Wolność

M. Wichary

wolnoścWolność to pojęcie bardzo zwodnicze. Wszyscy chcą być wolni, przy czym różne koncepcje wolności wzajemnie sie wykluczają.  Na czym więc polega bycie wolnym?

 

W najogólniejszym sensie, myślę, na  zdolności realizacji swoich pragnień.  W tym sensie wolny jest zarówno pijak, który żyje, aby pić, narkoman, który żyje, aby ćpać,  jak naukowiec, żeby odkrywać jakieś nowe zjawiska, biznesmen by zarabiać więcej pieniędzy, chrześcijanin, aby chwalić Boga, czy morderca-sadysta, aby zabijać i czerpać z tego satysfakcję.  Oczywiście, o ile ktoś/ coś nie stawia im wszystkim bariery w realizacji owych pragnień.

Te pragnienia są różne, bo ludzie są różni. Niektóre z nich zostałyby ocenione negatywnie. Niektóre napotykają na bariery społeczne. Wynikają one zarówno z ostracyzmu otoczenia(wartościowania negatwynego naszych określonych postaw, co ma wpływ na nasze działanie)  jak z wchodzenia w kolizję ze stanowionym prawem.

 

Tu pojawia się rola regulująca wolność zarówno ze strony rodziny, kościoła, społeczeństwa, pracodawcy jak elit i władzy.  Wszystkie te grupy w jakiś sposób ograniczają realizację naszych pragnień. Lojalność względem każdej z nich wymaga tego nieuchronnie.  Często zdarza się również tak, że lojalność względem jednej oznacza wejście w kolizje z drugą. Np. troska o rodzinę może oznaczać naginanie prawa (gdy np. obsadzamy jakies stanowisko w urzędzie ze względu na krew a nie kwalifikacje);  pragnienie wychowania dzieci zgodnie z sumieniem może oznaczać wejście w kolizję z rządową wizję edukacji;  nauczanie moralne kościoła może wchodzić w kolizję z opiniami elit czy władzy; pragnienie zachowania pracy może oznaczać wejście w kolizję z kościelna wizją cyklu pracy i odpoczynku czy też własnym sumieniem, ukształtowanym przez naszą wiarę. W skrócie, instytucje te, czy też grupy, wymagając od nas lojalności, posługują się określonym zestawem ograniczeń dla naszych pragnień, działając w przekonaniu, że chronią nas przez to od działań samodestrukcyjnych i prowadzą do rozwoju/ dojrzałości.

 

Newralgiczna jest rola władzy świeckiej. Jest ona bowiem uzbrojona w najsilniejsze narzędzie egzekwowania posłuszeństwa względem swojej wizji, a jest nią pozbawienie własności oraz wolności. Nawet życia. Władza świecka, jak każda władza, nie lubi konkurencyjnych instytucji. Czyli rodziny i kościoła. Widać to w Europie Zachodniej, gdzie dość skutecznie podporządkowuje sobie rodzinę i kościół.  Rodzinę przez eliminację samej struktury – zarówno przez zachętę ekonomiczną [opłaca się byc samotnym rodzicem; nie opłaca się żyć w legalnej rodzinie] jak propagandę „wolności” od zobowiązań. (Co ciekawe tylko wobec innych instytycji. Nie spotkałem się jeszcze z hasłami dowolności w płaceniu podatków czy przestrzegania przepisów regulujących zobowiązania obywateli względem państwa). Tak więc państwa promują życie „wolne,” rozumiane jako pozbawione wartości wierności i ofiarności, bez których rodzina istnieć nie może. Wychowuje przez to rozwreszczane i rozwydrzone hordy samotnych obywateli, ale co tam. Są również zagubieni i łatwo sterowalni. W razie czego łatwo je przestraszyć i „wziąć za twarz.” 

 

