Baptyzm – kazus radykalnego protestantyzmu

Autor: prof. Tadeusz J. Zieliński

Zdarza się, że w ramach opisu istoty swojego wyznania baptyści pochlebiają sobie określając się jako „protestanci wśród protestantów”. Wartość tej samooceny musi ulec relatywizacji, gdy identyczny sposób charakterystyki stosują względem siebie inne nurty protestantyzmu, co też się nierzadko zdarza. Nie należy jednak zbyt szybko ignorować tego, zdawało by się, objawu pychy wyznaniowej. Ów tradycyjnie stosowany przez niektóre denominacje sposób autoprezentacji może bowiem stanowić trafną eksplikację samej istoty właściwego im sposobu przeżywania chrześcijaństwa. Toteż w niniejszym szkicu potraktowano go jako wskazówkę w rozeznawaniu sedna teologii i praktyki religijnej baptyzmu jako konfesji, która w ciągu 400 lat istnienia realizowała program radykalnego protestantyzmu. Trzeba jednak przy tym zastrzec, iż baptyzm nie jest jedynym przypadkiem, jedynym kazusem znaczącej wspólnoty wyznaniowej podejmującej taki projekt. Na zasadzie case study wywód poniższy ma pokazać, na czym polega baptystyczna wersja radykalnie ujętej protestanckości.

I. Protestantyzm – przedmiot radykalizacji

Jeśli ktoś chce być „protestantem wśród protestantów”, to musi przecież: 1) uznawać protestantyzm za konkretną wielkość, 2) dostrzegać w nim czynnik konstytutywny i twórczy (czyli pozytywny) oraz 3) wychodzić z założenia, że protestantyzm jest wartością, którą warto praktykować konsekwentnie, ściśle. W baptyzmie istnieje taka afirmacja protestantyzmu. Poza zewnętrzną jego kwalifikacją jako wyznania protestanckiego, czego niezliczonych świadectw przytoczyć nie sposób, baptyści na wiele sposobów identyfikują się z protestantyzmem. Czynią to już poprzez wyraźne wskazanie tejże proweniencji, poprzez różnego rodzaju solidarność z innymi protestantami (jak np. autor Raju utraconego John Milton działający na rzecz eksterminowanych waldensów), czy też przez bardzo symbolicznie nadawanie dzieciom imion związanych z kluczowymi osobistościami Reformacji, czego przykładem jest chociażby baptystyczny lider walki z rasizmem Martin Luther King (zm. 1968). Najistotniejsza jest jednak nie deklaratywna, ale faktyczna jedność nauki i praktyki baptystycznej z substancją historycznego protestantyzmu. Nie zapomnę wypowiedzi nieżyjącego już szanowanego diakona z Katowic, który na poziomie przystępnej popularyzacji podjął się uzasadnienia protestanckich cech baptyzmu wobec zwiedzającej tamtejszy dom modlitwy młodzieży licealnej. Prezentację owej jedności, a przy tym sposobu radykalizacji podstawowych treści protestantyzmu na przykładzie baptyzmu zbudujemy tutaj w oparciu o dwie powszechnie uznane zasady ewangelicyzmu: formalną i materialną. Nie ma bowiem wątpliwości co do tego, iż Reformacja przyniosła „koncentrację na Biblii, łasce i wierze”. Przez to protestantyzm jako nurt chrześcijaństwa stał się, jak sądzi Martin Marty, „ruchem biblijnym” („Bible-movement”), poddającym wszystko, co chrześcijańskie normie Biblii (zasada formalna), oraz „ruchem wiary” („faith-movement”), twierdzącym że ludzie są „usprawiedliwieni z łaski Boga przez wiarę” (zasada materialna). Jeszcze inaczej mówiąc o tych szeroko znanych kategoriach: „Jako źródło wiary protestantyzm zna tylko Pismo Święte (zasada formalna), zbawienia zaś poszukuje tylko poprzez wiarę (zasada materialna)”. Obie zasady są wystarczająco wyraziste i bogate treściowo, by – wbrew wątpliwościom rozsiewanym przez autorów ignorujących wątek teologiczny – ustalić sens zjawiska pod nazwą protestantyzm, które w baptyzmie znalazło swoją zradykalizowaną formę.

II. Formalna zasada protestantyzmu w ujęciu radykalnym

1. [Baptystyczna atencja dla ksiąg symbolicznych] I renesansowe hasło Ad fontes (Ku źródłom) i reformacyjny ideał Sola Scriptura (Samo Pismo) przysłużyły się nadaniu Biblii pierwszorzędnej roli jako normatywu w teologii i praktyce protestanckiej. Wittenberski i szwajcarski nurt Reformacji różniły się pewnym niuansem co do rozumienia konsekwencji tego faktu. Luteranie dopuszczali istnienie w Kościele praktyk nie zakazanych wyraźnie przez Pismo, reformowani byli bardziej rygorystyczni zezwalając tylko na to, co jest w Biblii wprost ustanowione. Zaznaczająca się szybko w obozie protestanckim różnorodność spojrzeń na niektóre zagadnienia, gorsząca w pośredniowiecznej i postunitarnej Europie, wymuszała – co w oczywisty sposób służyło dobru Kościołów – opracowanie spisanych wyznań wiary i innych oficjalnych formuł doktrynalnych. Luteranizm ujął je w końcu w ramy Księgi Zgody, ewangelicyzm reformowany nie stworzył co prawda zamkniętego katalogu autorytatywnych wypowiedzi tego rodzaju, lecz można wyliczyć kilka podstawowych tekstów konfesyjnych cieszących się tam niekwestionowanym autorytetem. Baptyzm wyrósł z protestantyzmu reformowanego, a ściślej z jego XVI-wiecznej angielskiej wersji: purytanizmu. Odziedziczył po nim styl realizacji ideału chrześcijańskiego, w tym i podejście do Biblii. Zachował także uznanie dla redagowanych w Kościele i podanych na piśmie deklaracji wiary: konfesji, aktów przymierza (covenants) zawiązujących zbór, oraz katechizmów. Już u zarania swych dziejów baptyści opracowywali szereg ksiąg symbolicznych. Wraz z upływem lat urosła ich liczba, zaś pośród nich największym autorytetem po dziś dzień cieszą się: Londyńskie wyznanie wiary z 1689 r., Prawowierne credo z 1679 r., Konfesja filadelfijska z 1742 r., Konfesja z New Hampshire (1833 r.), Wyznanie wiary niemieckich baptystów (1847 r.), Wiara i orędzie baptystyczne (z 1925 r., nowelizowane w 1963 r. i ostatnio w r. 2000), będące deklaracją doktrynalną największej denominacji baptystycznej na świecie pn. Southern Baptist Convention. Zwykle poszczególne krajowe organizacje kościelne baptystów posiadają własne konfesje. Polscy baptyści korzystając z niemieckiego dokumentu z 1847 r. wydali w roku 1930 Konfesję czyli wyznanie wiary i ustrój zborów baptystów, wznowioną we współczesnej szacie językowej w roku 2000.

2. [Baptystyczna relatywizacja znaczenia tradycji kościelnej] Choć na określenie owych deklaracji doktrynalnych używamy tutaj stosowanego gdzie indziej terminu „księgi symboliczne”, to jednak ich rola w baptyzmie jest nieporównywalnie mniejsza niż w innych wyznaniach protestanckich. W szczególności baptyści nie byliby w stanie uznać, iż księgi wyznaniowe (symboliczne) zawierają stanowczo obowiązujący wykład nauki Kościoła i jako takie stanowią kryterium prawowierności. W baptyzmie funkcję tego typu dokumentów się relatywizuje i redukuje do rangi informacji o aktualnych poglądach środowiska, które się nimi legitymuje. Duchowny baptystyczny nie będzie więc zobowiązany do składania przysięgi na wierność standardom konfesyjnym swojej denominacji, przyjmowany do zboru wierny nie musi przyrzekać posłuszeństwa kościelnemu wyznaniu wiary, profesor uczelni teologicznej nie otrzyma do podpisu katalogu prawd wiary, których ma się trzymać w ramach procesu dydaktycznego. Dochodzi więc tu do radykalizacji rozumienia hasła Sola Scriptura. Baptyzm chce je pojmować ekskluzywistycznie: samo Pismo jest normą par excellance i tylko jej można przypisywać charakter bezwzględnie wiążący.

Uzasadniając kwalifikację pozabiblijnych źródeł wiary jako norm względnie wiążących, którymi nie wolno krępować sumień, eksponenci baptyzmu podają dwa powody. Pierwszy wskazuje, iż żaden normatyw poza Pismem nie posiada przymiotu natchnienia, nie wyszedł „z ręki Bożej”, nie jest dziełem bosko-ludzkim, co ma miejsce w przypadku Biblii. Inne niż księgi kanoniczne dokumenty pozbawione zostały charyzmatu natchnienia rozumianego tak, jak to czyni się w odniesieniu do Starego i Nowego Testamentu. Odzwierciedlają cechy każdego dzieła ludzkiego, narażone są na znamiona słabości, niedoskonałości, błędu, pomyłki. Już to przesądza ich względną wartość. Drugi powód odmawiania rzeczonym źródłom wiążącego charakteru w Kościele jest wzgląd na dobro duszy. Sumienie ludzkie jest zbyt cenne, by bezwzględnie wiązać je w planie duchowym tym, co znikome, ziemskie, ludzkie, nie-Boskie, by pętać je zdarzającymi się nam czasem „wymysłami ludzkimi”, „ustanowieniami czysto ludzkimi”. Ów element ludzki może się okazać pożyteczny, pomocny, korzystny, ale nie wolno mu nadać sankcji absolutnej. Taką sankcję mogą posiadać wyłącznie rzeczy Boże. W aspekcie zasady formalnej rzeczą Bożą jest Biblia – nie może być za nią uznany żaden normatyw stworzony przez nas, grzesznych. Chodzi o to, by żaden dokument nie posiadający statusu natchnionego (a więc „ludzki”, „niedoskonały”, obciążony możliwością błędu) nie „rządził” absolutnie w Kościele, nie uzyskał pozycji zbliżającego się powagą do Pisma autorytetu. Istotę roli baptystycznych ksiąg symbolicznych syntetycznie ujmuje wydane w 1925 r. „Stanowisko w sprawie historycznego poglądu baptystycznego na temat natury i zadań wyznań wiary”.

W baptyzmie tradycyjnie podkreśla się, iż przy braku należytego akcentowania bezwzględnego autorytetu samej Biblii wzrastać będzie w danej wspólnocie wyznaniowej rola autorytetów pozabiblijnych czyli tradycji niekanonicznej. Naturalną tendencją jest bowiem petryfikacja i nieuzasadniona (z punktu widzenia reguły Sola Scriptura) kanonizacja zastanych, a narastających przez wieki, formuł doktrynalnych. W pewnym momencie mogą one zagrozić skarbowi Kościoła, którym jest sławione przez Reformację „czyste Słowo Boże”. Źródła pozabiblijne, które na zawsze winny pozostawać norma normata (normami normowanymi), przy braku troski o bezwzględną nadrzędność Biblii w praktyce kościelnej i życiu indywidualnego wyznawcy mogą nawet odwodzić od samej prawdy Bożej lub jakoś ją zaciemniać. Nic, nawet najbardziej szanowany pomnik myśli i pobożności chrześcijańskiej, nie powinno stanąć na przeszkodzie bezpośredniej i ustawicznej konfrontacji wierzącego z tekstem Biblii, na przeszkodzie prywatnej lekturze Pisma. Baptyści z emfazą mówią, iż Biblia w swoim głównym przesłaniu jest aktualnym orędziem na każdą epokę, nie potrzebującym usprawiedliwienia i uzupełnienia ze strony późniejszych interpretacji. Musi być poznawana przez każdego źródłowo, odczytywana na nowo w kontekście współczesności, dynamicznie i krytycznie – oczywiście przy uznaniu (tym bardziej bez ignorowania!) dorobku wielowiekowej refleksji nad tekstem natchnionym. Wyraża to znane wśród baptystów hasło, by chrześcijanin miał zawsze „otwartą księgę i otwartą głowę.” Zaś wszystkie norma normata niech łatwo podlegają rewizji, uchyleniu, gdy tylko istnieje przekonanie o ich niespójności w którymś punkcie ze Słowem natchnionym. Podstawową regułą osądu względnych norm wiary jest podstawowa w baptyzmie zasada hermeneutyczna – orientowania się na Jezusa Chrystusa, który jest centrum Biblii, wiary, przepowiadania i życia. On jest w istocie uniwersalnym „kanonem w kanonie”. Jak powiada amerykańska konfesja pt. Wiara i orędzie baptystyczne „Kryterium według którego należy interpretować Biblię jest Jezus Chrystus”, zaś europejska deklaracja wyznaniowa z 1993 r. stwierdza: „[p]isane Słowo składa świadectwo ostatecznemu Słowu, którym jest Jezus Chrystus.”

