Przyjdź Królestwo Twoje! Jak się do tego dzieła dołączyć?

D200-0150-114.jpgMateusz Wichary

Kazanie otwierające XXXVI Krajową Konferencję Kościoła

„A wy tak się módlcie: … przyjdź Królestwo Twoje”
Mt 6:9-10

Nasz Pan chce, abyśmy modlili się o to, aby Jego Królestwo przychodziło. W modlitwie, której nas sam nauczył to druga prośba. Można ją rozumieć jako praktyczne zastosowanie pierwszej: święć się Imię Twoje. Bóg jest wywyższony, Jego Imię uczczone, gdy Jego Królestwo przychodzi. Oto nasza podstawowa troska: uwielbienie Boga!

Werset 22:29 uczy nas, że troska o realizację tej prośby nie powinna ograniczać się do samej modlitwy. „Ja przekazuję Wam Królestwo, jak i mnie Ojciec przekazał” – mówi swoim uczniom Pan. Troska o Królestwo została powierzona nam, Jego uczniom. Chrystus dokonał tego, co nakazał Mu Ojciec. On je ustanowił, rozpoczął; zbudował fundament, bez którego by Go nie było. Ale budowanie go, poszerzanie jego wpływu – troska o to, by przychodziło w nas i pośród nas – okazuje się naszym obowiązkiem.

Czym właściwie jest Królestwo?
Zanim zastanowimy się, jak z niego się wywiązać, zastanówmy się w zasadzie o czym mówi nasz Pan, mówiąc o Królestwie. CO ma przychodzić? To pytanie podstawowe, jeśli mamy wiedzieć, jak je wspierać i promować.

Królestwo Boże to dynamiczna rzeczywistość Bożego panowania. To Boża zmiana w tym świecie, którą wprowadza Duch Święty przez wiarę w Chrystusa i Jego Słowo. I tak w Mateusza 13:33 czytamy, że Królestwo jest jak kwas wobec ciasta, który zmienia wszystko; w Łukasza 17:20-21 czytamy, że jest ono „pośród nas” – w osobie Jezusa Chrystusa, ale również w więziach, jakie dzięki temu tworzymy. Apostoł Paweł w Rzymian 14:17 postrzega Królestwo bardzo podobnie. Nie jest ono widzialne: to nie pokarm i napój. I nie na określonym pokarmie czy napoju polega Jego obecność w czyimś życiu. Raczej, przekonuje, to „sprawiedliwość, pokój i radość w Duchu Świętym.” Sprawiedliwość, pokój i radość – to wszystko cechy naszego postępowania, czy postawy względem innych. Królestwo Boże jest więc zmianą, jaka w nich zaszła pod wpływem Ducha Świętego. To nowy wpływ, który rodzi się w poddanym Chrystusowi sercu, a rozprzestrzenia poprzez nowe więzi, jakie tworzymy.

Pamiętając, że kazanie na Górze to wola Króla wobec obywateli Królestwa (wszak ich jest Królestwo Niebios: 5:13, 10), bycie solą i miastem na górze, którego zadaniem jest sprawiać, aby obserwatorzy „chwalili Ojca, który jest w niebie” (5:16), jest zadaniem zaangażowania się w wpływ owego Królestwa na świat. Mamy szukać najpierw Królestwa Bożego i jego sprawiedliwości (6:33): oto nasz cel.

Jak się o nie troszczyć?
Co więc robić – poza już wspomnianą modlitwą – aby ono przychodziło? Myślę, że odpowiedź jest bardzo prosta: jeśli zależy nam na rozwoju Bożego Królestwa, mamy troszczyć się o Boży Kościół.

Pozwolę sobie zilustrować to następująco. Bóg chce, aby miłość rodzicielska i małżeńska istniały. Powołuje więc rodzinę – której fundamentem jest więź męża i żony (wkrótce stających się zazwyczaj ojcem i matką). Rodzina służy więc owej dynamicznej rzeczywistości miłości; jest strukturą, w której ona się rodzi i trwa. Jest również miejscem, z której promieniuje i wpływa na świat.