Państwo niszczy Kościół, przez pozbawianie Go wpływu na sferę publiczną; poomniejszanie jego obszaru wolności wypowiadania się z autorytetem (czyli wpływu na wiernych) poprzez socjologię, psychologię i wszelkie inne nauki antropologiczne i biologiczne. Przypominam, że antropologia to również dziedzina teologii, silnie związana przez koncepcję imago Dei z teologią właściwą (nauka o osobie Boga), przez koncepcje odkupienia i uświęcenia z nauką o zbawieniu – soteriologią – i poprzez eschatologię z pojmowaniem społeczeństwa i historii. Tak więc, antropoogia to nauka o tym, kim człowiek jest, kim powinien byc, oraz analogicznie – czym jest ludzkie społeczeństwo i czym byc powinno. Oraz, jakie środki sa właściwe i słuszne, aby zmiana następowała.  Mamy obecnie dwugłos. Obecnie różnorodne dziedziny nauki wyręczają w mówieniu z autorytetem teologię w zasadzie wkażdym obszarze, w którym ma coś do powiedzenia, zachęcając by zamilkła wobec Nauki, czyli obiektywnej wiedzy. Teologii pozostawiono ewentualnie zaświaty i eklezjologię (nauke o kościele). Choć i te nie do końca. Czymże jest bowiem spór o ordynację kobiet i homoseksualistów, jak nie sporem oto, kto ma autorytet w określaniu roli i kształtu  struktur kościelonych?  Scjentyzm, czyli wiara w naukę jako twórcę ostatecznego punktu odniesienia, osnowy rzeczywistości, zastąpił większości europejczykom kościół i chrześcijaństwo.

 

Państwo niekontrolowane staje się więc władzą totalną. Czyli totalitaryzmem. W „Nowym, wspaniałym świecie” usunęło całkowicie rodzine (małżeństwo); ksiażka ta ilustruje, jak wiele może człowiek trwale związując się z druga osobą. To związanie (miłość) tworzy konkurencyjną lojalnośc względem władzy państwowej, która jest dla tej ostatniej wyjątkowo niebezpieczna. Nie dziwi więc przywolenie władzy na wolny seks, brak zasad i niewierność – niszczą zarówno rodzinę jak kościół – dwie silne konkurentki. W „Roku 1984” podobnie – rodziny są zinwigilowane;  dzieci uczy się, że lojalność wzgledem państwa jest pierwotna. Rodzina to wydmuszka, coś wtórnego względem prawdziwej lojalności.  Kościół padł w obu. Czemu padł w Polsce komunizm? Bo lojalność względem wartości rodzinnych i kościelnych była większa. Instytucja władzy komunistycznej przegrała w walce z tymi dwoma silnie zakorzenionymi w polskiej kulturze instytucjami, których wartości ostatecznie okazały sie dla Polaków ważniejsze, prawdziwsze.  Lojalnośc wobec komunizmu okazała się więc pozorem, i inaczej być nie mogło.

 

Co więc uzyskujemy, gdzy ludzie są lojalni wyłącznie wobec państwa? Ludzi zniewolonych.

 

Prawdziwa wolność nie jest wolnością od wszystkich struktur prócz struktury państwowej.  Ceną jest wyzbycie się kreatywności i wartości, bez których nie wyobrażamy sobie istnienia. Przynajmniej istnienia wartościowego; w więziach, którym zawdzięczamy radość, zadowolenie, spełnienie.

 

To jednak nasza dzisiejsza ocena. Co by było,  jeśli nie byłoby nam dane poznać znaczenia rodziny? Szukać daleko nie musimy – wystarczy zerknąc na północ, do Szwecji (polecam film „Postęp po szwedzku”). Oto młoda, zagubiona dziewuszka, wyznaje w nim, że super jest mieć kilka mam i tatusiów; to prawdziwy postęp. Nie rozumie, jak ktoś może trzymac się tradycyjnego modelu rodziny. Czy więc jest to relatywne?

 

Na szczęście nie. Bóg to reguluje obiektywnie (w sensie: niezaleznie od naszej perspektywy i wartościowania) w swej Opatrzności w dzianiu się historii. Reguluje przez prostą zależność: społeczeństwa o silnych strukturach wiary i rodziny są po prostu silniejsze i bardziej dynamiczne od struktur stricte państwowych, niezdolnych inaczej niż przez przymus skłonić do  ofiarności, nie potrafiących skłonić obywateli do wyrzeczenia się  przyjemności dla wysiłku inwestowania w kolejne pokolenia. I te silniejsze kultury wypierają te słabsze. Takie cywilizacje (jak np. Rzym) po prostu zostają podbite przez cywilizacje silniejsze, mające rodziny, klany, i silne przekonmania religijne (np. Germanie).