Baptystyczna rezerwa wobec nadawania pozabiblijnym autorytetom wysokiej sankcji wyraża się też w odmowie sakralizacji wypowiadających się w sprawach doktryny i moralności czynników kościelnych. Uznając, iż Biblia jest spolegliwym świadectwem pełni objawienia Bożego, po pierwsze wyklucza się, iż Kościół, tudzież piastuni urzędu kościelnego są w stanie wprowadzić nieznane wcześniejszym generacjom treści konieczne dla poprawnej relacji z Bogiem. Po wtóre, również dokonywany przez nich wykład Słowa Bożego nie może być odbierany jako bezwzględnie wiążący sumienie wiernych. Jasnym więc jest, iż baptyzm wyklucza istnienie w Kościele nieomylnych proroków, wolnych od błędu interpretatorów Pisma, namiestników Chrystusa etc. Tym bardziej oczywiste będzie jednoznacznie negatywne stanowisko wobec roszczącego sobie prawo do nieomylności papiestwa.

3. [Baptystyczny strażnik prawowierności] Powyższe stwierdzenia nie powinny prowadzić do wniosku, że baptystom nie zależy na prawowierności w ich zborach i instytucjach denominacyjnych. Przykładają przecież wagę do wierności konkretnej spuściznie teologicznej i pobożnościowej, zaś przyjmowane przez ich gremia kościelne wyznania wiary mają na celu ustalenie określonego dobra wspólnego ich tradycji konfesyjnej. Mówiąc wprost, strażnikiem ortodoksji baptystycznej może być tylko i wyłącznie zbór czyli lokalna gmina chrześcijańska. Zbór, złożony jedynie ze świadomych i posiadających odpowiednie duchowe kwalifikacje wiernych, w toku wspólnotowego pochylania się nad otwartym Pismem, vis-a-vis tronującego Chrystusa, przy asystencji Ducha, w nurcie uznanej spuścizny religijnej, ustala standard przekonań i postaw obowiązujący wiernych. Nikt nie może go w tym zastąpić – ani baptystyczna struktura pozazborowa, ani duchowny/duchowni zboru, aczkolwiek i jedno i drugie nie pozostaje bez wpływu na proces kształtowania miary prawowierności, obowiązującej wykładni Pisma. Czasem owa miara znajduje wyraz w pisanym dokumencie, ale to nie on powinien być jej testem, a raczej wspólne wszystkim, podstawowe przekonania skupiające daną grupę wiernych razem. Zbór, który zgodnie z eklezjologią baptystyczną jest dobrowolnym zrzeszeniem wiernych (a nie narzuconą przez hierarchów instytucją), gromadzi zwykle ludzi podobnie myślących o sprawach zasadniczych – osoby „nie mieszczące się” w danej wykładni trafiają do gmin duchowo lub ideowo im bliższych. Stąd bierze się pluralizm poglądów zaznaczający się między poszczególnymi zborami i denominacjami baptystycznymi, który uznaje się za coś normalnego i dopuszczalnego. Baptyści mówią: nie musimy się zgadzać we wszystkim, ważne byśmy zgadzali się w sprawach podstawowych tak, by możliwe było wspólne głoszenie Ewangelii lub prowadzenie pracy denominacyjnej. Podobnie zbory stowarzyszając się ze sobą w unie, konwencje itp. dobierają się według podobieństwa doktrynalnego: dogmatycznego lub etycznego. Tworząc tego rodzaju związek międzyzborowy gminy nie muszą zgadzać się ze sobą we wszystkim: potrzebna jest jedność w tym, co uznano za zasadnicze, w kwestiach pozostałych szanowana jest odrębność.

III. Materialna zasada protestantyzmu w ujęciu radykalnym

Główną ideą rządzącą myśleniem i wiarą zwolenników XVI-wiecznej Reformacji, jak i ich pobożnych protestanckich następców była prawda o niezasłużonym, łaskawym zbawieniu ufającego Bogu grzesznika. Ujęta ona została w kształt doktryny o usprawiedliwieniu bezbożnego z łaski przez wiarę, w niedościgły sposób eksplikującej wszystkie konstytutywne elementy przełomowego w dziejach religii biblijno-reformacyjnego orędzia o zbawieniu. Przywiązanie do prawdy o iustificatio impii przesądziło soteriologiczną predylekcję protestantyzmu, dla którego stała się ona kryterium (zasadą materialną) osądzającym poprawność wszelkiej nauki i praktyki kościelnej oraz stwierdzającym zarazem, kto i co posiada znamię protestanckości. Mimo różnicującego niuansu w identyfikacji treści zasady materialnej w luterańskim i reformowanym nurcie ewangelicyzmu, i tu i tu idzie o to samo: by zbawienie uważać za łaskawy – dokonywany z zewnątrz – czyn Boży zrealizowany w Chrystusie. Baptyzm przynależąc do reformowanej tradycji teologicznej podziela w pełni ten sposób widzenia rzeczy. Brad Creed w publikacji dokonującej remanentu poglądów teologicznych baptystów na przełomie mileniów mówi o stałym „centralnym znaczeniu zagadnienia zbawienia dla tożsamości baptystycznej” i potwierdza, że „sprawa zbawienia jest wciąż sercem i duszą tego, co znaczy być baptystą.” To ogólne stwierdzenie autor uściśla pisząc, iż „baptyści przejawiają tendencję podkreślania kwestii z zakresu inauguracji zbawienia, kładąc nacisk na element usprawiedliwienia w doświadczeniu zbawienia.”. Uznając zasadniczą trafność tej konstatacji należy dodać, iż najbardziej zadomowioną przez wiele pokoleń w baptyzmie metaforą soteriologiczną jest odrodzenie (regeneratio). Pastawę tę odziedziczono po anglosaskiej ortodoksji reformowanej, początkowo w sensie tam przyjętym: odrodzenie pojmowano jako suwerenny akt Pana, będący wykonaniem odwiecznego dekretu predestynacyjnego, mogący się ziścić w duszy – jak Bóg chce – na rozmaitych etapach życia człowieka i niezależnie od jakiegokolwiek czynu i obrzędu z naszej strony. Zważywszy, iż od początku swoich dziejów baptyzm był obszarem rywalizacji dwóch odmiennych sposobów podejścia do kalwińskiej spuścizny, zrozumiałym się staje, iż występowało tam różne akcentowanie poglądów na ludzką wolę i jej determinację. Generalnie jednak protestantyzm baptystyczny przyjął reformowany, wywodzący się z Reformacji szwajcarskiej (a potem purytanizmu), model chrześcijaństwa. Ze względu na swoje fundamentalne oddanie temu modelowi, pomimo zmieniających się akcentów w sprawach pomniejszych, w baptyzmie z powodzeniem mogły być i nadal są uprawiane wszystkie wielkie teologie noszące rysy protestanckie. Przy zasadniczo ewangelickim paradygmacie religii przyjmowały się tutaj np.: teologia ortodoksji reformowanej, teologia XVIII-wiecznych przebudzeń, teologia oświeceniowa, modernistyczna, fundamentalistyczna, dialektyczna, renesansu myśli reformatorskiej, sekularyzacji, postmodernistyczna czy postliberalna. Nazwiska baptystów znaleźć można zarówno na listach wybitnych przedstawicieli teologicznej awangardy (Walter Rauschenbusch, Harry Emerson Fosdick, William Hamilton, Harvey Cox) jak i opcji konserwatywnej (Herschel H. Hobbs, Ernest Kevan, Albert Moehler) i fundamentalistycznej (Jerry Falwell, Pat Robertson). Gros uznanych teologów-baptystów plasuje się jednak – tak w przeszłości, jak i dzisiaj – w centrum teologicznego spektrum, gdzie kultywuje się tradycyjną i konwencjonalną teologię umiarkowanego protestantyzmu (John Bunyan, John Gill, Augustus H. Strong, Bernard Ramm, Carl Henry, Millard Erickson). W istocie baptyzm (podobnie zresztą jak anglikanizm i metodyzm) nie proponuje żadnej nowej teologii w stosunku do istniejących dwóch teologii protestantyzmu: luterańskiej i reformowanej. Nie ma więc czegoś takiego jak teologia baptystyczna sensu stricto. Są natomiast teologowie-baptyści uprawiający którąś z odmian teologii protestanckiej, i respektujący przy tym wyznaniową specyfikę baptyzmu. Specyfika owa dotyczy jednak głównie praktyki, sposobu praktykowania teologicznych założeń protestantyzmu.

(i) Radykalizacja indywidualnego aspektu materialnej zasady protestantyzmu

1. [Baptystyczny postulat pełnej zdolności jednostki w sprawach religii] Materialny wyznacznik protestantyzmu tradycyjnie polega na przekonaniu, iż człowiek może już teraz znaleźć się w kręgu osób ratowanych od fatalnych skutków ludzkiej kondycji. Ratunek ten (zbawienie) odnosi się do ludzkiego losu w wymiarze przeszłym, teraźniejszym i przyszłym. Dzięki niemu już teraz jesteśmy uwolnieni od pewnych dotkliwych ciężarów naszej egzystencji, wstąpiliśmy w nową relację z Bogiem, ale czeka nas jeszcze wielka ocalająca nowość w przyszłości. Choć nasze zbawienie jeszcze się w pełni nie ziściło, to jednak skutecznie jesteśmy już jego uczestnikami. Reformacja z mocą przywróciła nowotestamentowe orędzie, iż upragniony przez nas ratunek jest dostępny już teraz i że przychodzi on spoza nas, od Boga, który stał się prawdziwym człowiekiem. Zasadniczy teraźniejszy aspekt zbawienia opisany został w tej tradycji za pomocą nauki o usprawiedliwieniu z łaski przez wiarę, która precyzuje, iż oczekiwany przełom jest w pełni darmowym darem Pana i przyswajamy go bez jakiejkolwiek naszej zasługi. Protestantyzm zwykle skrupulatnie podkreślał dwa elementy tej prawdy: iż owe zbawcze novum jest 1) sola gratia propter Christum oraz 2) sola fide. To znaczy: iż dane jest nam z 1) samej łaski jedynie ze względu na Chrystusa i 2) przyswajane jest tylko samą wiarą.

Gorliwymi wyznawcami tak rozumianej zasady materialnej i to w jej odniesieniu indywidualnym (względem jednostki) i zbiorowym (względem społeczności ludzkich) stali się baptyści. Ich wzięty z purytanizmu etos rygorystycznego traktowania spraw wiary nakazał im radykalnie podchodzić do prawdy o usprawiedliwieniu grzesznika. Baptystyczna radykalizacja materialnego wyznacznika protestantyzmu w aspekcie indywidualnym przyjmuje zwłaszcza postać wyostrzenia zasady sola fide (samą wiarą). Na tle debaty w kwestii, w jaki sposób człowiek przyswaja łaskawy i niezasłużony dar usprawiedliwienia, baptyści zdecydowanie twierdzą, iż w tej sprawie decydująca jest wyłącznie sama wiara, bez jakiegokolwiek udziału innych czynników, w tym sakramentów, innych obrzędów religijnych, uczynków, kapłańskiego pośrednictwa etc. Przy tym wydarzeniu zbawczym konieczna i wystarczająca jest ufna, zdająca się na miłosierdzie Boga, wiara. Regułę sola fide ujęto więc tutaj ekskluzywistycznie: wyłączenie dotyczy wszystkiego poza nią. Z tej refleksji dotyczącej pierwszej fazy zbawienia grzesznika wyrastają dalsze wnioski. Zdaniem baptystów konstytutywna dla poprawnej relacji z Bogiem na wszystkich etapach życia duchowego jest sama wiara, która się bierze ze Słowa Bożego. Inne czynniki, choć przydatne i pochodzące z ustanowienia Chrystusa, jak członkostwo w zborze, udział w nabożeństwie publicznym, uczestnictwo w sakramentach chrztu i komunii, posługa duszpasterska, są cenną, nakazaną przez Pana, ale jedynie pomocą, wsparciem dla tej wiary. Ich brak jej nie obezwładnia. Wiara, zbudowana na szczerym Słowie Bożym, może się mieć bez nich zupełnie dobrze.

