiedź upadku autorytetu papieskiego, jaki nastąpił rychło po Bonifacym”.

III. Kwestie sporne: roszczenia papiestwa
Trzecią grupą zagadnień komentowanych przez polskich protestantów są atrybuty papieskie. Są to przede wszystkim nieomylność i jurysdykcja papieska – oba kontrastujące z przekonaniami protestanckimi.

Nieomylność i jurysdykcja papieska
Papież jest zwierzchnikiem Kościoła Rzymskokatolickiego, który łączy w sobie funkcje najwyższej władzy w Kościele i najwyższego kapłana: „pełną i najwyższą władzę jurysdykcji nad całym Kościołem, nie tylko w rzeczach wiary i moralności, lecz także w tym, co dotyczy karności i rządzenia Kościołem na całym świecie”. Jurysdykcja czyli władztwo papieża polega na prawie do decydowania we wszystkich bez wyjątku sprawach w Kościele. Władza ta jest nierzadko delegowana innym organom władzy kościelnej, jednak papież stanowi najwyższą instancję w Kościele. Nie ma dziedziny w Kościele wyjętej spod jego autorytetu. W swojej władzy nie jest ograniczony żadnymi prawnymi obwarowaniami. Sprawuje ją nie tylko nad całym Kościołem, ale również nad kościołami partykularnymi oraz nad każdym wierzącym. W sprawach wiary i moralności papież jest nieomylny. Takie rozumienie władzy papieskiej wyraził Sobór Watykański I w 1870 roku, zwłaszcza w konstytucji Pastor aeternus.

Rozwój prymatu jurysdykcyjnego
Przyjęcie tego prymatu rozstrzygnęło w rzymskim katolicyzmie, lecz oczywiście nie w całym chrześcijaństwie, trwający od wieków spór o nadrzędność władzy papieża nad kolegialnością biskupów. W historii Kościoła obserwujemy stopniowe pomniejszanie wagi prawa synodalnego na korzyść prawa stanowionego przez biskupa rzymskiego. Do połowy drugiego stulecia Kościoły stanowiły autonomiczne jednostki, w których decyzje „były podejmowane przez prezbiterów, diakonów w imieniu całego zboru. Sprawowanie funkcji episkopos, presbyteros, diakonos nie wiązało się z posiadaniem żadnej władzy”. Pod koniec drugiego wieku Kościoły spotykały się na regionalnych synodach. Celem ich było rozwiązywanie problemów natury teologicznej. W III wieku wiodącymi Kościołami stały się wspólnoty w Antiochii, Aleksandrii i w Rzymie. Inne Kościoły wysyłały do nich ustalenia ze swoich synodów, jednak nie w celu zatwierdzenia ich, lecz nadania większego autorytetu. Zagrożenie ze strony herezji arianizmu podyktowało nowe rozwiązania. Biskup Rzymu Juliusz I widział konieczność uzgadniania z głównymi Kościołami stanowiska wobec tak poważnych problemów. Sam poczuwał się do szczególnej odpowiedzialności, ale nie wiązał jej ze sprawowaniem władzy. Walcząc z herezją dokonał pod koniec IV wieku rozróżnienia soborów ważnych i nieważnych.

Kościół stał się bardziej zinstytucjonalizowany w wyniku nowej sytuacji politycznej. Po nadaniu chrześcijaństwu uprzywilejowanej pozycji w państwie Konstantyn Wielki potrzebował narzędzi do sprawowania swojej zwierzchniej władzy również w Kościele. Wyższą instancję od biskupów stanowili metropolici, którzy czuwali nad prowincjami kościelnymi. O potępieniu herezji czy zdjęciu biskupa z urzędu mógł zadecydować tylko synod prowincji. Natomiast nad metropolitami nadzór sprawowali biskupi trzech wiodących Kościołów, do których dołączył potem Konstantynopol. Od synodu rzymskiego w 371 roku, kiedy to papież Damazy I wydał orzeczenie o bezpośredniej władzy biskupa rzymskiego nad metropolitami Kościoła zachodniego, ważnymi były tylko te sobory, których postanowienia zaaprobował sam papież.

Istotna zmiana legislacyjna w sprawowaniu władzy papieskiej nastąpiła za Syrycjusza, który wydał „pierwsze papieskie dekretalia”. Nadał im moc obowiązującego prawa i obłożył sankcjami nie wypełnianie go. Odtąd pisma papieskie miały tę samą rangę, co prawo synodalne. Nie oznaczało to jednak, że papież mógł tworzyć odrębne prawo, ale raczej potwierdzać już istniejące.

Żądania traktowania biskupa rzymskiego jako najwyższej instytucji apelacyjnej pojawiły się za Innocentego I, który określał siebie głową całego Kościoła. Domagał się prawa do decydowania o wszystkich ważniejszych sprawach. Tę samą tendencję można zauważyć w postawie Leona I Wielkiego, który podkreślając swoją funkcję zastępcy Piotra, widział w nim przede wszystkim prawodawcę. Gdy z rąk cesarza Walentyniana otrzymał dekret nadający mu zwierzchnią władzę nad Kościołem łacińskim „występuje z tym większą energią jako najwyższy sędzia i władca Kościoła Zachodniego”. Pomimo przyjęcia przez Sobór Chalcedoński listu dogmatycznego Leona, jego żądania jurysdykcyjne nie zostały poparte.

