Światopoglądy w filozofii, kulturze, życiu i wśród chrześcijan

dr Janusz Kucharczyk

Nikt z nas nie jest obiektywny. Każdy z nas jest bardziej wrażliwy na jakiś aspekt rzeczywistości, a mniej zwraca uwagę na inny. Dotyczy to zarówno ludzi wierzących jak i niewierzących. W efekcie powstają światopoglądy, czyli wyrywkowe, mniej lub bardziej stronnicze formy patrzenia na świat.

Ale czy nie można patrzeć na świat w sposób obiektywny, by zobaczyć go takim jakim jest w istocie? Można, ale wtedy trzeba byłoby stać się wszechwiedzącym i wszechobecnym, by objąć swą myślą wszystko. No, jednym słowem trzeba byłoby stać się Bogiem. Jest to jednak raczej trudne. Tylko jeden człowiek w historii był Bogiem, Bogiem wcielonym, Jezus Chrystus. I w nim zawarta była Pełnia mądrości. On nie posiadał światopoglądu. On był Prawdą, Słowem, które stworzyło świat. To nie on próbował odwzorować świat, to raczej świat odbija jego Naturę. Ale niestety, my jesteśmy skazani na posiadanie światopoglądów. I musimy być tego świadomi. Dążymy do Prawdy, ale nią nie jesteśmy i zawsze ją trochę zniekształcamy, w tym czy innym kierunku. Należy i można to zniekształcenie pomniejszać, ale nigdy nie zniwelujemy go całkowicie.

Nie głoszę tu relatywizmu, poglądu, który mówi, że nie ma Prawdy absolutnej. Jest taka. Tyle, że my nie jesteśmy absolutami, tylko omylnymi ludźmi, a to powoduje, że nigdy w pełni tej prawdy nie przyswajamy. Można ją jednak przyswoić lepiej lub gorzej. Nigdy jednak nie w stu procentach.

To samo w sobie nie musi być złe. Pod warunkiem jednak, że nie absolutyzujemy tego, co cząstkowe. I żyjemy w ciele Chrystusa, w którym różne wrażliwości się wzajemnie uzupełniają, ale też korygują. Nie chodzi tu o tolerowanie błędów, ale raczej o wzajemne uczenie się od siebie oraz akcentowanie innych spraw, które są pomocne w odmiennych strefach chrześcijańskiej służby. W takim ujęciu różne światopoglądy mogą stać się czymś pozytywnym.

W historii ludzkiej myśli pojawiały się różne pomysły na to, jak zrozumieć świat. Pewne wątki powtarzają się przez całą historię jak muzyczne wariacje na jeden temat albo refren piosenki, śpiewany w nieco innych wersjach, ale zasadniczo oparty na jednym pomyśle. Tu zastosujemy podział na 5 takich poglądów. Oczywiście jest to arbitralne. Ktoś może się uprzeć, że są dwa takie poglądy, albo trzy, albo siedem. To jednak tylko narzędzie. Pięć wydaje się liczbą na tyle dużą, że podział nie będzie wrzucał zbyt wielu idei do jednego worka, a zarazem na tyle małą, że tworzącą w miarę prosty schemat. Wyróżnimy mianowicie materializm, relatywizm, spirytualizm, realizm i dualizm. Przyjrzyjmy się im bliżej.

Materializm
To pogląd, nazywany czasem światopoglądem naukowym, a nawet wprost nauką, w istocie jest bardzo starym poglądem na świat i utożsamiane go z nauką jako taką jest nadużyciem. Obecny był już w najdawniejszej filozofii rozwijającej się w Grecji, Indiach czy Chinach. Na gruncie filozofii jest chyba najstarszy. W jednych epokach był mocniej reprezentowany w innych słabiej, nigdy jednak nie znikał na długo. W swej skrajnej i czystej postaci jest światopoglądem areligijnym i niemożliwym do pogodzenia z chrześcijaństwem. Prowadzi bowiem na ogół do ateizmu, negacji życia wiecznego i redukuje człowieka do zjawiska przyrodniczego ,zamazując różnicę między człowiekiem a zwierzęciem, a nawet maszyną.

