Ewoluujący bogowie nauki

 

Współczesna nauka tworzy własne postrzeżenia Boga. Sednem tych projektów jest odrzucenie objawienia Pisma i odtworzenie natury Twórcy w oparciu o obserwacje i wnioski zaczerpnięte ze współczesnej fizyki, czy nauki jako takiej. Zazwyczaj koncepcje te łączą dwa wątki: deistycznego Poruszyciela/Projektanta, oraz Istoty rozwijajającej się razem ze wszechświatem. Niektóre z tych projektów pojawiają się również w świecie chrześcijańskim, próbując otworzyć sobie drzwi do kościołów przez schrystianizowanie brzmienia używanych przez siebie pojęć.

Niniejszy artykuł to skrót rozdziału z książki John Byl, „The Strange Gods of Modern Cosmology”, w: God and Cosmos: A Christian view of time, space and the universe, Edinbourgh 2001, 133-152. Gdzieniegdzie dodałem komentarz a na koniec podsumowanie.

 

  1. Ewoluujący bóg teologii naturalnej w wizach poprzedzających współczesną naukę.

     

Dla współczesnej kosmologii podstawową kategorią opisującą świat jest ewolucja. Cały wszechświat wraz z swą zawartością rozwinął się z pierwotnej jedności. Oznacza to, że również bóg, skoro ma istnieć, musi być częścią tego procesu.

 

<Pierwszym, który mówił o ewoluującym bogu był niemiecki idealista Fryderyk Schelling (1775-1854), który w 1810 r. wprowadził go we wszechogarniającą zasade zmiany. Jego zdaniem bóg jest poddany cierpieniu, zmienia się, a doskonały stanie się w dalekiej przyszłości. Bóg jest albo rozwijającym się procesem ewolucji, albo finalnym jej produktem.

 

Henryk Bergson (francuz) (1859-1941) w 1907 r. wydał Stwórczą Ewolucję, która rozwinęła tą myśl. Twierdził, że stawianie się jest pierwotniejsze niż bycie. Ewolucję uznawał za stwórczą moc, która stwarzała to, co jest, zawsze nowego i nieoczekiwanego. Natura jest organiczną jednością, której sens nadaje pchanie jej w rozwoju przez bezosobową Siłę Życia, której cele są nieodgadnione.

 

Samuel Aleksander (1859-1938) uważał, że pierwotna jest czasoprzestrzeń, która wytwarza najpierw materię, następnie życie, następnie życiue świadome (myślące). Ale to nie koniec. Kolejny etap to „bóstwo”: jak umysł istnieje w życiu (biologicznym), tak bóstwo w umyśle. Większość umysłów jednak nie osiągnie poziomu bóstwa. Celem wszechświata jest doprowadzić do powstania bóstwa w owej wyjątkowej klasie ludzi. Ich zbiorowość stanowi Boga.

 

Ciekawe jest zauważyć w tym miejscu podobieństwo do koncepcji „zbiorowego Chrystusa” w Ruchu Trzeciej Fali. Ów „zbiorowy Chrystus” to Bóg wcielony przez moc w człowieka, a konkretnie swój kościół. Przebóstwienie Kościoła (przez poddanie się Bożej mocy) to powtórne przyjście Jezusa Chrystusa na ziemię; to, które mylnie kościoły chrześcijańskie uważają za przyjście w ciele Osoby ich Zbawiciela.

 

 2. Współcześni ewoluujący bogowie nieschrystianizowani

 

Paul Davies, fizyk, opisał swą teologię w God and New Physics: „może to się wydać dziwaczne, ale moim zdaniem nauka oferuje pewniejszą ścieżkę ku Bogu niż religia.” Jego zdaniem nauka wskazuje na istnienie Boga. Po pierwsze, by istniało prawo entropii (rozkładu), ktoś najpierw musiał wszystko „złożyć” i „zaprojektować”. Po drugie, jak na świat przypadkowy, jest w nim zdecydowanie zbyt wiele regularności.

 

Jest to Bóg naturalny – pochodzący z tego samego źródła co świat; nie tyle stwarzający wszystko, co istnieje, ale raczej istniejący obok wszystkiego; „superumysł” nadający kształt chaosowi dla własnych celów. Jest wszechmocny, ale tylko w granicach natury.

 

Nasuwa się tu pytanie: skąd się wziął? W jakim sensie „naturalne” było jego pojawienie się w chaosie? Dalej, jego pojawienie się z konieczności zakłada jakąą wolę wyższą – a skoro jej nie ma, to czy jego istnienie nie wydaje się absurdalne? Musiałby wtedy jako doskonała istota powstać z przypadku; jego istnienie, które miało tłumaczyć porządek w naszym świecie, staje się jeszcze większa zagadką.