Na zachodzie system kolegialności biskupiej niezależnej od państwa przestał obowiązywać we wczesnym średniowieczu. Wówczas to król stał się głową Kościoła krajowego i pod jego przewodnictwem odbywały się synody. Karol Wielki uczynił z metropolitów narzędzie swojej władzy. W celu uniezależnienia się od króla Stolica Apostolska posłużyła się Pseudoizydoriańskimi Dekretaliami, które nadały Rzymowi rangę instytucji apelacyjnej w Kościele. Moc prawną soborów i synodów uzależniono od potwierdzenia jej przez biskupa Rzymu.

Szczególnie szerokie uprawnienia nadał sobie Grzegorz VII w przywołanym już wcześniej dokumencie Dictatus papae. Stawiając siebie jakby na miejscu Chrystusa sprawował całkowitą i niezależną władzę w Kościele. Nie podlegał żadnemu osądowi ludzkiemu. Podporządkował sobie również władzę świecką. „Dopiero Grzegorza VII można więc uznać za pierwszego rzeczywistego papieża i pomimo, iż on sam skończył na wygnaniu, to jednak jego dzieło zostało podjęte przez następców, a ten kształt instytucji papieskiej, który jej nadał Grzegorz VII utrzymał się w niemal niezmiennym kształcie po dzień dzisiejszy”.

Wyrazem papieskiej władzy w Kościele było nałożenie ekskomuniki na Kościół Wschodni w 1054 roku. Późniejsze próby zjednoczenia skończyły się niepowodzeniem. Główną przyczyną braku porozumienia był problem papieskiego prymatu. Rzym pojmował bowiem możliwość zjednoczenia jako powrót do posłuszeństwa Stolicy Apostolskiej, którą uważał za jedyną widzialną zwierzchność Kościoła. Inne były oczekiwania Kościoła Wschodniego, który uważając się za Kościół niezależny nie uznawał monarchicznego charakteru prymatu papieża.

Innocenty IV rozszerzył swoje uprawnienia jurysdykcyjne stawiając się ponad wszelkim prawem kościelnym. Jego pozycja nawiązywała do świeckiego prawa rzymskiego princeps legibus solutus, które stawiało księcia ponad prawem. Papież ten zamiast czuwać nad ustalonym w Kościele porządkiem stanął ponad nim. Forma jego rządów odpowiadała systemowi absolutnej monarchii papieskiej. Ta nowa koncepcja różniła się od podejścia Grzegorza VII, który choć nadawał sobie szeroką władzę to nie wykraczała ona poza ramy prawa kościelnego. Władza papieży w dużej mierze zależała też od powiązań z panującymi wówczas europejskimi rodami. Świeccy monarchowie nierzadko tylko dla swych własnych korzyści udzielali rzymskim biskupom swego poparcia.

Schizma, do której doszło w Kościele na przełomie XIV i XV wieku spowodowała trwający prawie czterdzieści lat kryzys ówczesnego chrześcijaństwa. Równoczesne panowanie trzech papieży obnażyło słabość Soboru w Konstancji, który nie był w stanie nakłonić żadnego z nich do abdykacji. Dopiero interwencja niemieckiego króla Zygmunta doprowadziła do zażegnania trwającego sporu. Koniecznością stała się więc reforma prawa kościelnego umożliwiająca kontrolę niesubordynowanego papieża. Próbą ograniczenia jego pozycji było przyjęcie dekretu Sacrosancta stwierdzającego wyższość soboru nad papieżem. Według tego dokumentu sobór posiadał swój własny, pochodzący bezpośrednio od Chrystusa autorytet. Dzięki temu usunięto trzech równocześnie urzędujących papieży, powołano nowego i w ten sposób odebrano kolegium kardynalskiemu prawo do wyboru. Ustalono terminy soborów generalnych, które miały kontrolować sytuację w Kościele i rozwiązywać problemy związane ze schizmą, herezjami i reformami. W praktyce papieże jednak nie przestrzegali tego prawa, a ruch reformatorski był za słaby, by przeforsować proponowane zmiany. Już na Soborze we Florencji w 1439 roku potwierdzono prymat nauczycielski i jurysdykcyjny papieża, któremu – jak oświadczono – jako zastępcy Chrystusa przysługiwała pełnia władzy do prowadzenia i kierowania całym Kościołem. Natomiast wkrótce potem papież Pius II w swojej bulli potępił wszelkie próby zwoływania soborów powszechnych.

Przywódcza rola papieża doprowadziła do reformy Kościoła zmierzającej do zcentralizowania w nim władzy. Owocem tych zmian było powstanie centralnej inkwizycji rzymskiej i stałych nuncjatur.

Jedną z prób ograniczenia władzy papieża było pojawienie się koncepcji pochodzenia urzędu biskupa bezpośrednio od Chrystusa. Popierała ją część duchowieństwa na Soborze Trydenckim, który odbył się w 1545 roku. Pozostali natomiast byli zdania, że biskupstwo nadawane jest przez papieża. Nie doprowadzono do rozstrzygnięcia sporu na tym soborze. W rezultacie doszło do wzmocnienia pozycji biskupa Rzymu w Kościele. W wyniku kontrreformacji teologię kościelną zdominowała potrzeba obrony wiary. Papiestwo umocniło swoją pozycję stwierdzeniem „gdzie Piotr, tam i Kościół”. Coraz bardziej widoczna stawała się doktryna o nieomylności papieży. Podkreślała ona zależność całego Kościoła od jego głowy – papieża.