Podstawową myślą tego stanowiska jest stwierdzenie, że wszystko co istnieje, jest materialne. To znaczy, że wszystko da się ostatecznie rozbić na najdrobniejsze cząstki materii jak by je tam nie określać i poza nimi nie ma już absolutnie niczego. Są tylko one i nic więcej, a cała reszta to tylko mniej lub bardziej skomplikowane złożone z nich konstrukcje. Wartości dają się sprowadzić do tego, co ludzie mają w mózgach, genach, hormonach, a to do cząsteczek chemicznych, a ostatecznie najmniejszych drobin materii. Na jakąkolwiek rzeczywistość duchową, czy nadprzyrodzoną, a tym samym Boga, w tym ujęciu miejsca nie ma. Dzisiaj najpełniejszymi przedstawicielami tego poglądu są skrajni darwiniści i ateiści w rodzaju Richarda Dawkinsa. Ich wpływ jest w tej chwili duży. Są medialni i ekspansywni.

Oprócz oczywistych negatywnych ateistycznych aspektów ma i pewne właściwości pozytywne. Materialiści wierzą na ogół w istnienie obiektywnej prawdy. Redukując człowieka do zwierząt są świadomi tym samym jego słabości. Nie głoszą tezy, że człowiek z natury jest dobry, a psuje go dopiero kultura, wiedzą wszak, że natura potrafi być okrutna. Nie podważają też realności różnic między płciami. Wiedzą, że ma ona ugruntowanie w biologii.
W formie umiarkowanej, zmieszanej w jakimś stopniu z innymi stanowiskami może istnieć i w chrześcijaństwie. Wtedy jednak musi uznać, że Bóg jest w jakimś sensie materialny, a tym samym duch jest pewną formą materii. W coś takiego wierzył na przykład Tertulian, wybitny apologeta chrześcijaństwa z przełomu II i III wieku naszej ery. Chrześcijanin materialista będzie podkreślał te aspekty chrześcijaństwa, które dotyczą rzeczywistości namacanej, konkretnej, widzialnej, fizycznej a zarazem logicznej i zrozumiałej. Będzie mówił raczej o tysiącletnim królestwie niż niebie, Armagedonie niż piekle, zmartwychwstaniu niż duszy, kościele jako ludzie Bożym, Jezusie raczej jako królu niż Bogu, mniej o Duchu świętym, cudach i świecie duchowym. Może to prowadzić do pewnego schłodzenia, zracjonalizowania, odduchowienia ewangelii, czego skrajna formą są heretyckie poglądy świadków Jehowy na temat raju na ziemi, negacji boskości Chrystusa, czy adwentystów z ich obsesją na punkcie święcenia sabatu i zdrowego żywienia. Obie te grupy odrzucają też duszę i piekło. W życiu osobistym ktoś taki będzie koncentrował się na mechanizmach, logice, działaniu, technice, mniej czuły na potrzeby serca, czy głębsze przeżycia duchowe. Może być oschły, dogmatyczny i patrzeć na świat w zbyt prostych, czarno-białych schematach.

Relatywizm
To pogląd równie mało religijny co poprzedni. Też dość stary, choć na ogół młodszy, bo bazuje na krytyce raczej niż pozytywnym przesłaniu. Pierwszymi relatywistami byli sofiści, którzy uczyli jak przegrane sprawy uczynić wygranymi. Byli prekursorami specjalistów od public relations, marketingu, reklamy i psychomanipulacji. Prawdę i dobro zastąpili skutecznością. Rzeczywistość sprowadzili do subiektywnych wrażeń. Jest tak, jak się komu zdaje. Każdy ma taką prawdę, jaka chce. Nie ma lepszych i gorszych poglądów.
Dzisiaj pogląd ten występuje w formie postmodernizmu i prądów mu pokrewnych jak dekonstrukcjonizm, relatywizm kulturowy, pewne formy feminizmu i ruchu walki o prawa homoseksualistów. Pogląd ten sprowadza wszystko do kulturowych konwencji i wytworów społeczeństwa. W tym kontekście doszedł do absurdu, traktując nawet płeć jako konstrukt społeczny. Jego wyrazem na gruncie polityki jest tak zwana polityczna poprawność, sprowadzona do absurdu tolerancja i zakaz wyrażania sprzeciwu wobec czegokolwiek. Nie jest już krzykiem mody, przestał być rewelacją i akademicką nowinką, ale mocno siedzą w kulturze popularnej i przeorały świadomość zwłaszcza młodego pokolenia. Także w kościołach. Nieodwracalnie zmienił stan naszej świadomości. Prawda nie jest już tak ważna.