 

Freeman Dyson, fizyk, opisał swego boga w Inifnite in All Directions. Zadziwia go zdolność umysłu panowania nad materią. Twierdzi, że jest to podstawowe prawo natury: „Umysł jest cierpliwy. Czekał 3 biliony lat na tej planecie by się pojawić. Może poczekać kolejne 3, by rozprzestrzenić się w galaktyce.” taki umysł ogarniający wszechświat słusznie możemy nazwać Bogiem – gdyż jest już czyms innym niż umysł ludzki. Taki Bóg będzie albo umysłem świata, albo zbiorowością umysłów światów. Na razie my jesteśmy nadzieją tego bytu – jako najbardziej rozwinięte umysły. Jesteśmy więc w tym sensie boscy, że w boga się przerodzimy – w czasie, przez naukę i dojrzewanie. Wszechświat jest więc otwarty; przypadek istnieje; Bóg jest skażony niewiedzą jak my. W naszym rozwoju istnieje jednak jakiś nieznany nam ale pchający nas „instynkt rozwoju ku boskości”, którego zamysł okaże się w przyszłości.

 

Skąd ten instynkt sie wziął? Jeśli wszystko się rozwija, on również się rozwija, a jednak, by „mieć zamiary” przekraczające możliwe zdolności, musi być ponad rozwój, choć nie może.

 

Fred Hoyle w The Intelligent Universe, przedstawia wizję boga samo-powołującego się do istnienia. Rozpoczyna od wątpienia w możliwość rozwoju nieożywionego w ożywione – argumentując ze złożoności ożywionego. Jego zdaniem ożywione (jako bakterie) pojawiło się w naszym świecie spoza niego. Próbuje również rozwiązac problem obserwacji, że wbrew prawu entropii istnienia żywe nie tylko nie dążą do chaosu, ale ulegają postepującemu zorganizowaniu. Skąd się bierze? Z własnej przyszłości. Jet to tak rozwinięta inteligencja, iż kontroluje nie przyszłość, ale przeszłość (backward causation). Tam istnieje bóg, który tworzy własną przeszłość. W tym sensie życie powstało ponadnatrualnie – aktem swtórczym owej istoty.

 

Frank Tipler w The Physics of Immorality twierdzi, że wrogość między nauką i chrześcijaństwem się skończyła. Nauka znalazła swego Boga; teologia jest jedną z dziedzin fizycznej kosmologii. Historia dąży do Punktu Omega (końca), kiedy „wszechmocny, wszechwiedzący Bóg wzbudzi z martywch wszystkich ludzi, byśmy żyli na wieki w sferze, która zgodna jest z judeo-chrześcijańską wizją nieba.” Jak to możliwe? Świat jego zdaniem jest zamknięty; ciagle się rozszerza, ale dojdzie do pumnktu szczytowego, kiedy zacznie się kurczyć. Do tego momentu życia przejmie kontrolę całkowicie nad materią; będzie wszechobecne, wszchmocne i wszechwiedzące. Ów moment zgięcia (Big Crunch)- Tipler nazywa Punktem Omega. Będzie to powstanie nowej Osoby – doświadczającej wszystkiego zawsze – wiecznej, jednocześnie transcendentnej (ponad wszystkim) i immanentnej (we wszystkim). To wciąż Bóg systemu, nie poza nim. Ów punkt stwarza nowa historię – one wciąż się tworzą w „fali.”

 

Należy podkreślić, że z punktu widzenia nauki pogląd ten przeczy rzeczywistości: Punkt Omega byłby czymś zupelnie innym, gdyby w ogóle miał sie pojawić.

 

 

 3. Współczesni ewoluujący bogowie schrystianizowani

 

Pierre Teilhard de Chardin (1881-1955), jezuita i paleontolog, publikacje zakazane przez KRK za jego życia, próbował połączyć nauke i chrześcijaństwo twierdząc, że chrześcijaństwo to religia ewolucji, przede wszystkim w Fenomenie człowieka (1959).

 

De Chardin uważał, że podstawową cechą bytu wszechświata jest samo-świadomość, obecna w materii od samego jego powstania. Wszystkie istnienia, materialne i nie, posiadają swą psychikę, coś „w środku”, oraz materialną, to „poza.” Proces ewolucji, któremy wszechświat jest poddany działa dwojako: rozwija zarówno zewnętrzną złożoność jak wewnętrzną psyche; oba skończyły się w człowieku. Przyszłością ewolucji jest więc człowiek. Synteza obu obecna w sztuce i nauce dowodzi, że ewolucja posługiwać się będzieb teraz człowiekiem.