Do czasu rewolucji francuskiej w Kościele ścierały się różne tendencje opozycyjne w stosunku do umacniania autorytetu papieża. Przeciwstawiały się one koncentracji władzy w jego ręku i podkreślały większą niezależność poszczególnych Kościołów. Po rewolucji i wojnach napoleońskich mocna pozycja papieża stała się jedyną alternatywą dla panującego w Europie chaosu. W Kościele uwidoczniło się to poprzez rozwój idei nieomylności pojmowanej jako najwyższej instancji decyzyjnej w sprawach wiary. Uwieńczeniem tej tendencji było przyjęcie na Soborze Watykańskim I konstytucji Pastor aeternus składającej się z czterech rozdziałów: o nadaniu Piotrowi prymatu przez Chrystusa, o dalszym jego trwaniu, o władzy jurysdykcyjnej, o nieomylności. Przyjęcie prymatu jurysdykcyjnego było potwierdzeniem trwającej od wielu wieków praktyki. Władza papieska w Kościele stała się absolutna. Sobór Watykański II kontynuując nauki poprzedniego podkreślił ponadkolegialną pozycję papieża jako zastępcy Chrystusa.

Obecnie Kościół Rzymskokatolicki nadal nie dopuszcza do osłabienia papieskiego autorytetu, co widoczne było w wypowiedziach prefekta Kongregacji Nauki Wiary kard. Josepha Ratzingera – obecnego (od 2005 r.) papieża Benedykta XVI: „Biskup Rzymu należy do ich kolegium, oni zaś są jego braćmi w posłudze. Zarazem należy stwierdzić, że kolegialność biskupów nie przeciwstawia się osobistemu sprawowaniu Prymatu ani nie powinna go umniejszać”.

Zarzuty wobec prymatu jurysdykcyjnego
Chociaż ostatnio można zauważyć podejmowane przez Kościół Rzymskokatolicki kroki w kierunku głębszego pojednania z innymi Kościołami, to w dominującej perspektywie nierzymskokatolickiej zjednoczenie tak długo nie będzie możliwe, jak długo papież nie zrezygnuje ze swojego prymatu. W szczególności dla protestantów nie do przyjęcia jest obecny sposób sprawowania władzy papieskiej, jak również konsekwencje z niego wypływające. Poniżej przedstawiam najczęściej wymieniane zarzuty wobec władzy papieskiej.

Hierarchiczność władzy

Według autorów protestanckich struktura władzy oparta na hierarchii ze stojącym na jej szczycie papieżem nie odzwierciedla modelu zarządzania Kościołem, który jest przedstawiony w Nowym Testamencie. Jednoosobowe absolutne przywództwo, któremu posłuszeństwo okazywać powinni nie tylko duchowni, ale wszyscy wierni dalekie jest od ideału pasterza służącego swej “trzodzie”. Pierwszeństwo apostołów miało polegać na zupełnie innej zasadzie: Wiecie, iż książęta narodów nadużywają swej władzy nad nimi, a ich możni rządzą nimi samowolnie. Nie tak ma być między wami; ale kto by chciał między wami być wielki, niech będzie sługą waszym. I ktokolwiek by chciał być między wami pierwszy, niech będzie sługą waszym (Mt 20:25-27). Słowa te świadczą o diametralnej różnicy w sposobie sprawowania władzy przez przywódców świeckich i kościelnych. Przykładem władcy, który zrezygnował z należnych sobie zaszczytów jest Jezus, który nie przyszedł, aby mu służono, lecz aby służył i oddał życie swoje na okup za wielu (Mt 20:28). Apostoł Piotr przestrzegał przed chęcią wykorzystywania przywódczej roli w Kościele do panowania nad innymi. Uważał, że dawanie przykładu przez starszych jest właściwym sposobem oddziaływania na wspólnotę (1 P 5:2-3). Brak autokratycznego modelu zarządzania widoczny jest we wspólnotach protestanckich, w których świeccy wespół z duchownymi ponoszą odpowiedzialność za kierowanie Kościołem na wszystkich szczeblach jego funkcjonowania. Chociaż także i w tych zborach pewna władza spoczywa w rękach przywódców, to nie może być ona sprawowana w sposób dyktatorski.

Oznaką hierarchicznej struktury władzy w Kościele Rzymskokatolickim jest używanie przez jego zwierzchników zarezerwowanych tylko dla nich tytułów. Słowo papież pochodzi od greckiego pappas, co znaczy ojciec. Od IV wieku nazywano tak wszystkich biskupów. Później tytuł ten zarezerwowali dla siebie wyłącznie biskupi Rzymu. Dla protestantów natomiast nie do przyjęcia jest zwracanie się do papieża słowami „Ojcze Święty”. Jest to bowiem tytuł, którym Jezus zabronił nazywać jakiegokolwiek człowieka rezerwując używanie go wyłącznie w stosunku do Boga. Papież nazywając wiernych synami i córkami podkreśla swoją nadrzędną pozycję wobec wszystkich chrześcijan. Jest to w rozumieniu protestanckim zaprzeczenie ewangelicznej zasady braterstwa.

Stworzenie państwa kościelnego, którego monarchą był papież, zaangażowało go w sprawy polityczne świata i wymagało współdziałania na tej płaszczyźnie z innymi państwami. W konsekwencji nierzadko stawał się on zależny od władzy politycznej, co utrudniało mu sprawowanie niczym nie związanego moralnego autorytetu. Przykładem takiej sytuacji było milczenie Piusa XII wobec działań hitlerowców.