Stanowisko baptystów w tej sprawie dobrze oddaje rozpropagowane przez amerykańskiego teologa baptystycznego Edgara Y. Mullinsa (1860-1928) pojęcie soul’s competency – „zdolności duszy”, o którym autor ten mówi, że mamy tu do czynienia z „podstawową zasadą, co do której zgadzają się wszyscy baptyści i z której wyrastają wszystkie baptystyczne zasady”. Philip L. Jones zaś powiada, iż „w istocie żadna doktryna nie była ani nie jest tak typowa dla baptyzmu jak właśnie ta.” „Zdolność duszy” (względnie: „zdolność jednostki”, „zdolność osoby”, „indywidualne odniesienie duszy do Boga”, „odpowiedzialność duszy przed Bogiem”) oznacza ona przede wszystkim dwie rzeczy: 1) że każdy człowiek może zawsze zbliżyć się do Chrystusa, bez przeszkody ze strony kogokolwiek i bez obawy, iż potrzebna jest mu jakakolwiek dodatkowa pomoc, 2) że każdy człowiek jest w stanie podjąć samodzielną decyzję zjednoczenia się ze Zbawicielem i ciąży na nim odpowiedzialność uczynienia tego. Stwierdzenia te mogą brzmieć najzupełniej zwyczajnie dla protestanckiego ucha. Istotne jest jednak to, że są podane wprost jako fundamentalna prawda i przy określeniu wszystkich jej konsekwencji dla ewentualnych roszczeń ze strony osób i spraw, które chcą pośredniczyć w naszych relacjach z Najwyższym. Jak zaznacza Mullins „[n]a przestrzeni całej swojej udokumentowanej historii baptyści byli pierwszorzędnymi głosicielami prawa każdej osoby do bezpośredniego dostępu do Boga. Wynika to jasno z zanegowania przez nich pośrednictwa jakiejkolwiek osoby, systemu kościelnego, czynnika politycznego, rytuału lub ceremonii w stosunkach między duszą a Bogiem” Na tym tle oczywista staje się teza o dokonywanej przez baptystów relatywizacji i minimalizacji roli wszystkich poza wiarą i biblijnym Słowem urządzeń („instytucji”) religii chrześcijańskiej, a więc relatywizacja i minimalizacja zewnętrznych elementów religii, gros których ma charakter symboliczny, umowny, konwencjonalny, wskazujący poza siebie. Pochodną takiego stanu rzeczy będzie indywidualizacja, prywatyzacja, deformalizacja i w konsekwencji sekularyzacja religijności. Baptyzm nie postrzega tego jednak jako zjawiska niepożądanego. Ważne jest bowiem dla niego duchowe doświadczenie wiernego, osobiste spotkanie z Chrystusem, wewnętrzna przemiana jestestwa wyznawcy pod wpływem więzi z Jezusem. Doświadczenie to jest powszechnie dostępne – każdy, bez względu na kontekst kulturowy, religijny, narodowy, rasowy itp. może stać się jego uczestnikiem – zbawienie nie jest zawężone do którejkolwiek z tych grup, zbawieni mogą znajdować się wszędzie, gdyż „[w] każdej chwili i na każdym miejscu każdy może zawołać do Boga z głębi swego serca i Bóg usłyszy modlitwę szczerego upamiętania.” Dzieje się tak ze względu na „zdolność jednostki w sprawach religii” (competency of the soul in religion) i jej korelat – „powszechne panowanie Chrystusa” (universal Lordship of Christ). Zważmy wszak przy tym, że baptystyczna radykalizacja materialnej zasady protestantyzmu nie sprowadza się tylko do pozbawienia zewnętrznych elementów religii jakiejkolwiek doniosłości zbawczej. Nie chodzi tutaj jedynie o negację czynników uznanych za akcydentalne, lecz jednocześnie także o afirmację, o uwypuklenie personalnego, personalistycznego i chrystologicznego wymiaru więzi na styku: kierowany biblijnym Słowem wierny – w żaden sposób niezapośredniczony Chrystus (wcielony Bóg). Biblijny personalizm, już zanim znane było to pojęcie, odezwał się w baptyzmie w postaci personalizmu praktykowanej i zalecanej przez baptystów religijności. Znalazł on punkt oparcia w wyeksponowanym tam Chrystusie – stąd typowy dla doświadczenia religijnego baptysty chrystocentryzm.

2. [Baptystyczny postulat pełnej wolności jednostki w sprawach religii] Po dziś dzień formułowany przez baptystów postulat suwerenności relacji wyznawca-Chrystus względem zewnętrznych form napotyka na niezrozumienie i sprzeciw wielu innych kręgów wyznaniowych jako zbyt radykalny i sprzeczny z dominującą tradycją chrześcijaństwa. Natomiast rewolucyjne swojego czasu wołanie baptystów w innej sprawie, a mianowicie o pełną wolność religijną dla wszystkich uznaje się dzisiaj w kręgu kultury zachodniej za rzecz oczywistą. Żądanie w tej mierze prowadziło do stworzenia każdej jednostce możliwości wywiązania się ze swojej odpowiedzialności przed Bogiem. Skoro – jak powiada Mullins – „[n]ajwyższym i niezbywalnym prawem wszystkich ludzi jest prawo bezpośredniego, swobodnego i nieskrępowanego dostępu do Boga”, to trzeba czynić starania, by każdy miał zagwarantowaną wolność uczynienia tego. Właśnie idea „zdolności duszy” (soul’s competency) zrodziła ideę „wolności duszy” (soul’s liberty). W dojrzałej postaci głosili ją już pionierzy baptyzmu – John Smith (1570-1612), Thomas Helwys (1550-1616), John Murton (zm. 1630), Mark Leonard Busher (I poł. XVII w.), Samuel Richardson (I poł. XVII w.), domagający się pełnej wolności religijnej i wyjęcia spraw religijnych spod władztwa państwowego. Wyjątkowe w ich postawie było to, że tej wolności domagali się nie tylko dla siebie, ale także dla innych: także dla odrzucanych w Anglii „wyrzutków” społecznych: „żydów, papistów, turków i bezbożnych”. W praktyce ustrojowej konkretnego bytu państwowego mógł ją zastosować w pierwszej połowie XVII stulecia pastor Roger Williams (1603-1683), który zapoczątkował na kontynencie amerykańskim tradycję baptystycznego zaangażowania na rzecz rozdziału Kościoła i państwa jako najmocniejszej gwarancji swobód sumienia. Obok niego zasługi we wprowadzeniu i utrzymaniu tego „żywego eksperymentu” ustrojowego mieli współwyznawcy m.in. John Clarke (1609-1676) Isaac Backus (1724-1806), John Leland (1754-1841), Charles Evans Hughes (1862-1948), Hugo Black (1886-1971), Joseph Martin Dawson (1879-1973).

Istotę opisanej baptystycznej postawy religijnej, akcentującej wolność i odpowiedzialność jednostki, którą można odczytywać jako efekt ścisłej realizacji zasady materialnej, celnie uchwycił przywołany już teolog luterański Martin E. Marty. W głośnym artykule pt. Baptistification Takes Over, przedstawiając tezę, iż chrześcijaństwo amerykańskie (gdzie baptyści są największym wyznaniem protestanckim) ulega „ubaptystycznieniu”, „baptystyfikacji”, identyfikuje zasadnicze rysy baptystycznego stosunku do religii. Są to jego zdaniem: indywidualizm, personalizm, wolność, wybór, wolontaryzm (dobrowolność/własnowolność) i prostota. Cechy te, zdaniem uczonego, w ramach zachowań religijnych i społecznych przejmują w USA także katolicy, luteranie, anglikanie itd., co postrzega jako tendencję korzystną.

(ii) Radykalizacja zbiorowego aspektu materialnej zasady protestantyzmu

Treściowa zasada protestantyzmu bierze się z wyeksponowanego w tym nurcie chrześcijaństwa orędzia o zbawieniu jednostki. Posiada ona przede wszystkim wymiar indywidualny, naprzód zawiera odniesienie do jednostki, ale oddziaływa przecież także na zbiorowość: zbiorowość ludzi kierujących się jej treścią czyli na Kościół oraz na ogół społeczeństwa – zbiorowość, pośród której przyszło Kościołowi żyć. Węzłowe treści nauki o usprawiedliwieniu sola fide wpływają na kształt Kościoła chcącego żyć jej orędziem: spełnia ona funkcję instrukcyjną, inspirującą oraz krytyczną, osądzającą. Ustala treść myśli i praktyki chrześcijańskiej, i ruguje niezgodne z nią poglądy i postawy. Na te dwa zasadnicze sposoby doktyna o iustificatio impii (usprawiedliwieniu bezbożnych) formuje kształt Kościoła, który chce, by artykuł ten w nim rządził jako czysta Ewangelia. W obu tych wymiarach baptyzm stawia zasadę materialną protestantyzmu w sposób radykalny.

A. W zbiorowości chrześcijan

1. [Materialna korekta eklezjologii w baptyzmie] Baptyści podkreślają, iż inicjacja chrześcijańska jest sprawą wyłącznie bezpośredniej i indywidualnej relacji między jednostką a Bogiem. Usprawiedliwienie, odrodzenie i nawrócenie człowieka dokonuje się w relacji „sam na sam” z Bogiem. Nie znaczy to jednak, iż życie chrześcijanina ma płynąć w odosobnieniu od innych chrześcijan. Już z mocy zbawczego aktu Bożego człowiek odrodzony staje się członkiem duchowej wspólnoty – Kościoła Jezusa Chrystusa, który jest mistycznym organizmem, ciałem Pana. Przejawia się on – według poglądów baptystycznych – namacalnie w postaci lokalnych gmin chrześcijańskich, zwanych ze staropolska zborami. Wyznawca Chrystusa powinien stać się odpowiedzialnym członkiem jednej z nich, gdyż nowotestamentową normą (dopuszczającą tylko nadzwyczajne, spowodowane obiektywnymi względami, wyjątki) jest trwanie wierzącego we wspólnocie autentycznych chrześcijan. Ponieważ człowiek usprawiedliwiony jest grzesznikiem (simul iustus et peccator), który mimo wysiłku etycznego takim pozostanie po eschatyczne spotkanie z Panem, to elementem korzystnie wspierającym jego zmagania o poprawną postawę będą dobrodziejstwa niesione przez wspólnotę chrześcijan. Kościół jest cenną pomocą na chrześcijańskiej drodze, choć jego niebagatelna doniosłość dotyczy porządku uświęcenia (uczniostwa), a nie porządku zbawienia. Radykalnie pojmowana zasada materialna neguje bezpośrednią zbawczą doniosłość Kościoła, gdyż tylko sama wiara – i nic innego – ma po stronie ludzkiej konstytutywne znaczenie dla zaistnienia zbawczej więzi człowiek-Bóg. Zasada ta „rozbiera” Kościół z jego nadmiernych roszczeń. Każe mu pokornie siedzieć w tle jedynie doniosłego dla apropriacji zbawienia aktu osobistej, indywidualnej wiary ufającego Jezusowi grzesznika. Materialny skopus Reformacji „obcina”, ruguje, redukuje wszystkie przejawy życia kościelnego, które są niezgodne z prawdą o usprawiedliwieniu z łaski przez wiarę: kult ofiarniczy, kapłaństwo pośredniczące, religię zasług wyrażającą się w odwoływaniu się do „lepszych” chrześcijan (w zaświatach czy hierarchii kościelnej), „lepiej” wiedzące (artykułujące objawienie) urzędy etc. Wszyscy grzesznicy bywają zbawieni na tej samej zasadzie – przez daną przez Boga wiarę (jakość), a nie ze względu na skalę nagromadzonych zasług, godności, urzędów (ilość), przeto wszyscy pozostają w tym samym „dystansie” do Boga. Kościół jest więc wspólnotą równych przed Bogiem – aczkolwiek rozmaicie, pluralistycznie obdarowanych. Tak nauka o usprawiedliwieniu prowadzi do reformacyjnej nauki o powszechnym kapłaństwie wszystkich chrześcijan. Jednakowy sposób apropriacji zbawienia prowadzi do jednakowego statusu wiernych w Kościele. Obserwatorzy protestantyzmu szybko dostrzegli iunctim między ewangelicką zasadą treściową a ideą powszechnego kapłaństwa, jako czynniku wykluczającym inne kapłaństwo i inne przejawy „zarozumiałości” Kościoła. Stąd też w wielu opisach istoty protestantyzmu pojawia się triada koronnych jego znamion: 1) Biblia jako nadrzędne źródło objawionej prawdy, 2) nauka o usprawiedliwieniu przez samą wiarę, 3) powszechne kapłaństwo wszystkich wierzących. Według tejże wizji, w ramach której zasada materialna wymusza egalitaryzm wszystkich usprawiedliwionych, każdy indywidualny chrześcijanin, a co za tym idzie i cały Kościół musi przyjąć względem Sprawcy zbawienia wyłącznie postawę „pasywnej receptywności” (Bernhard Lohse). Skupiona u stóp Krzyża społeczność usprawiedliwionych sola fide nie może być wspólnotą roszczącą sobie zasługi, wyjednującą ofiarą łaski, dokonującą jakiejś transakcji wymiennej z Bogiem. Wszyscy „doprawdy są żebrakami” (Luter), przeto mogą jedynie przyjmować to, co dane im jest łaskawie z zewnątrz. Powszechne kapłaństwo wszystkich chrześcijan stanowi zatem podwalinę myślenia o Kościele w kontekście zasady materialnej.