Podobnie sprawa ma się z Kościołem i Królestwem. Bóg powołuje swój Kościół, aby był miejscem, gdzie objawia się Królestwo Boże i skąd wpływa na cały świat. Tak jak troska o rodzinę wpływa na to, że jest zdrowa i widać w niej miłość, tak troska o Kościół sprawia, że gdy jest tym, czym powinien być, objawia się w nim panowanie Boga – czyli Jego Królestwo. I choć wzrost Królestwa daje tylko Bóg i to nawet wtedy, gdy nic nie robimy (patrz Mk 4:26-27), to przecież zgodzimy się z apostołem Pawłem, gdy widząc swoją ważną rolę w tym dziele, pisze: „Ja zasadziłem, Apollos podlał, a wzrost dał Bóg” (1Kor 3:6). To prawda, że „ani ten, co sadzi, jest czymś, ani ten, co podlewa, lecz Bóg, który daje wzrost” (3:7). Jednak, trzeba sadzić i podlewać: „ten, co sadzi i ten, co podlewa jedno mają zadanie i każdy własną zapłatę odbierze według swojej pracy. Albowiem współpracownikami Bożymi jesteśmy” (3:8-9a).

Podsumowując więc: jeśli dbamy o Boży Kościół, robimy to, co do nas należy, aby Królestwo Boże przychodziło do nas i poprzez nas do innych. Jak więc to czynić?

1. Dbajmy o apostolski fundament
„Fundamentu nikt nie może założyć innego oprócz tego, który jest założony, a którym jest Jezus Chrystus” (1Kor 3:11). Ten fundament został założony jeden raz w historii, przez dzieło i objawienie Jezusa Chrystusa. Mamy na nim się opierać i nic więcej nam nie trzeba. Wielki nakaz misyjny nie brzmi: „idźcie i czyńcie uczniami wszystkie narody, ucząc je przestrzegać wszystkiego, co wam przykazałem i jeszcze przykaże w kolejnych pokoleniach” ale: „ucząc je przestrzegać wszystkiego, co wam przykazałem” (Mt 28:20). Nic więcej nie trzeba. Oto fundament, na którym mamy budować. A Chrystus będzie w tym z nami – aż do skończenia świata.

To fundament apostolski, bowiem oni byli tego wiarygodnymi świadkami i przekazali nam natchniony przez Ducha przekaz owych wielkich Bożych dzieła i zasad, którymi Kościół ma żyć aż do powrotu Pana. Oparcie się na Słowie Bożym to więc zupełna podstawa. To, czy na nim budujemy, rozstrzyga o naszej wieczności: „Kto wierzy w Syna, ma żywot wieczny, kto zaś nie słucha Syna, nie ujrzy żywota, lecz gniew Boży ciąży na nim” (J 3:36). Przestroga, przed odejściem jest przerażająca: ci, którzy to czynią „nadaremno uwierzyli” (1Kor 15:2).
Co głosisz? Czym się karmisz? Gdzie prowadzisz swój zbór? O czym nauczasz? Kto jest w centrum Twoich kazań? Czy uczysz wiary, czy zwątpienia? Nadziei, czy obojętności? Czy prowadzisz słuchaczy do Boga, czy Boga czynisz na obraz i oczekiwanie swoich słuchaczy? „przyjdzie czas, że zdrowej nauki nie ścierpią” i „żądni tego, co ucho łechce” powybierają sobie takich nauczycieli, którzy uspokajają ich dusze (2Tm 4:3). Obyśmy nie byli między nimi!

2. Dbajmy o jedność
Zarówno w zborach, jak i między nimi. Kościół bowiem to miejsce pojednania ludzkości. Dwie najbardziej wrogie sobie grupy w starożytności: Żydzi i poganie – stali się w nim jednym. „Z dwojga jedność powstała”, bowiem Chrystus „jest pokojem naszym” (Ef 2:14).