W argumentacji katolickiej centralistyczna i hierarchiczna władza jest najlepszą gwarancją zachowania jedności Kościoła. Sprawowanie urzędu papieża ma służyć wypełnieniu słów modlitwy Jezusa: Aby wszyscy byli jedno (J 17:21). Tak pojmowana jedność nie jest zgodna teologią protestancką. Jedność Kościoła to nie przynależność organizacyjna, ale wyznawanie wiary w jednego Chrystusa, tak jak to miało miejsce w pierwotnym chrześcijaństwie. „Duchowa jedność, jak wspólne posłuszeństwo i oddanie Ewangelii i osobie Chrystusa, nawet jeśli jest wyrażane w różny sposób, jest ostatecznie bardziej przekonywujące niż jakakolwiek zewnętrzna uniformizacja czy identyczne rytuały”.

Kapłaństwo wybranych
Protestanci za Marcinem Lutrem zgodnie stwierdzają, że sakrament kapłaństwa jest efektem poapostolskiej inwencji. Jedynym arcykapłanem pośredniczącym w zbawieniu człowieka jest perspektywie Nowego Testamentu Jezus Chrystus. Przypisywanie tej funkcji człowiekowi jest sprzeczne z nauczaniem Pisma Świętego. Sprawowanie ofiarniczego kultu nie tylko pomniejsza kapłańskość Jezusa, ale również sugeruje, że zbawienie osiągane jest ludzkim wysiłkiem. Jak dosadnie stwierdził niemiecki reformator: „Skoro msza, jak to kanon i wszystkie księgi głoszą, nie jest niczym innym i niczym innym być nie może niźli dziełem ludzi, a w dodatku bezbożnych nicponiów, którym to dziełem ktoś usiłuje siebie i razem z sobą innych z Bogiem pojednać, uzyskać i zasłużyć na odkupienie grzechów i łaskę, (…) dlatego należy ją z wszelką pewnością potępić i odrzucić. Jest to bowiem wprost sprzeczne z artykułem pierwszym, który twierdzi, że grzechy gładzi nie odprawiający mszę kapłan, czy dobry, czy zły, przez swoje działanie, lecz grzechy gładzi Baranek Boży i Syn Boży”. Dzisiaj taki język nie jest już stosowany – protestantyzm jednak treściowo podtrzymuje zawarte w tej wypowiedzi twierdzenia.

Powszechne kapłaństwo wszystkich wierzących nie wyklucza w ujęciu protestanckim istnienia urzędów w Kościele. Mają one jednak odmienne znaczenie od przyjętego w Kościele Rzymskokatolickim. Oznaczają bowiem pełnienie pewnej funkcji, posługi, a nie sprawowanie władzy.

Pozycja każdego chrześcijanina przed Bogiem jest jednakowa, ponieważ każdy potrzebuje Bożej łaski. Kapłaństwo hierarchiczne zakłada istnienie uprzywilejowanej kasty, która posiada inne prawa wobec Boga. Reszta wiernych postrzegana jest jako „gorsza” część ludu Bożego żyjącego świeckim, nie tak wartościowym jak kapłańskie, życiem.

Sukcesja urzędu
Sukcesja pojmowana jako nieprzerwany ciąg przekazywania urzędu biskupa gwarantujący zgodność doktryny Kościoła z nauką apostołów nie znajduje poparcia w nauce Nowego Testamentu. Dla protestantów, dla których Słowo Boże jest jedynym rozstrzygającym autorytetem, jest ona kontynuacją apostolskiej wiary, a nie ciągłością ordynacji. „Prawdziwa sukcesja apostolska to sukcesja Ewangelii apostolskiej, w której pierwotny depozyt apostolskiej wiary jest przekazywany z pokolenia na pokolenie (…). Kościół jest Kościołem apostolskim, kiedy w praktyce uznaje najwyższy autorytet pism apostolskich”. Nawet apostoł Paweł zaprzeczał temu, iż jego powołanie w jakikolwiek sposób zależało od Piotra. Nie widział w nim nikogo wyższego od siebie. Służba obydwóch polegała na tym samym – na głoszeniu Ewangelii (Gal 2: 6-8).

Powoływanie biskupów w oparciu o sukcesję apostolską jawi się jako niezgodne np. z pouczeniem zawartym w podręczniku kościelnym Didache z I wieku. Znajdują się w nim wskazówki dla zborów, w jaki sposób maja one dokonywać wyboru biskupów i diakonów. Praktykowanie takiego sposobu wyboru biskupów zaprzecza sukcesji apostolskiej.

Kościół nie zawsze był konsekwentny w swojej wierności zasadzie sukcesji. Niejednokrotnie, i to za zgodą papieży, miały miejsce święcenia udzielane przez niekonsekrowanych biskupów. Bonifacy IX zgodził się, by opat kanoników regularnych z diecezji londyńskiej wyświęcił na kapłanów swoich kanoników. Podobne zdarzenia miały miejsce za Marcina V i Innocentego VIII, którzy zezwolili opatom zakonu cystersów udzielać święceń kapłańskich.