spis treści

2. [Eklezjalny charyzmat baptyzmu] Największa odrębność baptyzmu względem innych nurtów reformacyjnych zaznaczyła się w momencie jego powstania w obszarze szeroko pojętej eklezjologii, nauki o Kościele. W kontekście angielskiego ewangelicyzmu reformowanego (purytanizmu) przełomu XVI i XVII wieku tylko ta kwestia różniła baptystów od prezbiterian i w jeszcze mniejszym stopniu od kongregacjonalistów. Skrupulatność z jaką pierwsi, ale i późniejsi, baptyści ustalali swoje poglądy na Kościół i z jaką strzegli swojej odrębności i tożsamości w tym względzie kazała im nawet czasami twierdzić, że są „ruchem eklezjologicznym”, szczególnie oddanym właściwej artykulacji prawdy o Kościele i ścisłemu wdrożeniu jej w życie. Przyjęli bowiem – mogące razić zwłaszcza luteran – założenie, iż właśnie w tym punkcie Reformacja nie doprowadziła do końca swojego dzieła, pozostawiając niedopuszczalne z punktu widzenia Pisma elementy starego, przedreformacyjnego Kościoła. Ten zarzut kierowali nawet pod adresem sukcesorów Kalwina, już i tak uznawanego w chrześcijaństwie zachodnim za rygorystę w kwestiach praktyki kościelnej. Baptyzm od swego zarania domagał się zrewidowania poglądów na Kościół w myśl zasady treściowej Reformacji, zaś najlepszą jego zdaniem do tego drogą było ścisłe realizowanie idei restytucjonizmu (przywrócenia tego, co pierwotne, oryginalne): stanowczego, precyzyjnego, radykalnego powrotu – bez względu na koszt społeczny – do kształtu Kościoła jaki poznać można na kartach Nowego Testamentu.

Egzegeza Pisma, wszak prowadzona według hermeneutycznych założeń angielskiego kalwinizmu, doprowadziła baptystów do przeświadczenia, że jedyną widzialną postacią Kościoła chrześcijańskiego, posiadającą Bożą sankcję, są lokalne zbory (gminy) chrześcijańskie. Są one (zawsze w liczbie mnogiej) konieczną (zawsze musi być Kościół widzialny) ale i w zupełności wystarczającą manifestacją jednego, powszechnego, niepodzielnego Kościoła Jezusa Chrystusa. Afirmując w pełni reformacyjną naukę o Kościele niewidzialnym, złożonym z ogółu wybranych wszechczasów, szli tropem wielkich reformatorów dowartościowujących lokalną gminę wyznawców, ale posunęli się jeszcze dalej, relatywizując znaczenie innych niż zbór struktur kościelnych – są one co prawda dopuszczalne, ale nie są niezbędne i nie mogą powoływać się na Boży mandat (de iure Divino). Największe jednak novum wprowadzili w zakresie kryterium przynależności do zboru, sposobu włączenia doń człowieka i sakramentologii.

3. [Istota zboru baptystycznego] Zbór w baptyzmie to nie parafia, grupa wiernych skupionych na danym obszarze geograficznym, objęta opieką duszpasterską, a wspólnota wiadomej liczby chrześcijan niekoniecznie pochodzących akurat z okolic, gdzie zbór ma siedzibę. Zbór baptystyczny stanowi społeczność ludzi, którzy własnowolnie chcą być razem jako wyznawcy Jezusa Chrystusa, czyli wspólnie wielbić Boga, wspólnie korzystać z atutów członkostwa zborowego i wspólnie wykonywać swoje powinności chrześcijańskie. Baptyzm mocno akcentuje doniosłość członkostwa zborowego, wskazując, iż każdy chrześcijanin ma obowiązek przynależeć do widzialnego Kościoła oraz zaznaczając, iż kandydatowi na członka stawiane są merytoryczne wymagania, gdyż przyjmuje się tam zasadę świadomego członkostwa. Zbór czyli Kościół empiryczny jest w chrześcijaństwie baptystycznym „zborem wierzących” (ang. believers’ church), co uznaje się za prostą konsekwencję założeń soteriologicznych. Skoro chrześcijanin to człowiek zjednoczony z Bogiem przez wiarę, usprawiedliwiony i odrodzony sola fide, to także zbór musi być związkiem wyłącznie wierzących. Baptyści uznają taką eklezjologię za odtworzenie nowotestamentowego wzorca Kościoła widzialnego, zaś dziedziczą go wprost po ukształtowanej u schyłku XVI wieku angielskiej purytańsko-kongregacjonalistycznej koncepcji gathered church (zgromadzonego dobrowolnie zboru). Zgodnie z nią zbór jest wspólnotą ludzi samodzielnie ubiegających się o członkostwo, skupiających się w oparciu o jednoznaczne, świadome i dobrowolne oddanie Chrystusowi, osobistemu Zbawicielowi. Mają być wolni w tym akcie od jakiejkolwiek presji, w tym także (co kiedyś było bardzo dotkliwe) presji państwa. Zbór baptystyczny jest w tym sensie „Kościołem wolnym”, do którego chrześcijanin (tak – już chrześcijanin) przyłącza się na zasadzie wolontaryzmu, i który to Kościół jest wolny od instytucjonalnych, organicznych związków z państwem.

Pionierzy ruchu baptystycznego nie różnili się od wczesnych kongregacjonalistów w zakresie przeświadczenia, iż członkiem zboru może być jedynie osoba zdolna do złożenia przy przystąpieniu do zboru osobistego wyznania zbawczej wiary. Jednakże baptyści w wyniku podjętych poszukiwań nowotestamentowej formy wyrażenia tej wiary i przyłączenia do widzialnego Kościoła doszli do przekonania, że biblijnym sposobem dokonania tego kroku jest chrzest wiary (ang. believers’ baptism), a więc nowotestamentowy obrzęd wykonany na osobie wierzącej. Jak widać celem nie był chrzest, a ustalenie poprawnej formuły (w tym i procedury) nabycia członkostwa i włączenia do zboru, formuły która byłaby zarazem sposobem weryfikacji spełnienia kryteriów członkostwa (istnienia w człowieku wiary i złączonej z nią woli naśladowania Pana jako uczeń, członek Kościoła). W rezultacie baptyzm osiągnął zarazem przeświadczenie co do biblijnej, a więc poprawnej formy przystąpienia do zboru (przez chrzest a nie jedynie werbalne wyznanie wiary jak w ich kongregacjonalistycznym mateczniku), a także poprawnej formy chrztu (chrzest wierzących). Służyło to jednak podstawowej dla – wiedzionych eklezjologiczną pasją – baptystów sprawie ustalenia właściwego modelu widzialnego Kościoła. Ilekroć więc mówi się tam o zborze wierzących i ochrzczonych chrześcijan, to owa koniunkcja jest kwalifikacją członkostwa zborowego – podkreśla, że zbór może być złożony wyłącznie ze świadomych i chcących (samodzielne wejście do wody chrztu) przynależności zborowej chrześcijan.

Skongregowany z wierzących i ochrzczonych na wyznanie tej wiary chrześcijan, miejscowy zbór jest według poglądu baptystycznego „zupełnym” Kościołem, Kościołem par excellance. Pan wyposaża go we wszystkie niezbędne mu na danym etapie istnienia dary, by wykonywał swoją wielką misję: głoszenia Ewangelii zgubionym, zapewnienia duchowego domu członkom, służby dobroczynnej i oświatowej na rzecz otoczenia. Sam może sobie radzić i bezpośrednio podlega jedynej Głowie Kościoła, a innej mieć nie może, Jezusowi Chrystusowi. Nawet rzucony na całkowite odludzie, pozbawiony kontaktu ze światem zewnętrznym i mało liczny, może wiążąco wykładać i głosić Słowo, ordynować swoje sługi, sprawować wewnętrzną dyscyplinę, udzielać chrztu i komunii. Prawo czynienia tego bierze się ze statusu jako pełnego Kościoła, który swej „władzy” (a poprawniej: mocy), nie czerpie z przekazywanych przez jakiegokolwiek człowieka plenipotencji, a z przyjętego przez tworzących go wiernych Słowa Bożego, hołubionego przez ludzi zdających się na Boga sola fide.

Jak już zaznaczono treściowa zasada protestantyzmu przesądza pozycję wiernych w ramach zboru. Wszyscy jego członkowie w ten sam sposób nabywają dostęp do Boga czyli do Jego zbawienia, są więc sobie przed Zbawcą równi i na mocy dobrodziejstw więzi z Bogiem stają się uczestnikami powszechnego kapłaństwa. Fakt ten przesądza prawo bez wyjątku wszystkich do uczestnictwa w decydowaniu o biegu spraw w Kościele, co znajduje ujście w demokratycznym zarządzie zborem. Zbór baptystyczny jest więc „małą demokracją”, demokratycznym mikroświatem, gdzie każdy wierny, także najskromniejszy, ma prawo głosu i wpływania na najważniejsze nawet decyzje. Egalitaryzm takiego zboru wyklucza hierarchiczność w życiu kościelnym. Urząd posługi kościelnej, który musi się zdaniem baptystów pojawić w każdym poprawnie ukonstytuowanym zborze, przejawia się w postaci funkcji pastora, w którą zbór wprowadza osoby posiadające niezbędne przygotowanie do służby Słowa, duszpasterskiej i administracyjnej. Baptyzm zna ministerium tylko jednej rangi – pastora zwanego też prezbiterem, ministrem, starszym, znacznie rzadziej biskupem. Jest ono zasadniczo związane z lokalnym zborem: z jego rozporządzenia się wywodzi i na jego rzecz działa. Nie polega ono na święceniach, powodujących wytworzenie w duchownym „niezatartego znamienia” i nie stanowi odrębnego – względem powszechnego – kapłaństwa. Ordynacja pastorska w baptyzmie jest wyraźnym, urzędowym i publicznym powierzeniem funkcji przywódcy zboru, która ściśle wiąże się z głoszeniem Słowa, sprawowaniem zadań duszpasterskich i zarządzaniem sprawami zborowymi. Jest ona wyrazem założenia, iż w sprawie przywództwa w zborze panować musi porządek, odpowiedzialność i klarowność. Duchowny baptystyczny nie może być zobowiązany do życia w celibacie, chociażby z tego powodu, iż w baptyzmie – źródłowo ze względu na zasadę treściową – każdy wierny ma prawo wyboru stylu życia. Do urzędu kościelnego dopuszcza się sporadycznie kobiety, stanowi to jednak wyjątek od zasady. Ordynację kobiet praktykują zwłaszcza niektóre denominacje baptystyczne w krajach anglosaskich, co – jeśli chodzi o skalę – stanowi jednak zjawisko marginalne w skali baptyzmu światowego. Baptyści negują potrzebę dbania o tzw. sukcesję apostolską, rozumianą jako ciągłość przekazywania święceń, których pierwszymi szafarzami mieli być apostołowie. Zależy im natomiast na apostolskości nauki i praktyki, mierzonej wiernością względem wzorców danych w Nowym Testamencie. Pastor baptystyczny nie jest ani kapłanem ani zwierzchnikiem wiernych, a raczej mającym posiadać osobiste walory ich współbratem-przewodnikiem, głoszącym Słowo duchowym doradcą i współorganizatorem życia kościelnego. A więc nic – także rozumienie urzędu duchownego – nie może stanowić obrazy, wywodzącej się z materialnej normy protestantyzmu, zasady powszechnego kapłaństwa.