Jego pozytywną stroną jest nacisk na kulturę, relacje, pewien sceptycyzm wobec nauki, wrażliwość na szacunek wobec różnych kultur. Jest bardziej wrażliwy na to co ludzkie, nie miesza jak materializm człowieka ze zwierzętami. Głosi, że jesteśmy czymś więcej.

W wersji możliwej do zaakceptowania przez chrześcijanina kładzie nacisk na wiarę, nie na dowody, na życie chrześcijańskie, nie teologię, na relację z Bogiem, a nie znajomość dogmatów. To może być do pewnego stopnia dobre. Ale nacisk na relacje i osobistą wiarę może prowadzić do zubożenia teologii, do sprowadzenia Pana Boga do mojego osobistego pomocnika, który robi mi dobrze, a zasady moralne zastąpi skutecznością, ocenianą z ludzkiej subiektywnej perspektywy. W skrajnej postaci może to prowadzić do zupełnego rozwodnienia ewangelii i sprowadzenia jej do religijnych uczuć i skuteczności, bez związku z Pismem św. W życiu osobistym może prowadzić do koncentracji na własnych doznaniach, uczuciach i przeżyciach, do działania, do folgowania sobie, do lekceważenia obiektywnych prawd i zasad.

Spirytualizm
Spirytualizm pod pewnymi względami może przypominać relatywizm. Tak samo odrywa się od obiektywnej rzeczywistości. Ale nie w imię subiektywnego umysłu, ale raczej umysłu uniwersalnego, ducha, który przenika całą rzeczywistość. Ma więc już charakter zdecydowanie religijny. Ale w konsekwentnej formie jest to inna religia niż chrześcijańska. Bliższa jest raczej religiom wschodu. Prowadzi do utożsamienia Boga z przyrodą, umysłu ludzkiego z umysłem Boga, materii i ducha. Wszystko staje się jednym. Duchowym i wykraczającym poza rozum. To już pogląd bardziej wysublimowany, dojście do niego wymaga już pewnego rozwoju. Pojawiał się parę razy, w starożytności na trwale pojawił się dopiero pod jej koniec jako neoplatonizm. Pojawiał się też w epoce odrodzenia i romantyzmu.

Nie jest do końca klarowny, głosi bowiem zarazem jedność rzeczywistości, jak i jej rozdzielenie. Dzieli ją bowiem na tę prawdziwą i złudzenie. Widzimy bowiem raczej wielość rzeczy, niż jakąś jedność. Zwolennicy jednak tej koncepcji dostrzegają jedność kryjącą się za wielością. I ma ona charakter mniej lub bardziej duchowy. Jest to podobnie jak materializm pogląd, który różne rzeczy sprowadza do generalnie jednej rzeczywistości. Tyle, że jak tamten wszystkie sprowadzał do rzeczywistości najbardziej podstawowej, elementarnej, z której wszystko się składa, tu na odwrót, wszystko zlewa się w rzeczywistość najwyższą, wszystko stapia się w Bogu, umyśle, który obejmuje wszystko. Człowiek definiowany jest tu przez ducha, często spirytualizm łączy się z wiarą w reinkarnację. Śmierć jest nierealna, a duch jest wieczny. Celem duszy jest połączenie się z rzeczywistością ostateczną, z Bogiem. Dzisiaj najpełniej obecny jest w ideologii ruchu new age. Łączy się tam z okultyzmem, głosi jedność wszelkich religii mieszając ze sobą różne tradycje religijne od taoizmu, buddyzmu, hinduizmu przez sufizm, kabałę, ewangelię, chrześcijański mistycyzm, gnozę po religię dawnych Celtów, północnoamerykańskich Indian, Słowian dawnych, czy starożytnych Egipcjan.