 

Podobnie będzie z naszą cywilizacją, która durnieje. Również ze współczesnym kościołem, który, o ile się nie przejmie Bożym Słowem, jako równie zdurnowaciały i równie egotyczny, będzie osądzony wraz ze światem, którego nie przemieniał. Łaska Boża, uczy Bóg przez św. Pawła, objawiła się „nauczając nas, abyśmy wyrzekli się bezbożności i światowych pożądliwości i na tym doczesnym świecie wstrzemięźliwie, sprawiedliwie i pobożnie żyli” (Tyt 2:12). Żadne hokus pokus dogmatyczne nie pomoże.  Jeśli tego nie robimy – nie słuchamy pouczenia łaski. Bóg daje wolność od potępienia, wiecznej kary za grzech i samej mocy grzechu (w pewnej mierze, różnie odczuwanej niemniej faktycznie wpływającej na życie) nie po to,  by iść do nieba, a do tego czasu po prostu przeczekać, w miarę miły i relaksujący sposób, ale po to, byśmy z wdzięczności za ów dar Temu, który to wszystko zapewnił – Jezusowi Chrystusowi – oddawali Mu cześć przez posłuszeństwo.  Posłuszeństwo, które oznacza w praktyce nowe, pobożne życie. A więc silne rodziny i silne kościoły.

 

To MUSI  wejśc w kolizje z władzą państwową. Szczególnie we współczesnym świecie. I wchodziło w historii – chrześcijanie zawsze szukali miejsca dla siebie, bez totalitarnych struktur władzy, których ich wolne serca ścierpieć nie mogły.

 

Wolność więc ostatecznie jest strzeżona wyłącznie pragnieniami serca.  Wolność to bowiem realizacja pragnień, które posiadamy. Z obfitości serca mówią usta. Po owocach poznacie ich. Tam, gdzie nie ma silnych rodzin i oporu i dystansu względem władzy świeckiej, tam chrześcijaństwo jest słabe. Tam, gdzie jest mocne, władza musi się liczyć z rodziną, z jej prawami i wartościami. Podobnie z kościołem.

 

Wolnośc jest w nas. Królestwo Boże to nie pokarm i napój, ale sprawiedliwośc, pokój i radośc w Duchu Świętym (Rz 13:17). Królestwo Boże to to, czym Duch wypełnia nasze serce. Co rodzi wszystko inne – przemienione rodziny, więzi, instytucje, biznensy, sąsiedztwa, społeczności, i w końcu – społeczeństwa i jego władze.

 

Albo tego Królestwa nie ma. I nie ma wolności. Pozostaje tępe przyzwolenie na władzę innych, dopóki pozwalają nam na realizację najbardziej przyziemnych i intensywnyuch potrzeb. Nażreć się, napić, naruchać, wyszaleć (przepraszam za bezpośredniość).  Oto wolność promowana przez dzisiejszy Zachód. Tak zwany postęp. Czyli, w innej perspektywie, konsekwentna przemiana kultury w oparciu o totalitarne założenia lekceważące znaczenie rodziny i kościoła.

 

Jaka jest Twoja wolność? Co nosisz w sercu? Co być uczynił, gdybys tylko mógł? Czym jest Twoja wolność?

 

Życzę nam wszystkim wolności prawdziwej, Chrystusowej. 

 

Drogi Panie, zachowaj nas od głupoty i niewoli! Daj nam bojaźń względem Ciebie  i odwagę wobec ludzi! Dla Twojej chwały, Amen.

Reklamy

2 responses to “Wolność

  1. W mojej opinii chrześcijanie nie powinni za bardzo wchodzić w politykę. Władza świecka zawsze będzie przeciwko chrześcijaństwu. A jak była chrześcijańska to był to pozór, ew. wykorzystywanie chrześcijaństwa.

    Nie na darmo Chrystus mówił, że „przychodzi władca tego świata, ale nie ma on nic do mnie”.

    System jest wrogi Bogu, dopiero Chrystus wprowadzi Bożą rzeczywistość na świecie. Nam to się nie uda. Zawsze będziemy marginesem.

  2. Ja bym polityki nie rozdzielał od reszty rzeczywistości. Na pewno pokusa zlekceważenia lojalności względem Chrystusa jest w polityce bardzo silna. Ale czy nie podobnie jest w tzw. światku artystycznym? Czy naukowym? Czy tzw. wielkim biznesie?

    Wszedzie, gdzie „pycha życia” jest realna pokusą (bycie KIMŚ dla innych; zauważalnie, doświadczalnie docześnie) pojawia się ta pokusa.

    Idąc więc logicznie Twoim torem myśłenia, chrześcijanie, aby nie ulec pokusie pychy zycia, nie powinni angażowac się w wszystkie te sfery.

    Czy byłbys skłonny się z tym zgodzić?

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s