 

Najwyższa możliwa synteza obu wymiarów nastąpiła w Punkcie Omega, którym był Chrystus. On był celem stworzenia. Chrysytus jest więc jednoczącym celem wszechświata, ponieważ osatecznie wszystko łączy się w nim, pobudzająca wszechświat energia, oraz zasada kompletności, spełnienia – ze względu na jego doskonałość.

 

Przyszłość świata nie jest jednak pewna. Chrystus jest archetypem, który jest wzorem, którego mamy wolność jako ludzie naśladować bądź nie. Stąd celem człowieka jest ewoluowanie ku głębszemu duchowemu zjednoczeniu. Bóg jest obecny we wszystkim, a szczególnie w owym procesie ewolucji. Bóg zanurza się w swym stworzeniu, walczać o jego zwycięstwo w przyszłej doskonałości; Boże wcielenie trwa w świecie. Stąd miłość do Boga i świata są tożsame. Przez pracę, nauke, politykę, działania społeczne, jednoczymy się z Chrystusem. Bóg, kóry jest światem, ewoluuje w Chrystusie przez nas; stąd pogląd ten nazywany jest „chrześcijańskim panteizmem.”

 

Teologia procesu, najbardziej schrystianizowana forma teologii ewoluującego Boga, ma swe źródło w myśli Alfreda Northa Whiteheada (1861-1947). W swym głównym dziele, Process and Reality (1929), podkreśla znaczenie procesu i stawania się.

 

Teologia procesu odrzuca zarówno Boga teizmu (odrębnego od świata) jak panteizmu (Boga będącego światem). To pan/en/teizm – wszystko w Bogu. Świat jest ciałem Boga. Bóg ma równiez umysł, ale zalezy on od ciała. Stworzenia są „komórkami” w jego ciele.

 

Zdaniem Whitheada Bóg jest „dwubiegunowy”: posiada zarówno nature pierwotną, jak następującą. Z punktu widzenia swej pierwotności, Bóg jest „nieograniczoną, wszechbogatą potencjalnością realizacji”. W tym stanie nie ma świadomości; jest źródłem jedności i porządku świata (por. komórka ludzka). Jest niezmienny i nieskończony.

 

W swej przyszłej naturze Bóg jest świadomy, jest „realizacją faktycznego świata zgodną z jego naturą, poprzez przemiany jego mądrości.” Jest tu ograniczony, zalezny od świata, ciągle się stawający. „Bóg jest wielkim towarzyszem – cierpiącym i rozumiejącym.” Jest zarówno źródłem porządku jak i źródełm zaskakujących, nowcyh zmian (również dla siebie samego).

 

Wszechświat jest współwieczny, razem z Bogiem. Bóg jedynie nadaje światu kształt. Nasz wszechświat jest jednym z mołżiwych wszechświatów; zostanie zastapiony innymi, możliwymi.

 

Bóg nie zna przyszłości, która jest całkowicie nieskrępowana. Przyszłośc określona niszczy wolność człowieka. Boża wola to nie wszystko obejmujący plan, al;e raczej wytyczne, które w Bogu się nie zmieniają, i które stara sie realizować. Stara się, bowiem z definicji nie może uczynić wszystkiego- może wpływać na świat, ale nie trzyma go w swym ręku. Boża moc nad natura i człowiekiem jest ograniczona. Bóg raczej inspiruje niż powoduje, kocha niż kontroluje.

 

Człowiek jest największą okazją Boga, by wpłynąć na świat. Człowiek jest niezależny, współtworzy świat z Bogiem. Decyzje człowieka sa tak samo wolne jak Boże. To oznacza, że przyszłośc jest otwarta; świat sam siebie pcha, przy dużym udziale Boga. Nie istnieje jakis istotny moment w przyszłości, do którego trzeba dojść. Proces działa – to wszystko.

 

Pytanie, które się nasuwa, to: kim był Chrystus (i co to znaczy, że był Bogiem?)? Co ze zmartwychwstaniem, jego powrotem i życiem wiecznym? Co z wszechmocą i panowaniem Boga nad przyszłością?

 

Powód atrakcyjności tego poglądu to pozór rozwiązania problemu zła: Bóg nie jest za nie odpowiedzialny, skoro nie ma nic wspólnego z naszymi decyzjami, prócz etycznie nie budzącego sprzeciwu zachęcania do dobra. Jednak: Bóg, który nie wybiera obdarzenia wolnością, lecz nie może obdarzyc wolnością z założenia – bo ona jest w człowieku niezaleznie od Niego – przestaje być Bogiem Biblijnym w jakimkolwiek sensie.

