Oczywiście, mówienie o chrześcijańskości znicza olimpijskiego może spotkać się ze słuszną krytyką. I nie mówię o braciach i siostrach, którzy z zasady oceniają negatywnie wszystko, co nie jest spotkaniem modlitewnym bądź grupą biblijną, bo akurat ich ocena nic w poznanie świata nie wnosi.
Może, bo sam sport jest zjawiskiem bardzo złożonym. Z jednej strony uczy przekraczania siebie, a więc dojrzewania, przełamywania słabości, walki ze swymi własnymi ograniczeniami, pracy zespołowej, pokory, dyscypliny, wytrwałości – czyli wartości jak najbardziej chrześcijańskich. Nie przez przypadek wiele dyscyplin sportowych powstało poprzez chrześcijan i było przez nich promowanych. Z drugiej, przez kontakt z wielkimi pieniędzmi i coraz bardziej zakamuflowane formy dopingu jest wielka pokusą, by zgodzić się, że cel uświęca środki – czyli z zasadą, której Bóg jasno się sprzeciwia (dla wątpiących – zwróćmy uwagę na kuszenie Jezusa, gdy szatan oferował „środki dopingujące” w zadaniu, jakie wyznaczył Mu Ojciec. Jego postawę pamiętamy).
Oczywiście, można również sportowi zarzucić, że jest kultem człowieka – skądinąd taką mniej więcej funkcję miały igrzyska w czasach starożytnych: miały rozsławić polis, z którego zwycięzca pochodził i oczywiście samego zwycięzcę. Czy to jednoznacznie coś złego? Myślę, że przed takimi wnioskami powinno nas hamować Objawienie, które mówi o „sławie narodów” wnoszonej przed Boże oblicze (21:26). To coś posiadającego wieczna wartość; coś dobrego. Na tyle cennego, że Bóg chce, aby mu to towarzyszyło.
A znicz?
Po pierwsze, zwróćmy uwagę, że – na ile to było świadome nie wiem, ale było – znicz właśnie z wkładu owych narodów powstał. Każda drużyna wnosiła jego cząstkę. Dla mnie to wspaniały znak owej wiecznej rzeczywistości Królestwa Bożego; nawet więcej – ukazanie bogactwa i wspaniałości tego, co się dzieje i co się jeszcze stanie. Oto każda ekipa reprezentowała – w tej określonej dziedzinie – to, co w owym kraju najlepszego; swą kulturę z jej potencjałem. Widać to było w strojach, kolorze skóry, nawet sposobie przemarszu. Były to kultury RÓŻNE, o różnych losach, bogactwie, przeszłości, teraźniejszości i przyszłości; ale wszystkie łączyło współuczestniczenie w tym wydarzeniu, radość z niego, duma i umiejętności. Dojrzenie do określonego poziomu.
To się już dzieje. Królestwo Boże jest jednym uwielbieniem, jednym ogniem, składanym Bogu poprzez ich różnorodność, ale różnorodność oczyszczoną, dojrzałą, w wysiłku myśli, życia, pragnień, dążeń. To jedność w różnorodności.
To jedność, która jeszcze nie osiągnęła swej pełni. Ale ją osiągnie. I będzie czymś wspaniałym i pięknym.
Po drugie, zapalenie znicza w wyjątkowy sposób pokazało inna Boża zasadę – pokoleniowość. Oto znicz został przekazany przez obecnych wielkich przyszłym wielkim. To ukazanie prawdy, biblijnej w 100%, że świat i Królestwo Boże nie jest zjawiskiem jednego pokolenia. Pokazuje cechę naszego Boga, którą jest troska o WSZYSTKIE pokolenia, a nie tylko nasze (bądź któreś inne). Cechę, którą mamy naśladować.
Wni0ski?
Rozwijajmy się. Ale w byciu sobą. Tak, jak sportowcy korzystajmy z dorobku innych, ale uwalniajmy ten potencjał, który jest w nas. Szanujmy się nawzajem. Naszą inność w jedności Królestwa Bożego. Ona jest piękna i dobra. Choć na pewno wymaga – w każdym, również naszym, ale z drugiej strony nie tylko w naszym przypadku – udoskonalenia i dojrzenia. W końcu, nie zgadzajmy się na sztampowość. Na jednorodność. Ona jest zła. Gdyby zatryumfowała, nie byłoby bogactwa chwały – ani na igrzyskach, ani w Królestwie Bożym. I myślmy o następnych pokoleniach. Niech będą wspanialsze, pobożniejsze i skuteczniejsze w Królestwie niż my.
” (……) wnoszonej przed Boże oblicze (21:26).” – Może nie wszystko jeszcze rozumiem i potrafię odczytywać,ale mi brakuje danych do odnośnika Słowa Bożego = 21:26 ale który fragment ?
Poprawiłem – chodzi o Objawienie (św. Jana);)