W wersji pełnej jest w oczywisty sposób sprzeczny z chrześcijaństwem. Chrześcijaństwo głosi wiarę w zmartwychwstanie, a nie reinkarnację, nie utożsamia też Boga ze światem. Człowiek jest upadły, a nie boski. I wyłączność Chrystusa jako zbawiciela. Jednak jego pozytywną stroną jest podkreślanie duchowej natury człowieka, możliwość doświadczenia Boga, odkrywanie obecności Boga w przyrodzie. Jest otwarty na to co nadprzyrodzone i cudowne. Przypomina o realności świata duchowego.

W chrześcijaństwie może być obecny w umiarkowanej formie. Wtedy nie utożsamia świata z Bogiem, ale podkreśla silnie obecność Boga w świecie. Może przyjmować formę chrześcijańskiego mistycyzmu, czyli głoszenie możliwości doświadczenia jedności z Bogiem. Silnie obecny jest w tradycji prawosławnej, bywał też obecny w katolicyzmie i protestantyzmie. Dzisiaj w chrześcijaństwie ewangelicznym przejawia się w formie ruchu charyzmatycznego, szczególnie trzeciej fali, która czasem mocno przypomina ruch new age.

Może prowadzić do przerostu emocji nad rozsądkiem, do stawiania wyżej własnych religijnych doświadczeń od nauki Pisma świętego, może też otwiera na kontakt ze światem demonicznym, jeżeli doświadczanie przeżyć duchowych stanie się celem samym w sobie.

Realizm
To pogląd uznający istnienie Boga. Ma charakter teologiczny, zdroworozsądkowy i umiarkowany. Jest próbą opisania świata w całej jego złożoności. W tradycji europejskiej łączy się z nazwiskiem Arystotelesa. Jest to teoria Boga, relacji Boga do świata, celowości i ładu świata. Ale trudno tu mówić o religii w sensie przezywania relacji z bogiem. Bóg jest daleki i zamknięty w swoim własnym świecie. Bliższy niż chrześcijańskiemu trynitaryzmu jest raczej tradycji unitarnej oraz deistycznej. Jego bliskość chrześcijaństwu jest pozorna. Jakkolwiek światopoglądowo jest mu bliska, jest to zwodnicze. Kładzie bowiem nacisk na pojmowanie prawdy jako zespołu twierdzeń, nie trwanie w Jezusie.

Trudno to pogodzić z nauką o łasce, odrodzeniu, przyjęciu Ducha świętego. To częsty światopogląd ludzi uważających się za chrześcijan, ale nieodrodzonych. W Polsce jest częsty w katolicyzmie, ale może pojawi się też u chrześcijan ewangelicznych, którzy wyrośli we wierzących rodzinach.
Oczywiście ma swoje pozytywne strony. Chrześcijanie się do niego odwołują. Wiele idei popularnych wśród chrześcijan pochodzi z tej tradycji. Dowody na istnienie Boga podawane przez chrześcijan są w istocie arystotelesowskie. Taka jest idea szukania celowości w przyrodzie. Z tej tradycji wywodzi się starannie oddzielanie różnych rodzajów stworzeń. Można z niej korzystać, ale należy być świadomym źródeł tych pomysłów.

Najmocniej zapisał się w rzymskim katolicyzmie. Próbą pogodzenia chrześcijaństwa z tą tradycją była teologia Tomasza z Akwinu. Jest ona chrześcijańska, ale jej porównanie z tradycją protestancką wskazuje na wpływ Arystotlesa, który pomniejsza rolę relacji z Bogiem, zepsucia natury ludzkiej, zwiększa autonomię ludzkiego umysłu. Kładzie nacisk na intelektualny aspekt wiary, na treść, nie na akt zaufania Bogu i życia z nim. Wszedł tez do protestantyzmu za sprawą Filipa Melanchtona, który w wbrew Marcinowi Lutrowi, który twierdził, ze Tomasz łączył ewangelię z Arystotelesem, bo nie zrozumiał ani jednego ani drugiego, po jego śmierci wprowadził ponownie Arystotelesa do szkół protestanckich.