Człowiek głową Kościoła
Gdzie głowa tam i ciało to słowa, którymi papiestwo wyraża jedyność Kościoła Rzymskokatolickiego. Według tego sposobu rozumienia rzeczy, tylko ci chrześcijanie, którzy uznają biskupa Rzymu jako następcę Piotra znajdują się we właściwym Kościele. Tymczasem w Artykułach Szmalkaldzkich Luter wyraźnie stwierdził, że papież nie jest głową całego chrześcijaństwa. Według Nowego Testamentu jest nią jedynie Chrystus. Zdaniem Lutra uległość papieżowi jako biskupowi Rzymu powinna być dobrowolna i oparta na ludzkich lub prawnych stosunkach. Więź ta musi być braterska, oparta na równości, a nie na bezwarunkowym posłuszeństwie, które człowiek powinien okazywać jedynie Bogu. Przywłaszczenie sobie praw do panowania nad całym Kościołem doprowadziło do jego podziału na Wschodni i Zachodni.

Protestanci są zgodni co do zasady: gdzie jest Chrystus tam jest jego Kościół. Na podstawie Kol 2:19 uważają, że Kościół jest ciałem, które swoje istnienie zawdzięcza jedynej głowie – Chrystusowi. To ona kieruje życiem duchowym chrześcijan, zasila je i podtrzymuje.

Rozwój idei nieomylności
Nie można wskazać ani konkretnego okresu powstania tej doktryny, ani jej autora. W Kościele nieomylność papieża rywalizowała z nieomylnością soborów. W praktyce papieża uznawano za reprezentanta całego Kościoła. Sobory natomiast utożsamiano z konkretnymi podejmowanymi na nich uchwałami. Pierwsze cztery sobory uznawano za wolne od błędów ze względu na to, że decyzje na nich były podejmowane przez wszystkie Kościoły. Uważano bowiem, że niemożliwym jest, aby każdy z nich się mylił. Następnie można było zauważyć przesunięcie atrybutu nieomylności w kierunku biskupa Rzymu, który miał potwierdzać niepodważalność decyzji soborowych. W sprawach wiary nie można było się im przeciwstawić. W XII wieku przyjęto w Kościele klauzulę, która zastrzegała możliwość odwołania papieża w przypadku herezji. Prawo to nabrało szczególnego znaczenia dopiero pod koniec średniowiecza. Po doświadczeniach związanych ze schizmą awiniońską Sobór w Konstancji postanowił o swojej nadrzędności nad papieżem. Zmianę tej tendencji można zaobserwować na Soborze Trydenckim, w czasie którego już tylko kilku teologów sprzeciwiało się ograniczeniu władzy biskupa Rzymu przez sobór. Przez następne stulecia aż po wiek XX widoczne jest umacnianie się autorytetu papieża ponad decyzjami soborowymi.

Rozwój idei nieomylności powodował obiekcje zarówno ze strony jej zwolenników jak i przeciwników. Związku z tym, iż oznaczała ona nieodwołalność wypowiedzi papieża wygłoszonych ex cathedra obawiano się, że będą one ograniczały go w przyszłości.

Nieomylność jako dogmat została zatwierdzona na Soborze Watykańskim I w 1870 r. Dyskusje nad definicją papieskiej nieomylności nie odbywały się w atmosferze jednomyślności. Sześćdziesięciu biskupów poprosiło nawet o zezwolenie na opuszczenie Rzymu przed decydującym głosowaniem. Nie udało się jednak odwieść papieża Piusa IX od ogłoszenia dogmatu. Przy osiemdziesięciu sześciu głosach sprzeciwu został on przyjęty w następującym brzmieniu: „Biskup rzymski, gdy mówi ex cathedra – tzn. gdy sprawując urząd pasterza i nauczyciela wszystkich wiernych, swą najwyższą apostolską władzą określa zobowiązującą cały Kościół naukę w sprawach wiary i moralności – dzięki opiece Bożej przyrzeczonej mu w osobie św. Piotra Apostoła posiada tę nieomylność, w jaką Boski Zbawiciel chciał wyposażyć swój Kościół w definiowaniu nauki wiary i moralności. Toteż takie definicje są niezmienne same z siebie, a nie na mocy zgody Kościoła”.

Pius IX zagroził wszystkim, którzy nie przyjmą jego określenia nieomylności ekskomuniką. Biskupi jedni wcześniej, inni nawet po roku od zakończenia soboru ogłosili dogmat w swoich diecezjach. Jednak Kościół dotkliwie odczuł konsekwencje tej nauki: zerwanie konkordatu przez Austrię, powstanie Kościołów starokatolickich i podjęcie walki kulturowej (Kulturkampf) w celu podporządkowania Kościoła katolickiego państwu pruskiemu.

Od czasów Leona XIII – następnego papieża po Piusie IX, można zauważyć zmianę w charakterze encyklik papieskich. Dotąd miały one formę pewnych zakazów. Od soboru przybrały one postać odpowiedzi na problemy teologiczne i moralne.

Protestanccy autorzy wskazują na fakt, iż wypowiedzi katolickich duchownych przed Vaticanum I świadczą o braku uznania nieomylności papieży zarówno w sferze doktryny, jak i moralności. Biskup Purcell w 1837 r. odpowiadając na zarzut protestantów stwierdził, że doktryna papieskiej nieomylności jest tylko ich wymysłem: „Żaden inteligentny katolik nie wierzy w nieomylność papieża. Także i ja i wszyscy bracia w Chrystusie, których znam, nie wierzą w to. Człowiek jest człowiekiem, nie ma zaś nieomylnego człowieka, czy to w sprawach doktrynalnych, czy moralnych”. Swoje poglądy musiał jednak zmienić. W kazaniu wygłoszonym po Soborze Watykańskim ogłosił „wiarę w nieomylność papieża słowami, którymi Ojciec Święty określa tę doktrynę”. Podobnie do przedsoborowego nauczania Purcella nauczały niektóre katechizmy katolickie. W jednym z nich napisanym przez Keenana w 1860 r. można przeczytać odnośnie nieomylności: „Jest to wymysł protestantów; nie jest to artykuł katolickiej wiary; żadna jego decyzja nie jest zobowiązująca. Sprzeciwianie się jej może być uznane tylko wtedy, gdy została przyjęta i uprawomocniona przez ciało nauczające, tzn. przez biskupów kościoła”.

