Błogosławieństwo szacunku

RespectMateusz Wichary

„Nie czyńcie nic z kłótliwości ani przez wzgląd na próżną chwałę, lecz w pokorze uważajcie jedni drugich za wyższych od siebie” Flp 2:3.

Choć w powyższym wersecie nie pojawia się słowo „szacunek”, myślę, że jest jego doskonałą definicją. Mamy „w pokorze uznawać jedni drugich za wyższych od siebie”. To właśnie szacunek, czyli traktowanie innych ludzi jako wartościowych. Uznanie ich znaczenia. Rozpoznanie, że ze względu na to, co czynią, czy potrafią, nie są byle kim. Że działa w ich talentach Bóg – i to niezależnie od tego, czy są chrześcijanami, czy nie. Rozpoznajemy i cenimy w nich kompetencję, rzetelność, zdolności, doświadczenie w opanowaniu jakiegoś narzędzia, dziedziny wiedzy czy instrumentu, które zasługują na uznanie.

To wymaga „pokory” – czyli zdolności dostrzeżenia dobra nie tylko w sobie. Wogóle, zwrócenia uwagi na innych. Czy to potrafisz? Jakie 3 dobre cechy każdej z 10 osób, które przychodzą Ci do głowy mógłbyś wymienić? „Uważanie jedni drugich za wyższych od siebie” to dostrzeganie, że brat, czy siostra obok mają swój obszar kompetencji, w którym są znacznie lepsi ode mnie. I docenianie – szanowanie ich – za to.

Szacunek to również docenianie wieku, wierności pośród doświadczeń. Umiejętność dostrzeżenia, że człowiek obok, pomimo tego, że może nie jest tak optymistyczny, czy też tego, że różni się ode mnie w ważnych sprawach, czy nawet – pomimo tego, że się myli – zasługuje na uznanie. Bo przeżył swoje. I wiarę zachował, dzieci wychował, nie rozpił się, nie odszedł w bok – trwa. I jest za to godny szacunku, bo ja, młodszy, mam to jeszcze przed sobą i to moje wyzwanie, które on już zwycięsko przeszedł.

Czy szanujemy się nawzajem?
Filipanie najwyraźniej mieli z tym problem. Myślę, że i pośród nas może być podobnie. Wróg najważniejszy szacunku bowiem się nie zmienił: to egocentryzm. Grzeszne skupienie na sobie; nie dostrzeganie innych, z ich danym przez Boga potencjałem. Sprawdźmy się więc.

Czy okazujesz szacunek? Okazywanie szacunku to wyrażenie owego docenienia przez pewne gesty, bądź zwyczaje. I tak np. okazujemy szacunek przez właściwe przywitanie się, podanie ręki, właściwe słowa. Dzieci nie okazują szacunku przez nie witanie się z dorosłymi wchodząc do pomieszczenia, w którym ci się znajdują. Powinny się przywitać, bez jakichś kompleksów, ale z należną uwagą. Zwrócenie uwagi na kogoś jest bowiem oznaką szacunku. Zwracamy uwagę na osoby ważne, „traktowanie jakby [ktoś był] powietrzem” to oznaka pogardy i lekceważenia.
Mężczyźni okazują szacunek kobietom przez puszczeni ich przodem. Większość współczesnych feministek jest niekonsekwentna, bowiem oczekują owego wyróżnienia. A przecież jego podstawą jest uznanie, że mężczyźni, jako inna płeć niż kobieta, powinni je z tego powodu uhonorować. Jeśli nie ma między nami różnic, to nie powinno być również oznak szacunku tylko z tego powodu, że kobieta jest kobietą.

Słuchanie jest okazywaniem szacunku. Słuchając dowodzimy, że słowa kogoś mają dla nas wartość. Nie słuchając, okazujemy lekceważenie. Podobnie przerywając, co dodatkowo nie jest dobrym świadectwem o naszej mądrości: „Kto odpowiada, zanim wysłucha, zdradza swoją bezmyślność” (Przp 18:13).

Okazujemy szacunek określonym funkcjom – czy to w rodzinie (dziadek, babcia, tata, mama), czy w zborze (pastor, starsi), czy w firmach (kierownik, szef, dyrektor, właściciel). W ten sposób chcemy pokazać, że owe funkcje są potrzebne, słuszne, właściwe. Że zachowują porządek w owych grupach, który uważamy za błogosławieństwo. Lekceważenie ich sprawia, że rodzina, kościół, czy firma zaczyna źle funkcjonować. Przywódcy przestają być słuchani. Podwładni przestają realizować swoje zadania. Wszystko się wali, lub co najmniej chybocze.