Oczywiście odrodzony i autentycznie wierzący chrześcijanin może być bliski temu patrzeniu na świat. Wtedy będzie akcentował teologię, nie przeżycia, raczej tradycję rodzinną niż przełom nawrócenia. Wizja wiary będzie pozbawiona dramatyzmu, emocjonalizmu, nacisku na praktykę. Będzie to wiara stonowana, umiarkowana, wygładzona, grzeczna. W wersji skrajnej jednak może oznaczać faktycznie brak rzeczywistego nawrócenia, wiarę opartą na kulcie tradycji, przywiązania do konserwatywnych wartości, a nie spotkaniu z żywym Chrystusem. Wtedy może być niebezpieczny.

Dualizm
Omawiam go na końcu, chociaż pojawia się w kulturze europejskiej na pewno wcześniej niż arystotelizm. Reprezentuje go Sokrates i wczesna twórczość Platona, który stopniowo zbliża w późniejszej twórczości do spirytualizmu. Bywa też obecny w innych kulturach. Na dualizmie oparta jest na przykład klasyczna yoga. Skrajną formą dualizmu był gnostycyzm, szczególnie manicheizm. A ten już jest antychrześcijański. Omawiam go na końcu bo zawiera elementy wszystkich pozostałych światopoglądów. Wychodzi od kwestionowania wszelkich pewnych prawd ,jak relatywizm. Przyrodę może rozumieć podobnie jak materializm, zawiera elementy mistycyzmu jak spirytualizm, koncepcja Boga jest podobna jak w realizmie.

Może więc zdawać się, że jest najbliżej prawdy. Ale tak nie jest. To wizja rzeczywistości rozbitej. To wizja świata koncentrująca się na jaźni, na umyśle, który staje się centrum refleksji nad całym światem, który mu przeciwstawia. To wizja świata w stylu: ja a reszta świata, moja dusza a świat, święta dusza a grzeszne ciało. Szuka prawdy we własnej refleksji. Tu w centrum jest nawrócenie, nawet w wersjach świeckich. To zwrot ku sobie i odnalezienie prawdy niepowątpiewalnej w sobie. W duszy szuka drogi do doskonałości.

Dzisiaj reprezentuje go egzystencjalizm i fenomenologia. Przenika też całą kulturę, która dzieli świat na humanistyczny i przyrodniczy, duchowy i materialny, naukę wiarę. Dla chrześcijanina jednak Bóg obejmuje wszystko, nie w stylu new age oczywiście, ale w tym sensie, że kontroluje i interesuje się całością rzeczywistości, przełamując wszystkie podziały.

Ma pozytywne strony, rzecz jasna. Akcentuje konieczność nawrócenia. Wskazuje zarówno duchową stronę człowieka jak i jego upadłą naturę. Pod wieloma względami lepiej oddaje naturę ludzką niż wszystkie inne poglądy.
Dlatego w chrześcijaństwie jest częsty. Na pewno dualistą był Augustyn, był też Luter. Byli nimi Pascal i Kierkiegaard. Wtedy rozdziela ducha od ciała, rozum od wiary łaskę od uświęcenia, Kościół od państwa. Przebija się przez niego jakiś dramatyzm, konflikt, nieusuwalna dwuznaczność. W wersji skrajnej może jednak prowadzić do egocentryzmu, do skupiania się na swoim cierpieniu, na własnej walce wewnętrznej, a nie na Jezusie Chrystusie. Nawrócenie może być ważniejsze od Boga, ale wtedy nie jest to już nawrócenie do Boga.

Podsumowanie
A ty skupiasz się na tym co przyziemne i racjonalne, na uczuciach i skuteczności, na doswiadczeniu ducha, dogmatach, czy sobie i walce wewnętrznej? Co przesłania Ci Boga?

Artykuł ukazał się w miesięczniku „Słowo Prawdy”.

Reklamy

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s