Zarzuty protestantów wobec nieomylności
Autorzy protestanccy w swoich opracowaniach wymieniają papieży, którzy zaprzeczali własnej nieomylności: Wirgiliusza, Klemensa IV, Grzegorza XI, Hadriana VI, Pawła IV, Innocentego III. Jan XXII stwierdził nawet, że doktryna o nieomylności jest „dziełem diabła”. Według jednej z relacji Hadrian VI orzekł, iż „zdanie papieża w sprawach wiary nie jest w żaden sposób wiążące i że sam urząd Biskupa Rzymu powinien również podporządkować się ewentualnym reformom postanowionym przez sobór”. Koronnym argumentem, którym posługują się protestanci wykazując niezasadność roszczenia do nieomylności papieży jest długa lista moralnych i doktrynalnych błędów popełnionych przez nich w historii Kościoła. Zresztą już w trakcie Soboru Watykańskiego I biskup Strossmayer, główny oponent doktryny nieomylności udowadniał omylność papieży, przytaczając następujące przykłady:

„Wiktor (192) najpierw zatwierdził montanizm, a później go potępił
Marceliusz (296-303) był bałwochwalcą. Osobiście wstąpił do świątyni Westy i kadził tej bogini. Może powiecie, że było to czynem jego słabości; lecz na to odpowiadam, że zastępca Chrystusa umarłby raczej, nim oddałby hołd bałwanowi.
Liberiusz (358) przyzwolił na potępienie Anataziusza i przyznał się do arianizmu, by móc wrócić z wygnania i odzyskać swój tron biskupi.
Honoriusz (625) był zwolennikiem montelityzmu; co Ojciec Gratry udowodnił mu demonstracyjnie.
Grzegorz I (785-790) nazwał antychrystem każdego, kto przyjąłby miano uniwersalnego biskupa; a w przeciwieństwie do tego Bonifacy III (607-609) pozwolił nadać sobie ten tytuł przez cesarza Fokas.
Paschal II (1088-1099) i Eugeniusz III (1145-1153) uprawomocnili pojedynki; gdy zaś Juliusz II (1509) i Pius IV (1560) zabronili takowych.
Eugeniusz IV (1432-1439) zatwierdził sobór w Basylei i przywrócenie kielicha eucharystycznego Czechom; Pius II (1458) odwołał tę koncesję.
Hadrian II (867-872) zawyrokował, że cywilne małżeństwa są ważne; gdy zaś Pius VII (1800-1823) potępił je.
Sykstus V (1585-1590) opublikował edykt o Biblii i bullą zalecał, aby ją czytano; natomiast Pius VII potępił czytanie Biblii.
Klement XIV (1769-1774) skasował zakon Jezuitów, dozwolony przez Pawła III, a Pius VII ponownie go przywrócił”.

Oprócz cytowania już i tak obszernej listy protestanci dodają parę faktów z historii współczesnej stawiających pod znakiem zapytania trafność doniosłych decyzji papieży: poparcie Watykanu dla Mussoliniego, podpisanie konkordatu z Hitlerem, poparcie dla dyktatora Hiszpanii Franco, milczenie wobec zbrodni hitlerowskich podczas II wojny światowej, w tym i holocaustu.

Istotnym argumentem dla autorów protestanckich formułujących zarzuty przeciw nieomylności papieskiej jest brak jakiegokolwiek uzasadnienia w nauce biblijnej dla przyjęcia takiego dogmatu. Gdyby nawet uznać, że Piotr był pierwszym papieżem, to i tak nie mógłby przekazać nieomylności swoim następcom, ponieważ sam jej nie posiadał. Mylił się zarówno w sprawach wiary jak i moralności.

Sprzeciw środowisk protestanckich wywołało przyjęcie przez Kościół Rzymskokatolicki dogmatów, które pozostają w sprzeczności ze Słowem Bożym. Są to prawdy wiary ogłoszone ex cathedra przez papieży. Pius IX w bulli Ineffabilis Deus orzekł o niepokalanym poczęciu Marii Panny (1854 r.), a Pius XII w Konstytucji apostolskiej w 1950 roku o wniebowzięciu Najświętszej Marii Panny. W ten sposób Kościół Rzymskokatolicki pozwolił, aby źródła wiary nie znajdujące oparcia w Biblii stały się takim samym autorytetem jak ona.

W pierwszych wiekach Kościół ustalał to, co jest prawdą wiary, wspólnie – podejmując decyzje soborowe. Następnie naśladując formy rządów funkcjonujących w monarchiach świeckich Kościół Zachodni stworzył hierarchiczną władzą podporządkowaną woli jednego człowieka. Mocą nadanej mu władzy człowiek ten może stanowić o tym, co dla Kościoła jest dogmatem wiary. Słowo Boże więc zostało pozbawione autorytetu na rzecz nieomylności papieża. Augustyn – biskup Hippony z V wieku stwierdził, że dla niego Pismo Święte posiada tylko taki autorytet, jaki nada mu Kościół. Jeszcze dobitniej w XVI wieku podobną myśl wyraził prymas Polski Stanisław Hozjusz, dla którego Pismo Święte bez aprobaty Kościoła znaczyło tyle, co bajki Ezopa. Stawianie Kościoła ponad Chrystusem i Jego Słowem doprowadziło do tak szokujących decyzji, jak zakaz czytania Pisma Świętego. Dzisiaj, gdy pozwala się wiernym na poznawanie go, to i tak nie wolno rozumieć jego sensu inaczej niż naucza nieomylny autorytet.