Czy szanujemy się nawzajem? W naszych zborach?
Mam wrażenie, że nie zawsze. I ponosimy tego skutki. Wszyscy. Brak szacunku względem przełożonych prowadzi do warcholstwa i chaosu. Brak szacunku względem podwładnych prowadzi do zgorzknienia i odejścia. Brak szacunku młodych względem starszych wiekiem prowadzi młodych do błędnego wniosku, że wszystko jest dla nich, a więc wspiera ich niechęć do braku ofiarności, wysiłku, troski o innych i dyscypliny. Brak szacunku starszych względem młodych sprawia, że ci ostatni nie widzą w kościele miejsca dla siebie i odchodzą – tam, gdzie ktoś dla nich owo miejsce stworzył. Albo w ogóle, do świata. Brak szacunku bogatych względem biednych prowadzi do lekceważenia ich wyjątkowych darów, które z pewnością wzbogaciłyby zbór. Dary i zdolności mamy bowiem wszyscy. Brak szacunku biednych względem bogatych sprawia, że ci ostatni lokują swoje fundusze poza zborem, gdzie ktoś docenia ich ofiarność i wysiłek. Brak szacunku wykształconych względem niewykształconych sprawia, że kościół staje się czymś wyłącznie intelektualnym, ideami, nie ofiarnym życiem. A przecież królestwo opiera się nie na wypowiadanych słowach, jakby nie były prawdziwe, ale faktycznych przemianach (1Kor 4:20). Brak szacunku niewykształconych względem wykształconych sprawia, że chrześcijaństwo traci, bo nie wzbogacane solidnymi studiami, staje się prostackie i płytkie, chlubiące się swą tępotą i nieuctwem.

Potrzebujemy się wszyscy nawzajem.
A brak szacunku niszczy. Zniechęca i dołuje. Rozgorycza. Oddala. Gasi radość, wdzięczność. Sprawia, że nie chcemy się spotykać, przychodzić do zboru. Że przestaje nam zależeć na wzajemnym dobrze a postrzeganie Kościoła jako oblubienicy Chrystusa staje się dla nas abstrakcyjne. Brak szacunku sprawia, że podejmujemy decyzje o kimś bez miłości. Że plotkujemy, czyli nie troszczymy się o kogoś dobre imię. Że postrzegamy człowieka bardzo wąsko, jedynie z perspektywy samego siebie, a nie użyteczności dla Boga. To wstrętny, hamujący Królestwo Boże grzech.

Czy szanujesz braci i siostry?
Szanujmy się nawzajem. Bo warto. Wtedy każdy zna swoją wartość. Nie we wszystkim, i zawsze, ale jednak. I widzi, że w tym czymś Bóg go używa. Czyli, że jego życie ma sens. Że z łaski Bożej może być użyteczny w budowaniu Bożego Królestwa. A to, że możemy innym usłużyć swoim darem, czy talentem, daje nam spełnienie. Jesteśmy jeden dla drugiego i w tym odnajdujemy swą wartość. Wtedy również brat, czy siostra obok, którzy są od nas w czymś lepsi, dają nam radość. Buduje nas ich obecność; doświadczamy poczucia błogosławieństwa, że oto jest w Chrystusie – Jego ciele – wszystko, czego nam potrzeba. Że nie wszystko robię ja, bo Bóg ma zadania dla innych, którzy robią to lepiej. Więcej! Że rzeczy, które sprawiają mi trudność, oni robią chętnie i z powołania.

Różnorodność darów staje się źródłem zadowolenia i satysfakcji, za którą uwielbiamy Boga. Jeśli więc jest w Chrystusie zachęta, pociecha miłości, wspólnota Ducha, współczucie i zmiłowanie (Flp 2:1) – to ucieszmy Boga dojrzałością w pełnym szacunku odnoszeniu się do siebie. Niech nam łaskawie w tym pomoże, Amen.

Artykuł ukazał się w Miesięczniku Słowo Prawdy 2/2014.

Reklamy

One response to “Błogosławieństwo szacunku

  1. Jako nowonarodzony mam przyjemność spotykania się z pastorami, którzy delikatnie mówiąc „nie darzą się miłością bliźniego”. Jestem jednak przekonany, że mają dobre serce…ale trudne charaktery. Cały czas modlę się za nich zgodnie z Słowem Bożym z Ef 4:32
    „Bądźcie jedni dla drugich uprzejmi, serdeczni, odpuszczając sobie wzajemnie, jak i wam Bóg odpuścił w Chrystusie.”
    Pozdrawiam w Imieniu Jezusa Chrystusa

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s