Uznając zbory za jedyne widzialne, zgodne z Nowym Testamentem, przejawy Kościoła Jezusa Chrystusa, baptyzm zawsze podkreślał potrzebę ich współpracy. Na przestrzeni jego historii zawsze przejawiała się tendencja zrzeszania się zborów w oparciu o kardynalne prawdy wiary, przy dopuszczeniu różnic w sprawach drugorzędnych i przy respektowaniu autonomii każdego z nich. Zjawisko łączenia się gmin baptystycznych w unie, konwencje, związki, zrzeszenia, konferencje etc. określa się jako zasadę asocjacjonizmu. Efektem jej działania w praktyce kościelnej baptystów są związki lokalne (np. na terenie jednego miasta), regionalne, krajowe, kontynentalne i światowe. Na szczeblu światowym powstał w 1905 r. w Londynie Światowy Związek Baptystyczny (Baptist World Alliance) jako dobrowolne zrzeszenie (tzw. organizacja doradcza, ang. advisory organization) krajowych unii baptystycznych, zaś na naszym kontynencie w 1949 r. utworzono związek pn. Europejska Federacja Baptystyczna [EFB] (European Baptist Federation). Światowy Związek skupia obecnie ponad 162 tysiące zborów zrzeszających ok. 43 mln. członków, który ogółem – wraz z nie posiadającymi statusu członków zborów dziećmi i innymi osobami trwale związanymi ze zborami – ogarnia wspólnotę ponad 100 mln wiernych.

Mimo wyakcentowania szczególnej pozycji zboru lokalnego jako jedynego posiadającego sankcję Bożą przejawu powszechnego Kościoła, jak widać baptyzm nie unika jednak tworzenia innych struktur organizacyjnych. Stosunkowo szybko od momentu zaistnienia przystąpił do tworzenia instytucji denominacyjnych. Powstawały one ze względów pragmatycznych: tam gdzie trzeba było przystąpić do przedsięwzięć przekraczających możliwości jednego zboru, powstawały „związki celowe” prowadzące do za seminariów teologicznych, organizacji misyjnych (zajmujących się misją zagraniczną lub krajową) wydawnictw, domów opieki itp. Ilość tego rodzaju instytucji jest duża i powstają one także na płaszczyźnie międzynarodowej współpracy baptystów (czego przykładem może być Międzynarodowe Baptystyczne Seminarium Teologiczne [International Baptist Theological Seminary] w Pradze czeskiej będące strukturą powołaną przez EFB). Także wielu duchownych baptystycznych, obok osób nieordynowanych, pełni funkcje w owych organach, co za tym idzie powstaje pytanie, czy nie mamy tu do czynienia de facto z naruszeniem baptystycznej zasady rygorystycznego kongregacjonalizmu. Istnienie struktur pozazborowych baptyzm stara się postrzegać jako nieuniknioną konieczność, posiadającą pewien precedens w pragmatycznej współpracy i wymianie międzyzborowej czasów apostolskich. Przykłada się jednak wagę do minimalizowania znaczenia tychże instytucji, a nade wszystko do ciągłego akcentowania, iż nie są to struktury stricte kościelne i jako takie nie posiadają sankcji z ustanowienia Bożego, nie są konieczne dla istnienia widzialnego Kościoła, nie mają gwarancji trwałości w baptystycznym życiu religijnym, a zwłaszcza – co szczególnie ważnie – nie powinny mieć żadnej władzy nad zborami. Mówiąc o strukturach denominacyjnych (pozazborowych) baptyści tradycyjnie zaznaczają ich fakultatywność, warunkową dopuszczalność. Obawiają się bowiem przypisywania im nadmiernej wagi, przyznania im silnej pozycji, co może prowadzić do osłabienia wyjątkowego statusu zboru, którego autonomia, suwerenność i prymat w życiu religijnym jest – zdaniem baptystów – opierającą się na zamyśle Bożym gwarancją jego dynamizmu, rzutkości i innowacyjności w zakresie misji religijnej i społecznej. Dlatego wypowiadają się przeciwko wizji chrześcijaństwa pozbawiającej zbór praw na rzecz uprawnień innych struktur kościelnych, w tym i przeciw przyznawaniu tym ciałom władczych uprawnień względem zboru. Baptyzm nie zna kategorii władzy kościelnej, tym bardziej takiej władzy przypisanej do jednostki. Wertykalne pod względem organizacyjnym wspólnoty religijne, z ulokowanymi na ich szczycie ośrodkami władzy, w żaden sposób nie mogą zyskać uznania jako model życia kościelnego dla baptystów. Najmocniejszym przykładem struktury, o której mowa jest papiestwo.

4. [Typ eklezjalności baptyzmu] Powstaje pytanie, jaki rodzaj kościelności reprezentuje baptyzm. Nie ulega wątpliwości, iż wyliczone cechy każą – posługując się tradycyjną typologią – zaliczyć go do kategorii „kościołów niskich”, „prostych”, „skromnych”. Co więcej, co może zabrzmieć szokująco, baptyzm świadomie wogóle nie chce się uznawać za Kościół jako taki. Powołuje się przy tym na szacunek do biblijnej i reformacyjnej nauki o jednym, niepodzielnym, duchowym Kościele Jezusa Chrystusa, do którego należą szczerzy wyznawcy Chrystusa, bez względu na przynależność wyznaniową. Nie uznaje się za odłamek Kościoła, który trzeba dokleić do innych jego rozerwanych części lub, co byłoby gorsze, za jedyny właściwy Kościół, który mimo rozbicia chrześcijaństwa zachował wszystko, co niezbędne, by słusznie nosić takie miano. Baptyści bowiem uznają, że żaden nurt chrześcijaństwa nie może i teraz, w przeszłości i w przyszłości rościć sobie takich praw. Sami nie tworzą takiego Kościoła. Wciąż istnieje bowiem ich zdaniem niepodzielny powszechny Kościół, którego żadne wyznanie nie może sobie zawłaszczyć, ani żadna schizma czy herezja zniweczyć. Nie należy więc podnosić ręki na Una Sancta poprzez tworzenie konkurencyjnej względem niego struktury ogólnoświatowej, a raczej dbać o właściwy kształt jedynej jego uprawnionej widzialnej manifestacji: zborów lokalnych czyli lokalnych gmin chrześcijańskich. Baptyzm uważa się raczej za rodzinę zborów chcących praktykować chrześcijaństwo nowotestamentowe, a w konsekwencji – co jest mimowolnym efektem – odrębnym wyznaniem. Wbrew jego założeniom, a zwłaszcza jego zasadom eklezjologicznym byłoby uznawanie się za Kościół. Ściśle rzecz biorąc nie ma więc jednego światowego Kościoła Baptystycznego, takiegoż Kościoła na kontynencie czy krajowych. Mogą istnieć co najwyżej związki zborów baptystycznych. Baptyści nie wyrzekają się jednak prawa do uznawania się za realizatora poprawnego modelu chrześcijaństwa biblijnego. Na marginesie rozważań na temat kościelności baptyzmu wskazać trzeba, iż wybitny indywidualizm religijności baptystycznej może przynosić także niekorzystne skutki. Harry Emerson Fosdick dostrzegał niebezpieczeństwo przesadnej indywidualizacji postaw niektórych swoich współwyznawców, stojącej na przeszkodzie zgodnemu życiu zborowemu. Kiedy w istocie „pojedynczy człowiek jest zborem” może brakować troski o ogólne dobro wspólnoty, trudno będzie o potrzebny kompromis na rzecz współzborowników, a nawet o utrzymanie jedności zboru. Efektem tego mogą być rozłamy, niepotrzebne mnożenie denominacji, a nawet wyznań.

5. [Katholickość baptyzmu] Pierwszą podstawą katholickości baptyzmu jest teza, iż nigdy nie było w zamyśle Bożym istnienie jednej zuniformizowanej i zcentralizowanej struktury kościelnej na świecie – jednej ogólnoświatowej organizacji kościelnej skupiającej wszystkich chrześcijan. Druga podstawa to twierdzenie, iż wszyscy chrześcijanie mają być skupieni w pełni autonomicznych zborach lokalnych, pozostających w duchowej jedności w sprawach pierwszorzędnych, a pluralistycznych w kwestiach wagi pośledniej. Powstaje w ten sposób otwarta formuła organizacyjna chrześcijaństwa, w której zmieścić się mogą różne tradycje i spojrzenia, zgodne w zakresie fundamentaliów chrystianizmu. Nie powstanie ekskluzywistyczna pionowa struktura, która uzna jedną odmianę chrześcijaństwa, a wykluczy inne, i będzie w ten sposób obrazą dla partnerstwa chrześcijan. Obstawanie przez baptystów przy wizji duchowego powszechnego Kościoła Jezusa Chrystusa, do którego przyjmuje nie człowiek, a znający serca ludzkie Bóg, oraz koncepcji widzialnego Kościoła wyrażającego się wyłącznie w lokalnych zborach, daje prawo do bycia równoprawną cząstką chrześcijaństwa wszystkim kręgom chrześcijan. Jest ona wolna od przymusu budowy jakiejś globalnej superstruktury i rezygnacji przez poszczególne środowiska chrześcijańskie z tego, co dla nich drogie, i co zarazem nie sprzeciwia się biblijnym fundamentom. Poprzez swój pogląd na rolę zboru miejscowego (zbór jako „Kościół par excellence”) baptyzm jest „ekumenicznie dopasowany”. Nie jest Kościołem, którego struktury w warunkach pojednanego chrześcijaństwa trzeba by niwelować do poziomu struktur innych Kościołów, nie jest wspólnotą, której przekonania stanowią jakieś novum względem spuścizny Kościoła pierwotnego. Brak w nim nagromadzonych przez wieki oczywistych innowacji względem prostego chrystianizmu apostolskiego sprawia, że nie on stanowi przeszkody dla istnienia pojednanego chrześcijaństwa skupionego na centrum orędzia biblijnego. Przy odkrywaniu duchowej jedności widzialnego chrześcijaństwa baptystom jednak bezwzględnie zależy, by ośrodkiem jedności była sama radykalnie postawiona i serio na co dzień traktowana – omawiana tutaj – zasada materialna czyli czysta Ewangelia o usprawiedliwieniu grzesznika sola fide. Rzecz w tym, by wszystkich tych, którzy się mienią chrześcijanami przekonać, iż skupiać ma Solus Christus, a nie wyniesione na piedestał sprawy, zasługujące na kwalifikację jako drugorzędne. A przecież już istnieje realna więź między chrześcijanami, którzy są związani z sercem naszkicowanej tutaj radykalnie pojętej Ewangelii. Tego rodzaju jedność akcentuje baptyzm, co na Światowym Kongresie Baptystycznym w Berlinie latem 1939 r. wyraził George W. Truett (1867-1944): „Radujemy się wielce z duchowej jedności ze wszystkimi, którzy miłują Jezusa Chrystusa w szczerości i w prawdzie. Cenimy ich sobie jako naszych braci w jednej zbawczej łasce Chrystusowej, jako współdziedziców życia Bożego i nieśmiertelności. Radujemy się ze społeczności z nimi i uważamy, że duchowa jedność wszystkich prawdziwych wyznawców Chrystusa jest zarówno teraz, jak i zawsze będzie błogosławionym faktem. Duchowa jedność nie zależy od organizacji, form czy rytuałów. Jest ona czymś głębszym, większym, szerszym i bardziej stabilnym niż którakolwiek i wszystkie razem wzięte organizacje. Baptyści radośnie uznają wszystkich wierzących w Chrystusa jako swoich braci we wspólnym zbawieniu, bez względu na to, czy znajdują się oni w którejkolwiek społeczności protestanckiej, społeczności katolickiej, którejkolwiek innej społeczności lub nie przynależą w ogóle do żadnej społeczności.” Wychodząc z tego założenia baptyści – wzorem swoich pragmatycznych struktur – przystępowali do tworzenia organizacyjnych ram współpracy międzywyznaniowej, ekumenicznej. Byli wśród współzałożycieli prekursora współczesnego ekumenizmu, brytyjskiego Evangelical Alliance w 1846 r., są obecni w krajowych i międzynarodowych organizacjach ekumenicznych jak Konferencja Kościołów Europejskich (KEK), gdzie baptysta tradycyjnie pełni funkcję sekretarza generalnego. Jednakże nie wszystkie unie baptystyczne okazują jednakową gotowość do angażowania się w ekumenizm instytucjonalny (wspominają w zamian o „ekumenizmie serc”) – największa denominacja baptystów, Southern Baptist Convention z USA, „taktownie odmówiła” zaproszeniu do członkostwa w Światowej Radzie Kościołów. Z zasady angażują się natomiast w relacje ekumeniczne, w ramach których nie ma zagrożenia w postaci rozmywania wyznaniowej specyfiki. Jako przykład korzystnych sposobów realizacji idei ekumenicznej podaje się zwłaszcza lokalne organizacje ekumeniczne (zwłaszcza ewangelikalne a la Alians) oraz bilateralny dialog międzywyznaniowy. Na szczeblu globalnym Światowy Związek Baptystyczny przeprowadził oficjalne rozmowy tego rodzaju lub jest w ich toku z: luteranizmem, ewangelicyzmem reformowanym, mennonityzmem, anglikanizmem, rzymskim katolicyzmem i prawosławiem.