IV. Podsumowanie
Protestanccy autorzy jednoznacznie stwierdzają, że uznanie prymatu papieża nad całym Kościołem byłoby sprzeciwieniem się nauce biblijnej. Inaczej rozumieją słowa wypowiedziane przez Jezusa do Piotra, na które powołują się teologowie katoliccy wskazując zasadność istnienia urzędu papieskiego: Ty jesteś Piotr i na tej opoce zbuduję Kościół (…), i dam ci klucze Królestwa Niebios (Mt 16: 18-19), Utwierdzaj braci swoich (Łk 22: 32), Paś owieczki moje (J 21:17). Zaprzeczają jakoby słowa te oznaczały nadanie Piotrowi szczególnej władzy w Kościele jako pierwszemu papieżowi. Tym samym bezpodstawnym staje się istnienie prymatu papieskiego i sukcesji apostolskiej.

Protestanci w swoich opracowaniach zaprzeczają, że biskup rzymski posiadał nadrzędny autorytet w Kościele w pierwszych wiekach. Wskazują na fakt, że prymat papieski pojawił się dopiero w IV wieku, jako roszczenie do uznania jego nadrzędnej pozycji nad pozostałymi biskupami. Nie występował on w Kościele pierwszych wieków, gdzie obowiązywała pentarchia, czyli równość pięciu patriarchów w rozstrzyganiu sporów: biskupów Rzymu, Konstantynopola, Antiochii, Aleksandrii i Jerozolimy. Kształtowanie się prymatu papieskiego było więc wielowiekowym procesem, który ewoluował w zależności od panujących warunków politycznych. Uzyskanie władzy politycznej przez biskupa Rzymu pozwoliło mu całkowicie podporządkować Kościół w niemal całej chrześcijańskiej Europie.

Zdaniem protestantów papiestwo jest dziełem imperium rzymskiego, a stojący na jego czele papież władcą na wzór cesarza. Instytucjonalizm, który przeniknął z państwa rzymskiego do Kościoła spowodował hierarchizację władzy skupionej w rękach jednego człowieka. Tym samym pozbawił należnego autorytetu Pisma Świętego, przekazując go papieżowi, który jest nieomylny w sprawach wiary i moralności. Czytanie Biblii w Kościele katolickim było niegdyś zabronione, ponieważ mogło rodzić zwątpienie. Dzisiaj chociaż można ją czytać, to należy ją rozumieć tak, jak wykłada nieomylny autorytet. Zcentralizowanie władzy wokół instytucji kościelnej spowodowało zgubne skutki dla wiernych. Człowiek, który pozbawiony bezpośredniego kontaktu ze źródłem duchowym chrystianizmu, jakim była, jest i pozostanie wyłącznie Biblia – zdany jest całkowicie na łup samowoli kapłańskiej. Staje się albo fanatykiem, albo bezmyślnym wykonawcą praktyk, albo zupełnie obojętny duchowo”. Protestanci uważają, że istnienie nadrzędnego autorytetu ponad Słowem Bożym, wypacza istotę Kościoła chrześcijańskiego, który zamiast prowadzić człowieka do zbawienia czyni je swoją własnością i rozporządza nim.

Hierarchiczny model zarządzania obowiązujący w Kościele katolickim nie znajduje uzasadnienia w Biblii. Protestanci wskazują na odmienne zasady, którymi ma się kierować Kościół. Analizując postawę Jezusa i jego nauczanie dowodzą, iż duchowi przywódcy nie powinni wykorzystywać pozycji do sprawowania władzy i zwierzchnictwa nad innymi, ale mają usługiwać swoim braciom. Biblijny model Kościoła zakłada równość wszystkich wierzących, niezależnie od tego, czy są duchownymi czy świeckimi. Zasada ta jest w istocie daleka dla katolicyzmu, gdzie posiadane uprawnienia są zależne od zajmowanego miejsca w hierarchii kościelnej. Oczywiście największe przywileje posiada papież. Jego wyjątkową pozycję nadaje mu dogmat o pełnej władzy jurysdykcyjnej. Władza prawodawcza polega na możliwości dokonywania zmian w prawie kanonicznym i w składzie Magisterium, wydającym stanowiska w zakresie wiary i obyczajów. Natomiast władza sądownicza pozwala na rozstrzyganie wszystkich sporów w Kościele, w tym dotyczących sakramentów i węzła małżeńskiego. Umożliwia nakładanie kar kościelnych, łącznie z ekskomuniką.

Nieomylność w sprawach wiary i moralności pozwala papieżowi jednoosobowo pełnić w Kościele urząd najwyższego pasterza i nauczyciela. Protestanci podkreślają brak biblijnych podstaw do uznania nieomylnym jakiegokolwiek człowieka. Przytaczają fakty z historii świadczące o popełnianych w Kościołach błędach doktrynalnych i etycznych. Najczęściej wymieniany przykład niebiblijnego dogmatu dotyczy wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny ogłoszony ex cathedra w 1950 r. Nie można również nazwać moralną, postawę Piusa XII, który w czasie drugiej wojny światowej zachował milczenie wobec zbrodni hitlerowskich.