 

 

 4. Życie po śmierci?

 

Ewoluujący Bóg, poza faktem, iż nie jest Bogiem Wszechmocnym i trójjedynym, rodzi problemy z wizją przyszłości.

 

Po pierwsze, chrześciijańska nadzieja powrotu Chrystusa jako koniec tego wieku i rozpoczęcia wieczności, jest trudna z nią do pogodzenia. Podobnie piekło i niebo.

 

Fred Hoyle uważa, że życie po śmierci jest koncepcją błędną. Choć ma nadzieję, że może w przyszłości, dzięki technologii, coś się może zmienić. Do tego czasu wszyscy idą do piachu. Podobnie Freeman Dyson Tipler, którzy jednak są w swej nadziei bardziej optymistyczni – liczą na rekonstrukcję z naszego DNA kopii nas w przyszłości. Teilhard niestety nie wierzy w życie duszy bez materii. Człowiek przetrwa jako gatunek, nie jako określone jednostki.

 

Teolodzy procesu odrzucaja piekło i niebo, oraz osobistą nieśmiertelność. Ludzie będą żyć, zdaniem jednego z nich – Ogdena – w pamięci Boga, czego nie będziemy jednak świadomi. John Cobb wyjaśnia, że w wszechświecie procesu nie istnieje oddzielenie duszy od ciała. Jesli dusze wyłaniają się z fizycznego wszechświata, to do niego należą. Nie ma więc miejsca na dusze po śmierci.

 

Podsumowując: wizja zdeterminowanego naturalną ewolucja Boga bądź człowieka podważa zdolnośc istnienia duszy gdy umiera ciało. Jest ona bowiem nierozerwalnie związana z ciałem.

 

 

 5. Ewolucja w Biblii: czy więc jej nie ma?

 

Biblia po pierwsze, oddziela byt Boży od reszty. Istnieje sam z siebie i przez siebie; niczego i nikogo do istnienia nie potrzebuje, natomiast wszystko potrzebuje Jego opieki i pomocy (J 5:26; ). On jest wielkim „Ja jestem”. Jest niezależny od stworzenia, podczas gdy stworzenie jest zależne od Niego (Ps 50:12; Rz 11:33-34; Rz 9:19; Obj 4:11; Ps 115:3; Iż 40:18; Dz 17:25; Dan 4:31-32; 1Tm 6:16). Bóg jest jedynym niestworzonym i niesmiertlenym. Cała reszta istnienia jest stworzona i zależna w swym istenieniu od Boga.

 

Mówienie o stawaniu się Boga zakłada jego niedoskonałość. Bóg nie staje się nikim więcej, niż zawsze był. Natomiast w dynamice więzi między Ojcem, Synem i Duchem, Bóg staje się (w sensie: jest dla drugiego; angażuje siebie; cieszy się i kocha) cały czas. W tym sensie Bóg staje się dla nas w Chrystusie tym, kim odwiecznie dla siebie jest. Nie zakłada to jednak jego niedoskonałości i ograniczenia.

 

Istnieje kilka wskazówek w Biblii, że człowiek jest stworzenie ewoluującym w sensie dojrzewania, stawania się kimś innym, jednak nie kimś innym niż człowiekiem. Bóg stworzył człowieka dla określonego celu (zarówno doczesnie jak wiecznie); Bóg ma względem człowieka plany. W końcu, nieuchwytność doskonałości Bożej przez człowieka wraz z jego do Boga podobieństwem kreślą wizję ciągłego upodabniania się człowieka do Boga, na podobieństwo jego Wcielonego Syna, Jezusa Chrystusa, którego wcielenie gwarantuje, że nigdy nie zabraknie nam inspiracji.

Odwieczny Syn, stając się człowiekiem, stał się kimś, kim nie był. W tym sensie Wcielenie jest zmianą. Nie jest jednak ewolucją. Bóstwo Chrystusa nie dopełniło się; nie stało sie doskonalsze. Raczej, wyraziło przez ową zmianę ofiarną miłość (ogałacająca się, wypierającą siebie – Flp 2), która uprzednio w Bogu istniała. Przyjście Syna Bożego więc jest ewolucją człowieka, ale nie Boga. Chrystus, Bóg wcielony, staje się źródłem zmian w człowieczeństwie, ale nie w Bogu. Bóg jest tym bardziej wszystkim we wszystkim; nie tylko Bogiem, ale i najdoskonalszym i najważniejszym człowiekiem.

 

 

 

 

 

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s