Przy zdecydowanym przywiązaniu do protestanckiej zasady treściowej, wyakcentowaniu prawdy o soul’s competency, nauki o soul’s freedom i przy odmówieniu sobie jako wyznaniu statusu odrębnego Kościoła, baptyści nie mogą się uznawać za wspólnotę jedynozbawczą. Baptyzm w swej istocie nie jest w zakresie nauki o zbawieniu ekskluzywistyczny. Nie może powiedzieć, iż to tylko w jego szeregach jest dostępne zbawienie, iż tylko baptyści mogą liczyć na Bożą zbawczą przychylność. Teza taka pozostawałaby w zupełnej sprzeczności z najgłębszymi prawdami ich orędzia. Zdaniem baptysty wyłącznie Jezus Chrystus jest Zbawicielem, i nikt i nic innego. Przeto nie można zamknąć zbawienia w jakiejkolwiek strukturze, obrzędzie czy religijnej postawie. Zbawieni mogą być przeto wszędzie, w każdym wyznaniu chrześcijańskim, a także poza nimi – wszędzie, gdzie są ludzie, którzy osobiście i szczerze zawierzyli Jezusowi (znowu sola fide!) w sprawie swojego losu doczesnego i ostatecznego. Oni to – wszyscy uczciwi wyznawcy Pana – w konsekwencji tworzą jeden niepodzielny Kościół swojego Zbawiciela, który nie może być zawłaszczony ani przez baptystów ani kogokolwiek innego.

6. [Konfesyjność baptyzmu] Wobec narzucającej się w kontekście powyższych stwierdzeń opinii o otwartości baptyzmu chce się zapytać o naturę jego konfesyjności. Nie ulega wątpliwości, że przedstawiciele tego wyznania cenią sobie własną tożsamość wyznaniową, są dumni ze swojej duchowej, historycznej i społecznej spuścizny, zaznaczają odrębność względem innych nurtów chrystianizmu, uważając że posiadają wartościową, zasługującą na przechowanie i krzewienie specyfikę. Paradoksalnie jednak wśród baptystów istnieje przekonanie, iż z obnoszeniem się ze swoim baptyzmem nie można przesadzać, że przejawiająca się tu i ówdzie „pycha baptystyczna” („Baptist brag”) może stanowić zagrożenie dla tego, co prawdziwie ważne w życiu wierzącego i Kościoła, a więc czegoś, co jest głębsze i istotniejsze niż konfesyjność, a jest prawdziwie chrześcijańskie i biblijne. Samej istoty sprawy dotyka Augustus H. Strong (1836-1921) mówiąc podczas inauguracji Światowego Związku Baptystycznego w Londynie w 1905 r. zdawkowo, ale dobitnie: „Naszą wielką powinnością jest zawsze i wszędzie wyznawać, że przede wszystkim jesteśmy chrześcijanami i dopiero po tym, na drugim miejscu, baptystami”. Umiejętność zachowania dystansu wobec swojej konfesyjności może być odebrana znowuż jako efekt działania w baptyzmie zasady materialnej, a także zasady protestanckiej w rozumieniu Paula Tillicha. Zasada materialna powiada, iż o przynależności do kręgu zbawionych (duchowego Kościoła Chrystusowego) decyduje wyłącznie osobisty stosunek do Jezusa (ufna wiara). A zatem żadna konfesja (baptyzm czy inna), denominacja, Kościół wyznaniowy, nie jest w stanie „zapanować” nad wszystkimi, ogarnąć wszystkich autentycznie wierzących w Jezusa chrześcijan. Roli i rangi konfesji nie należy więc absolutyzować, acz warto ją traktować jako cenną, konieczną pomoc na drodze realizacji powołania chrześcijańskiego. Każdy chrześcijanin powinien być stanowczo związany z konkretną konfesją, gdyż nie ma chrześcijaństwa awyznaniowego, każdy Kościół czy grupa chrześcijańska jest wyznaniowa, pytanie tylko, czy jego wyznanie jest poważne, konstruktywne i biblijne. Dlatego baptyści tworzą wyznanie, chcą być razem (asocjacjonizm) z ludźmi o tożsamych poglądach w sprawach zasadniczych, lecz nie są wyznaniem, które ma im przysłonić ich chrześcijaństwo, ma im zastąpić to, co boskie w chrześcijaństwie, czy uniformizować chrześcijan w obszarach, gdzie winna manifestować się różnorodność. Żywa w baptyzmie tendencja, by swej konfesji nie absolutyzować, nie stawiać na piedestale nasuwa na myśl Tillichowską „zasadę protestancką”. Rzeczywistość Boża, Prawda Boża jest nieuwarunkowana, nie może pozostać zamknięta w tym, co tworzymy i posiadamy jako ludzie. Trzeba przeto ustawicznie ku niej wychodzić, nie chełpiąc się, że ją doskonale zawłaszczyliśmy. Także żadne wyznanie, żaden Kościół wyznaniowy nie panuje nad tym, co Boże. Z pokorą i dystansem do samych siebie powinni przeto chrześcijanie sprawować wielkie tajemnice Boskie, nie uznając się za przełożonych nad nimi. A ponieważ mamy jednak skłonność do przeceniania swego stanu posiadania, co jest wielce zdrożne, musimy wracać ad fontes, do najczystszych źródeł, by unikać nieszczęśliwie krępujących nas, usidlających, petryfikujących własnych interpretacji i perspektyw. Ratunek niesie tutaj radykalnie stosowana zasada formalna, domagająca się ustawicznego wracania do Biblii, zobiektywizowanego standardu mowy Bożej. Świeża, podejmowana na nowo, dynamiczna lektura Pisma będzie stawiała twórcze wyzwania dla skorupiejącej w naturalny sposób tradycji wyznaniowej. To zadanie wskazuje Rauschenbusch: „Baptyści poprzez ustawiczne wiązanie się z Nowym Testamentem, przywiązali swój rydwan do wędrującej gwiazdy i będą musieli dać się przez tę Bożą gwiazdę ciągnąć.” W baptyzmie – mimo istnienia w jego obrębie silnych ośrodków konserwatywnych, a w USA także fundamentalistycznych – jest więc zrozumienie dla koniecznością podążania cały czas za prawdą nawet jeśli miało by to się dziać kosztem baptyzmu. Baptyzm nie jest celem – to przekonanie jest silnie zakorzenione wśród przedstawicieli omawianego kręgu, dlatego z czystym sumieniem i odważnie można go poddawać nawet najgłębszej korekcie w perspektywie Słowa Bożego i realizować starokościelne wezwanie: Ecclesia reformata semper reformanda. Musi być wierny Słowu, inaczej staje się bezużyteczny. Ponieważ nie jest celem – ale tylko przydatnym i wartościowym środkiem – baptyzm nie ma Bożych gwarancji niezniszczalności, co nakazuje baptystom z jeszcze większym samokrytycyzmem sprawować swoją wyznaniowość. Takie gwarancje ma tylko wiecznotrwały, niepodzielny duchowy Kościół Jezusowy.

7. [Dopuszczalna zewnętrzność w baptyzmie] Świadomość doczesnego „uwarunkowania” religii, w tym i chrześcijaństwa, prowadzi baptyzm do odkrycia, iż Nowy Testament proponuje takie postaci religijności, które minimalizują skupienie na nich samych a wskazują poza siebie, na przedmiot naszej troski ostatecznej. Jaka tedy „zewnętrzność” religii jest możliwa przy tego rodzaju założeniach? Z perspektywy swojego indywidualizmu i kongregacjonalizmu, rozumianych tutaj odpowiednio jako skupienie na sytuacji jednostki oraz na doniosłości zboru lokalnego, baptyści starają się pytać o dopuszczalne formy religijności prywatnej i zborowej (praktykowanej w zborze). Należy przy tym podkreślić, iż baptyzm na przestrzeni swej historii unikał „marzycielstwa”, polegającego na głoszeniu tezy, iż religia jest sprawą czysto duchową w tym sensie, że może się obyć bez formy zewnętrznej. Podkreślał przecież, iż chrześcijanin powinien regularnie przestrzegać pewnych form zewnętrznych, to znaczy praktyk religijnych jak systematyczne studium Pisma, modlitwa, pobożny śpiew, uczestnictwo w chrzcie i komunii oraz innych formach wspólnotowego życia kościelnego. W konsekwencji i doczesny (widzialny) zbór Pański ma „trzymać fason”: być porządnie zorganizowany, mieć dokładnie znaną liczbę członków świadomie nabywających prawa i biorących na siebie obowiązki, ordynowanych w ramach skrupulatnej procedury ministrów, sakramenty udzielane chrześcijanom starannie do tego przygotowanym etc. Rzecz w tym, że przy wszystkich tych wyraźnie ustalonych formach baptyzm chciał dokładać starań, by ich kształt, ilość i jakość odpowiadały rygorystycznym – ich zdaniem – założeniom ujętym w Nowym Testamencie. Owa zewnętrzność miała być ściśle określonego rodzaju. Wynikało to z przekonania, iż i w zakresie tego rodzaju przejawów chrześcijaństwa musi wyrażać się pewna zamierzona przez Boga dyscyplina.

Przyjęcie podstawowej tezy soteriologicznej, iż decydująca dla apropriacji darów zbawczych – jak chce radykalnie ujęta protestancka zasada treściowa – jest tylko wewnętrzna wiara a nie żaden zewnętrzny akt (zdanie się na zewnętrzną formę) prowadzi do minimalizmu w zakresie „zewnętrzności” w religii. Dochodzi do tego zniesienie dychotomii sacrum-profanum. Wszędzie, gdzie jest zbawcza osobowa więź człowiek-Bóg, oparta o wystarczającą (choć owocującą) wiarę, tam jest „najintensywniejsza” bliskość Boga, niezagrożona przez żadną „świeckość”. Zresztą od czasu wcielenia i wejścia Jezusa, Boga-człowieka, między ludzi, we wszystkie rewiry życia, łącznie z tymi najmniej kojarzonymi z religią, świeckość (profaniczność) nie jest przeciwieństwem świętości. Następuje „odczarowanie” świata (Max Weber) – cały może on być już Boży, swojski, spenetrowany, a świeckość może być dobra. Rzeczywistości Bożej nie da się i nie wolno zamknąć w tradycyjnie pojmowanej sakralności. Należy więc wyzwolić chrześcijaństwo z bezwzględnej zależności od zewnętrznych form. Podejście takie dynamizuje chrystianizm, nie skazuje go na kształt „religii uświatowionej” w sensie koniecznego nieodwracalnego uwikłania go w instytucji, w urzędzie, znaku, geście. Przywraca Królestwu Bożemu jego duchowy charakter, nie sprowadzając do naszych „namacalnych” tworów. Takie myślenie nakazuje skupiać się na treści, a nie na formie, a formę uznawać tylko wtedy, gdy służy tej treści.