Wyjątkowość pozycji papieża podkreślana jest w tytułach zarezerwowanych tylko dla niego. Obecnie są to: Biskup Rzymu, Wikariusz Jezusa Chrystusa, Następca Księcia Apostołów, Najwyższy Kapłan Kościoła Powszechnego, Prymas Italii, Arcybiskup i Metropolita Prowincji Rzymskiej, Głowa Państwa Watykan, Sługa Boży sług Bożych. Protestanci widzą w tym przypisywanie człowiekowi nadludzkiej niemal godności, podobnie jak używanie zwrotu „Ojcze Święty”. Jest to przykładem obcej protestantyzmowi idei paternalizmu w stosunkach wewnątrzkościelnych. Niedopuszczalnym jest również oddawanie papieżowi nabożnej czci, co można zauważyć w trakcie wszystkich jego wizyt. Towarzyszy im atmosfera wzniosłości i nadzwyczajności. Mają miejsca podniosłe ceremonie wyniesienia przez papieża szczególnie zasłużonych na ołtarze, rytuały dokonywanej przez niego koronacji wizerunków świętych. Najważniejsze osoby w państwie spotykają się z biskupem Rzymu, by oddać należną cześć, klękając przed nim i całując jego dłoń. Przepych – obcych duchowi Nowego Testamentu i wyciągniętych z prymitywnych religii – szat liturgicznych, ołtarzy, świętych obrazów, figur lichtarzy, kadzielnic, tronów, baldachimów itd. przyćmiewa już i tak nieliczne biblijne wątki papieskiego nauczania. Niewątpliwie wynoszenie godności papieskiej i wystawność, jaka temu towarzyszy nie ma nic wspólnego z nowotestamentowym duchem prostoty i skromności i stanowi kontrast dla postawy Jezusa, który „nie ma gdzie by głowę skłonił”.

Protestanci zauważają pewne próby zmiany ukształtowanego przez wieki wizerunku instytucji papiestwa, na przykład przez zniesienie zwyczaju całowania stóp papieża za pontyfikatu Jana XXIII, odmowę przyjęcia koronacji przez Jana Pawła I, Jana Pawła II i Benedykta XVI, czy nawet usunięcie tiary z herbu papieskiego i umieszczenie w nim mitry- symbolu władzy duchowej. Jednak nadal można zauważyć, że szczególna celebra towarzysząca wizytom zwierzchnika Kościoła Rzymskokatolickiego jest narzędziem oddziaływania na świadomość wiernych. Przekazuje im się, że mają do czynienia z kimś wyjątkowym, nadzwyczajnym, cudownym, godnym przyjmowania wyrazów czci. Jakże odmienną od postawy dzisiejszego papieża reprezentował sam apostoł Piotr, broniąc się przed taką formą wyrażania mu szacunku przez Korneliusza, jaka dzisiaj jest obowiązująca w stosunku do biskupa Rzymu Przez wieki ukształtowała się forma realizacji papieskiego prymatu, czyniąc z następcy skromnego apostoła Piotra niemal czwartą osobę Trójcy Świętej. Niemniej, protestanci podkreślają, że chociaż nie do przyjęcia jest oddawanie przesadnego hołdu papieżowi, to obowiązuje nas okazywanie szacunku, należnego człowiekowi sprawującemu wysoką władzę w hierarchii społecznej. Niedopuszczalna ich zdaniem jest postawa lekceważenia i ignorowania.

Chociaż protestanci uważają, że istnienie autorytetu na miarę urzędu papieskiego jest zbędne i stanowi przeszkodę w zjednoczeniu Kościoła, to jednak nierzadko pozytywnie oceniają pontyfikat Jana Pawła II. Przede wszystkim doceniają jego wierność historycznym prawdom chrześcijaństwa, np. nauce o trójjedynym Bogu, o bóstwie i człowieczeństwie Chrystusa, o przebłagalnej ofierze Jezusa, o Jego zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu. Dostrzegają w nim wielkiego humanistę otwartego na problemy współczesnego świata, człowieka o wielkiej charyzmie i zdolnościach przywódczych. Uznają jego autorytet moralny. Doceniają jego zaangażowanie w dzieło budowania jedności w świecie chrześcijańskim. Pamiętają o podjętych przez niego inicjatywach w kierunku budowania światowego pokoju. Uważają, że jest wybitną osobowością przełomu tysiącleci.

Opinia różnych protestanckich konfesji na temat prymatu biskupa Rzymu w zasadzie nie różni się. Wyjątek stanowią nieliczne luterańskie Kościoły, które gotowe są uznać zwierzchność papieża postrzegając jego urząd jako posługę na rzecz jedności Kościoła. Skłonni są uznać potrzebę istnienia widocznego znaku jedności chrześcijan w postaci biskupa Rzymu, jednak podkreślają konieczność biblijnej weryfikacji sposobu sprawowania przez niego urzędu. Pozostałe wyznania protestanckie pozostają wierne przekonaniu, że jedność w Chrystusie polega na jedności w wierze i codziennym stylu życia, a sprawy jedności organizacyjnej powinny mieć znaczenie drugorzędne, zgodnie z protestancką ideą „jedności w różnorodności”.

Reklamy

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s