Chcąc zilustrować kategoryczność stanowiska baptystycznego w odniesieniu do dotkniętych wyżej wątków, George Truett uczynił to w kontekście chrześcijaństwa zachodniego przeciwstawiając postawę baptyzmu w omawianych kwestiach rzymskiemu katolicyzmowi: „Wizja baptystyczna i wizja rzymskokatolicka są w stosunku do siebie antypodami. Wizja rzymskokatolicka ma charakter kapłański, sakramentalistyczny i eklezjastyczny. W swoim schemacie zbawienia wywyższa Kościół, kapłana i sakramenty. Wizja baptystyczna nie ma charakteru kapłańskiego, sakramentalnego i eklezjastycznego. Baptyzm naucza, że jeden jedyny Kapłan ze względu na grzeszną ludzkość wkroczył do miejsca świętego zrywając raz na zawsze zasłonę, dla wszystkich odsłaniając i otwierając zdrój łaski tak, że każda najprostsza dusza na świecie, która idzie drogą upamiętania, może odtąd z odwagą zdać się na Boga.” Typową w swoim środowisku opinię o dopuszczalnej zewnętrzności chrystianizmu wypowiada w popularnym folderze obecny pastor baptystyczny z Torunia: „Kierując się nauczaniem Biblii, odrzucamy istnienie: 1) świętych miejsc – Kościół jest tam, gdzie w danej chwili wierzący w Chrystusa zbierają się, by Go wielbić. Kościół nie jest budowlą lecz społecznością; 2) świętego czasu – Boga należy czcić zawsze i wszędzie, całym swoim życiem, a nie od święta; 3) świętej kasty – w Nowym Testamencie wszyscy chrześcijanie nazwani są kapłanami, gdyż jako oczyszczeni krwią Chrystusa mają wolny dostęp do tronu Boga, nie potrzebując żadnych pośredników; 4) świętych rytuałów – jedynie biblijne sakramenty, chrzest i komunia, mają wartość o tyle tylko, o ile wyrażają istniejącą rzeczywistość duchową, tj. przyłączenie i udział w społeczności z Bogiem – same przez się nie są w stanie nic dać.”

Co do zasady wszystkie zachowywane w baptyzmie formy religijne muszą mieć wyraźne oparcie w relacjonowanej przez Nowy Testmanent praktyce Kościoła apostolskiego. Zawierza się geniuszowi bliskich apostołom pierwszych chrześcijan i najwcześniejszych wspólnot chrześcijańskich, których kult był prosty, naturalny, spontaniczny acz uporządkowany. Dwiema podstawowymi akcjami nabożeństwa publicznego w baptyzmie jest czytanie i zwiastowanie podanego w protokanonicznej Biblii Słowa Bożego, oraz dwa ustanowione i na stałe wprowadzone do Kościoła przez Chrystusa obrzędy: chrztu i komunii. Na tym się kończy niezbędna zewnętrzność kultu poprawnie ukontytuowanego zboru baptystycznego. Cześć religijna ma mieć charakter czysto duchowy, powściągliwy jeśli idzie o zastosowanie materialnych paramentów. Baptyzm nie zna osób (poza Bogiem w Trójcy jedynym), miejsc (sanktuariów, świątym) i przedmiotów (obrazów, figur, relikwii itp.) świętych oraz ich kultu i – odpowiednio – pielgrzymek do nich. Unika także sakralizacji czasu. Niedziela jest odziedziczonym po apostołach pierwszorzędnym dniem pobożnych zgromadzeń chrześcijan. Generalnie przestrzega się podstawowych elementów cyklu roku kościelnego, zwłaszcza obchodzi się święta Wielkiej Nocy i Narodzenia Pańskiego, przy zrozumieniu umowności i symboliki tego rodzaju zachowań. Ze względu na negację kultu kogokolwiek obok Bogiem obce są baptystom święta maryjne i uroczystości na cześć osób ogłoszonych świętymi, gdyż neguje się ideę kanonizacji. Obrzędami z zasady dokonywanymi w zborze (czyli w ramach wspólnoty chrześcijan) są: zawarcie małżeństwa chrześcijańskiego, które jednak jest przede wszystkim traktowane jako akt stanu cywilnego, ordynacja pastorska oraz pogrzeb chrześcijański. Otrzymują więc one stosowną oprawę typową dla kultu publicznego: głoszenie Słowa, modlitwa, muzyka zboru lub chóru/zespołu/wokalisty. Prowadzący nabożeństwo zwykle nie nosi szczególnego stroju liturgicznego (jeśli już to najwyżej skromną czarną togę). Żadna czynność stanowiąca element baptystycznego kultu publicznego nie jest zastrzeżona dla osób ordynowanych. Choć dotyczy to także chrztu i komunii, sprawowanie któregoś z tych ustanowień przez nieordynowanych następuje jednak w sytuacjach nadzwyczajnych czyli w praktyce jest to rzecz wyjątkowa. Natomiast odpowiednio przygotowani świeccy nierzadko zapraszani są do wygłaszania kazań przed zborem.

8. [Sakramentologia w baptyzmie] Chrzest i Wieczerza Pańska – dwa obrzędy nakazane Kościołowi, by sprawował je aż po eschatyczne spełnienie, nie są traktowane przez baptystów jako kanały łaski, choć czasami niektórzy teologowie baptystyczni tradycyjnie nazywają je „środkami łaski” (ang. Means of grace). Nie godzą się oczywiście na postrzeganie ich jako obrzędów działających ex opere operato. By nie suponować takiego właśnie odbioru zwykle unikają stosowania w stosunku do nich określenia „sakramenty” na rzecz pojęcia „ustanowienia”. W ten sposób podkreślają ich charakter jako signa nuda (łac. nagie znaki), symboliczne, widzialne Słowo, widzialne kazanie. Symboliczność obu ustanowień Jezusowych nie dezawuuje ich znaczenia. Baptyzm akcentuje ich niezbywalność, niezbędność w życiu zboru i pojedynczego chrześcijanina oraz konieczność skrupulatnego sprawowania oraz podchodzenia do nich z pietyzmem, powagą i szacunkiem. Doniosłość chrztu i Wieczerzy w poglądach baptystycznych nie polega jednak na uznaniu ich sprawczego dla relacji człowiek-Bóg charakteru. Prymat w kształtowaniu tej relacji ma bezpośredni, niezapośredniczony w żaden sposób, pierwotny kontakt konkretnej osoby z Bogiem. Baptyści przenieśli w swej teologii sakramenty z obszaru zbawienia do porządku uświęcenia. Sakramenty ich zdaniem nie służą na etapie inicjacji zbawczej relacji z Bogiem, są zaś pomocą na drodze życia chrześcijańskiego jako potwierdzenie, umocnienie posiadanej już – dzięki samej wierze – więzi jednostki ze Zbawicielem. Inne postrzeganie ich roli, szczególnie uznanie za sposób inicjacji chrześcijańskiej (przeniesienie do porządku zbawienia), stanowi według myśli baptystycznej zagrożenie dla radykalnie pojmowanej zasady sola fide. W tym sensie poprawne postrzeganie obu ustanowień ma dla baptystów wielkie znaczenie, zaś odstąpienie od tej perspektywy jest w ich opinii niebezpieczne dla właściwego rozłożenia akcentów w doktrynie i praktyce chrześcijańskiej. Determinację baptystów przy plasowaniu sakramentów w porządku wzrostu chrześcijańskiego a nie inicjacji chrześcijańskiej ostro wyakcentował wielki orator baptystyczny Karol Spurgeon (1834-1892): „Nie mogę tak jak George Fox, zrezygnować ze sprawowania chrztu i Wieczerzy Pańskiej, lecz zdecydowanie tak właśnie wolałbym postąpić, uważając to za mniejszy błąd niż sprzyjać wywyższaniu chrztu i Wieczerzy ponad to, do czego są przeznaczone.”

Restytucjonizm baptyzmu nakazuje mu sprawować oba sakramenty w precyzyjnie nowotestamentowym kształcie. Wieczerzę Pańską udziela się pod obiema postaciami, co nie nasuwało w protestantyzmie żadnych wątpliwości. Inaczej stało się w wypadku chrztu – od zarania Reformacji powstał spór między wielkimi reformatorami a anabaptystami. Podobnie baptyści znaleźli się w nurcie kontestatorów odziedziczonej po średniowieczu teologii i praktyki chrzcielnej. Odmienne od innych protestantów potraktowanie tego obrzędu wyróżniło ich, stało się ich potocznym znakiem rozpoznawczym i źródłem ich nazwy (ang. Baptist – chrzciciel), będącej początkowo zwykłym przezwiskiem. Analizując specyfikę baptystycznego poglądu na chrzest należy wskazać na ich opinię o właściwym uczestniku chrztu, właściwej formie chrztu i właściwym pojmowaniu jego skutku – najlepiej w tej kolejności, gdyż indywidualizm baptyzmu i nauka o soul’s competency nakazuje naprzód pytać, jaki jest jego stan duchowy. Baptyści domagają się, by do chrztu dopuszczać tylko tych, którzy mają fides viva, żywą ufną wiarę skupioną na Jezusie, którzy stali się Jego uczniami, a więc w przypadku których już, a więc jeszcze przed chrztem, zainicjowane zostało życie chrześcijańskie. Dla nich jest chrzest, jako wyraz, zewnętrzna manifestacja wewnętrznej realności – zanurzenia w spowodowaną przez krzyż śmierć Chrystusa i wynurzenia ku nowemu życiu i zmartwychwstaniu. Baptyści chrzczą tych ludzi, bo taki jest ich zdaniem porządek ukazany w Nowym Testamencie, ale też bo ma on sens w świetle nauki o sola fide. Decyduje więc o tym zwykła chęć wierności biblijnemu Słowu. Baptyści nie są nowochrzczeńcami, gdyż chrzczą tylko raz tam, gdzie nie było biblijnego chrztu, tak jak inni protestanci nie uznają za Wieczerzę obrzędu, w którym zaniedbano jej znak. Nie poszukują okazji do powtórnego chrzczenia – nie praktykują chrzcin swoich dzieci, a to dlatego, by po osiągnięciu odpowiedniej dojrzałości mogły one przyjąć poprawny chrzest lub żadnego. Ruch baptystyczny zabiega o nowotestamentową formę chrztu – jest ona właściwa wówczas, gdy katechumena zanurza się całkowicie w wodzie w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Pokropienie lub polanie nie oddaje głębokiej symboliki (totalne pogrążenie w Jego odkupieńczej mocy) ustanowionego przez Chrystusa aktu. Co do działania chrztu baptyści akcentują, iż jest on samym – ale przecież brzemiennym w skutki dla naszej jaźni – znakiem. Nie jest on jednak konieczny do zbawienia – chrzest nie zbawia, nie przynosi usprawiedliwienia, które dosłownie jest sola fide. I tak wbrew mylnym wyobrażeniem chrzest nie jest jakimś centralnym skopusem baptyzmu, jego pierwszorzędną nauką czy praktyką. Ma swoje miejsce jako symboliczny akt w życiu chrześcijanina, odgrywający w nim taką rolę jak ceremonia ślubna dla małżonków – nie wywołuje ich miłości, ani nie tworzy ich związku, natomiast jest formalnym przypieczętowaniem ich woli bycia razem. Podobnie chrzest w wodzie jest publicznym świadectwem wierzącego o opowiedzeniu się za Jezusem i na oczach wszystkich wprowadza wyznawcę Pana do widzialnego zboru, wspólnoty takich jak on świadomych chrześcijan.

9. [Misyjność baptyzmu] Jeśli sola fides przesądza pojednanie grzesznika z Bogiem, to znaczy, że chrześcijaninem nie można się stać przez samo urodzenie się w chrześcijańskiej rodzinie, przez samo uczestnictwo w życiu religijnym Kościoła etc. Przyjście do Boga musi mieć wymiar osobistego oddania, świadomego powierzenia się Zbawcy. Zdaniem baptystów misją Kościoła jest uwrażliwianie każdego człowieka na ten fakt, pobudzanie go do rezolutnej decyzji wiary, czego nic nie może zastąpić. Każdy z nas, bez wyjątku, pobudzony przyjaznym i miłosiernym zaproszeniem Boga, indywidualnie musi przyjść w wierze do zdroju Bożej zaspakajającej nasze serce obfitości. Wynika stąd konieczność ewangelizacji czyli konfrontowania każdej jednostki z ofertą Chrystusową ujawnioną w Ewangelii. Nikt nie może pozostać poza zakresem tej egzystencjalnie decydującej dla grzesznika i Kościoła misji. Kościół jest przeto według ideału baptystycznego Kościołem misyjnym i w konsekwencji Kościołem konwertytów. Stanowi wspólnotę ludzi, którzy bez względu na pochodzenie, stan społeczny, rasę, płeć, język muszą przebyć drogę osobistego nawrócenia, pokornego stawienia się pod Krzyżem Jezusa. Każdy sam musi przeto stać się chrześcijaninem, nie odziedziczy tego stanu w spadku, nie otrzyma go automatycznie. Również dzieci baptystów, od początku wychowywane i kształcone w duchu chrześcijańskim, same muszą stać się uczniami Chrystusa, przyjąć lub odrzucić drogę wiary. Baptysta naprzód musi sobie odpowiedzieć, czy sam jest owocem misji, czy dotarła do niego Dobra Nowina, czy ją przyjął i przyswoił jej skarby. Jako drugi krok, musi zapytać, czy w naturalny sposób dalej rozdziela dobrodziejstwa Bożego zbawienia, podając innym chleb, którym na co dzień się karmi. Moc nowego życia, dana każdemu, kto prawdziwie przyswoił zbawienie sola fide, przynagli wierzącego do krzewienia życiem i mową radosnej wieści o biorącym nas w swoje ręce Bogu.

„Jeder Baptist ein Missionar” – to hasło ojca baptyzmu niemieckiego i wschodnioeuropejskiego, Johanna Gerharda Onckena (1800-1884) wyraża istotę i program misyjności tej konfesji. Misja – głoszenie Chrystusa i rozszerzanie Jego Kościoła – jest instrumentem zbawiania jednostek, przemiany społeczeństwa, satysfakcji chrześcijan i żywotności Kościoła. Ożywia ona dusze wiernych, stanowi jednocześnie dynamiczną podnietę dla teologii, duszpasterstwa, liturgii i innych wymiarów codziennej praktyki kościelnej. Nie jest ona przy tym pomyślana w baptyzmie jako działanie na rzecz prosperity tylko jednego wyznania czy denominacji – jest to sianie dla Królestwa Bożego jako całości, gdyż Pan przeznaczył miejsce dla każdego swojego dziecka w różnych obszarach Kościoła powszechnego. Baptyści podkreślają, iż bez ustawicznego wysiłku misyjnego Kościół jest niepełnosprawny, brakuje mu kluczowego wymiaru istnienia i w efekcie obumiera. Nie ma przy tym krajów nie-misyjnych, krajów chrześcijańskich – misja jest potrzebna zawsze i wszędzie, co z taką mocą podkreślał chociażby William Carey (1761-1834), „ojciec protestanckiej misji zamorskiej”. Baptyzm, który nigdy nie był i nie chciał być Kościołem państwowym, cały swój potencjał dziesiątek milionów dusz osiągnął w drodze ustawicznego wychodzenia do chcących posiadać związek nim ludzi. I dzisiaj zbory baptystyczne systematycznie, stopniowo się rozwijają, doświadczają stabilnego wzrostu, pozyskując dla tej wizji chrześcijaństwa ludzi chcących przez wiarę karmić się chlebem życia, którym jest Jezus.

B. W relacji do świata zewnętrznego

1. [Baptystyczna krytyczna afirmacja porządku doczesnego] Jeżeli samo ufne zdanie się na Jezusa powoduje momentalne, pewne i trwałe pojednanie z Bogiem, to upadły, zepsuty grzesznością świat zaludnia się osobami zespolonymi (nie dzięki swoim osobistym możliwościom a propter Christum) z Boskością. Królestwo Boże, Boże panowanie i zamieszkiwanie w szczerze wierzących w Jezusa, obecne jest już pośród doczesności, zdobywa ją, zwycięża. Ma ono moc nad demonizmem czynnym w przyrodzoności, przepędza go, oddaje – tam gdzie są poddani tego Królestwa – w zależność od zbawczej Nowości. Królestwa nie da się zawęzić do eremów, pobożnych zgromadzeń, instytucji i aktów religijnych, ale panując w sercach posiadających sola fides, szturmuje ono wszystkie sfery życia – nie będzie więc już obszarów „świeckich” i „sakralnych”, bo przedchrystusowo rozumiany sakralizm jest zakwestionowany jako simul peccator, zaś świeckość może być od momentu wydarzenia Chrystusa simul iustus. Wobec tych faktów, nie sposób głosić przekleństwa rzeczywistości doczesnej, trzeba raczej widzieć ustawiczne i stałe przenikanie jej przez Boga, który żyje w życiu ludzi Jezusa. Baptyzm, należąc do głównych propagatorów naszkicowanego spojrzenia przeprowadza tego rodzaju zasadniczą afirmację rzeczywistości ziemskich. Cały świat jest wyzwaniem dla uczniów tronującego Pana, mogą go „zamieszkać”, zasiedlić, wchodząc we wszystkie jego obszary ze swoim nowym życiem. Kultura zasługuje na akceptację, należy ją zmieniać, by stała się dobrem wspólnym także dla chrześcijan, ale nie jest dla naśladowców Chrystusa obszarem obcym, niedostępnym, zakazanym. Wspominany radykalizm baptystów nie może być jednak odczytywany jako radykalizm antyświatowy, skłaniający do ucieczki od świata, jak to było w przypadku niektórych – zresztą przymuszonych do tego przez niszczące brutalnie ich siły – anabaptystów. Baptyści afirmując cywilizację, wchodzą w sam jej środek, czynnie współtworzą ją, pełnią w jej ramach swoje powołania, praktykując zarazem swój ideał etyczny na sposób Weberowskiej „ascezy wewnątrzświatowej”. Chcą być naśladowcami Jezusa pośrodku tego świata, w ramach swojego zawodu, funkcji, powołania życiowego, a nie obok niego, budując jakiś swój świat (Sonderwelt, Antiwelt). Baptyści też nie mają złudzeń co do możliwości chrześcijan w tym świecie – nie uczynią doczesności królestwem Bożym, ani sami nie osiągną nieskazitelnej doskonałości. Tamę marzycielstwu i perfekcjonizmowi stawia świadomość grzeszności świata i człowieka, czemu kres postawi dopiero Eschaton. Krytyczna afirmacja świata i cywilizacji, także tych obszarów świeckości, które nie posiadają wyraźnych odniesień do Boga, nie musi być jednoznaczna z pochwałą poszczególnych etyk, poszczególnych zachowań, przyjmowanych w tym świecie.

Chrześcijanie mają żyć pośród świata, jako jego sól i światło, czynić dobro na rzecz wszystkich. Posiadają mandat do zaangażowania w sprawy doczesne, nadawania im nowego ewangelicznego kształtu, porządkowania nieładu powodowanego ustawicznie przez nas grzeszników. Tak myśląc, baptyści nie stronili od udziału w newralgicznych obszarach życia społecznego i pełnienia kluczowych funkcji publicznych. Byli głowami państw, marszałkami parlamentów, szefami rządów, ministrami, prezesami sądów najwyższych, dyplomatami, reformatorami społecznymi, generałami, policmajstrami etc. Prezentując taką postawę opisywane zaangażowanie traktują zwykle jako działanie na własną odpowiedzialność indywidualnych osób, a nie jako przejaw działalności zborów. Zbór powinien być bowiem co do zasady neutralny politycznie, oddany misji religijnej i społecznej – na tyle na ile się da możliwie apolitycznej. Celem nie jest narzucenie rządów chrześcijańskich społeczeństwu, wprowadzenie dyktatury religijnej, ale raczej przenikanie społeczeństwa, kierując go ku temu, co korzystne dla ogółu ludzi, zarówno dla chrześcijan i niechrześcijan, chcących takimi pozostać. Na przestrzeni wieków baptyzm potrafił z konsekwencją samoograniczać się w ramach swych roszczeń publicznych, zasadniczo respektując świecką autonomię społeczeństwa. Wraz z wykształceniem się w XX w. fundamentalizmu protestanckiego znaczące kręgi baptystów za Atlantykiem zdają się odchodzić od tej tradycji, stając się jedną z głównych podpór północnoamerykańskiej konserwatywnej prawicy i jej antyindywidualistycznego (kolektywistycznego) programu.

2. [Baptystyczny postulat świeckiego demokratycznego państwa prawa] Głównym imperatywem determinującym klasyczny baptystyczny stosunek do otoczenia jest wzgląd na przyrodzoną godność – mimo że grzesznej – jednostki. Przekonanie o soul’s competency (prawda źródłowo wzięta z zasady materialnej), o nieskończonej wartości nieśmiertelnej duszy, każe ją chronić, stwarzać jej warunki spokojnego rozwoju (a szczególnie wyrażenia wiary), gwarantowane przez władzę publiczną. Wołanie o wolność sumienia dla bez wyjątku wszystkich, mimo że rozszerzyło się na zabieganie baptystów o inne wolności i prawa człowieka, pozostało naczelnym przedmiotem troski dla tej grupy konfesyjnej. Ponieważ przyjęcie Ewangelii jest sprawą osobistą, nikomu nie wolno ingerować w ten święty obszar – tym bardziej państwu. Baptyści ogłosili niekompetencję państwa w sprawach wiary i światopoglądu, stanęli po stronie rzeczników rządu ograniczonego (państwa prawa), stali się nowożytnymi autorami idei rozdziału Kościoła i państwa, a w następstwie zabiegali o życzliwą świeckość państwa. Państwo nieingerujące w sferę prywatną obywateli, nieróżnicujące obywateli ze względu na ową prywatność (do zakresu której należą i sprawy religii), staje się dobrem wspólnym, państwem nas wszystkich, bez względu na afiliację wyznaniową itp., który to ideał stanowi przedmiot publicznych zabiegów baptystów kultywujących tradycyjne dla tej konfesji podejścia do zagadnień społecznych.

Demokratyzm stanowiący jedną z podstaw baptystycznego życia kościelnego musiał się przełożyć na zachowania społeczne baptystów. Jeśli każdy członek zboru przez głosowanie decyduje o wszystkich, w tym także najważniejszych, sprawach, to ma zrozumienie i przekonanie do demokracji w państwie, a w konsekwencji dla konstytucyjnego systemu rządów. Wie jak głosować, jak uczestniczyć w procesie politycznym w państwie i poszczególnych obszarach życia społecznego. Baptyści zdawali się przy tym wierzyć w pozytywne konsekwencje pełnej wolności – państwo demokratyczne, gwarantujące wolność jednostki, życzliwie oddzielone od instytucji religijnych, jest obszarem, gdzie bez presji, pomimo możliwości religijnych błędów i sprzecznych z wiarą postaw, ludzie swobodnie mogą wchodzić w spełniającą relację z Panem.

IV. Baptyzm – krzewiciel ideałów protestantyzmu

W polskim piśmiennictwie teologicznym tradycyjnie daje się odczuć brak wnikliwych opracowań na temat protestantyzmu anglosaskiego. Dzieje się to ze szkodą dla całościowego postrzegania stanu chrześcijaństwa światowego, w tym i jego ewangelickiego nurtu, gdyż protestantyzm języka angielskiego (amerykański, brytyjski, australijski), niezależnie od swoich obciążeń, charakteryzuje się potęgą statystyczną i materialną, nadzwyczajną żywotnością i ekspansywnością, tudzież wybitną zdolnością opiniotwórczą. Jednocześnie posiada znaczący dorobek teologiczny, stwarza publicity i warunki do pracy teologów z innych kręgów kulturowych, absorbuje uwagę najwybitniejszych luminarzy teologii w ogóle. Obok wielkiej akademickiej teologii niemieckojęzycznej, bez której nie sposób uprawiać porządnej „roboty” teologicznej, właśnie znajomość anglosaskiej myśli protestanckiej, tudzież jej bazy w postaci dynamicznych Kościołów tego kręgu, pozwala przyjąć właściwą perspektywę co do potencjału protestantyzmu w skali globalnej. Baptyzm, powstały blisko początków Reformacji brytyjskiej, na przestrzeni swej kilkuwiekowej historii współtworzy w doniosły sposób tę rzeczywistość. Poprzez pielęgnowanie kluczowych wartości protestanckich, praktykowanie ich w stanowczy sposób, wpływa na stałą obecność tych wielkich ideałów w anglosaskim kręgu, z którym jest tradycyjnie związany, ale i na rozleglejszym obszarze, na tereny gdzie chrześcijaństwo ewangelickie jest mniej zadomowione. Jego wieloraki potencjał i zwyczajowa determinacja w krzewieniu swego orędzia pozwala przypuszczać, iż baptyści i w przyszłości będą radykalnymi reprezentantami ideałów Biblii i Reformacji, nawet wobec zacierania się ich znaczenia w innych środowiskach kościelnych. Warto więc baptyzm znać i śledzić jego poczynania, gdyż niesie on ze sobą naczelne protestanckie wartości, co nie bez dumy wyraził Walter Rauschenbusch: „Będąc baptystą jestem zdecydowanym protestantem”.

Prof. dr hab. Tadeusz J. Zieliński –
adiunkt w Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej
wykłada także w Wyższym Baptystycznym Seminarium Teologicznym
w Warszawie

Artykuł ukazał się w kwartalniku „Myśl Protestancka”

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s