Nie ma dwóch rodzajów chrześcijan. W chrześcijaństwie najbardziej cenne jest to, co powszechne. „Przez niego [Chrystusa] mamy dostęp do Ojca jedni i drudzy w jednym Duchu” (Ef 2:18): czy może być wspanialszy zaszczyt? A jest cechą wszystkich, nawet najsłabszych chrześcijan, tak samo, jak największych.
Kiedy odwiedzam zbory, bardzo często kończę modlitwą błogosławiącą Zbór i proszę jego przedstawiciela o modlitwę błogosławiącą Radę Kościoła. Wierzę, że ma to głęboki sens. Że błogosławienie siebie nawzajem tworzy czystą, zdrową atmosferę. Potwierdza, że sprawy między nami są załatwione, a wszelkie różnice potrafimy wypełnić miłością i przebaczeniem. Albo przynajmniej, że one nie warunkują naszej jedności, skoro potrafimy się błogosławić. Błogosławmy się więc. To daje zachętę, siłę i zbudowanie. Bracia i siostry, błogosławmy sobie nawzajem w zborach, szczególnie tam, gdzie trzeba najpierw zasypać rowy czy nawet przepaście niechęci i wrogości. Niech owo błogosławienie będzie jak cenny olejek, który spływa na innych i przynosi wspaniały zapach Bożej obecności.

3. Dbajmy o poddanie Duchowi Świętemu
W całej Księdze Dziejów Apostolskich to Duch Święty inspiruje misję Kościoła. Jego początek to właśnie zesłanie Ducha Świętego, który zamieszkał pośród swego ludu, sprawiając, że w nieznanych językach „głoszą wielkie dzieła Boże.” To On stoi za skutecznością głoszonego Słowa i odwagą w jego zwiastowaniu.
Ale do tego trzeba modlitwy. Czy się modlisz? Czy szukasz woli Bożej? Paweł w Rzymian 9:1 czyni bardzo osobiste wyznanie o swej trosce względem swych rodaków. I dodaje słowa: „a poświadcza mi to sumienie moje w Duchu Świętym.” Jego sumienie – taki obraz poddaje ów tekst – jest zanurzone w Duchu; otoczone Jego obecnością. To oznacza uprzedni proces poddawania – w modlitwie właśnie – swoich uczuć, postaw, pragnień, celów – Duchowi Świętemu, tak w Jego sprawdzaniu naszego serca, jak i weryfikacji ich w świetle prawd natchnionego przezeń Słowa. To właśnie sprawia, że jesteśmy jak apostoł pewni tego, że nasze motywacje i cele są właściwe i czyste. A przez to zyskujemy odwagę, siłę przekonania i gorliwość.

Módlmy się, abyśmy byli takimi właśnie ludźmi. Módlmy się również, gdyż bez modlitwy nie będziemy odważni i kreatywni. Abyśmy nie byli „jak zmącone źródło” przed niewierzącymi, ale znów, wzorem apostoła Pawła, modlili się o „mowę do śmiałego zwiastowania ewangelii”, gdyż tak ją zwiastować właśnie powinniśmy (Ef 6:19-20). Módlmy się o swoje motywacje i pragnienia, aby to Duch nimi kierował i Bóg był w nich uwielbiony.

4. Dbajmy o nabożeństwa
W Dziejach Apostolskich napotykamy w 13:2 dość dziwne sformułowanie: „A gdy oni odprawiali służbę Pańską i pościli…”. Co to znaczy „odprawiać służbę Pańską”? W grece to słowo liturgonton – od którego pochodzi polskie słowo liturgia. Na pewno nie chodzi o liturgię w sensie rozbudowanej struktury kultowej, w jakim dziś posiadają ją niektóre kościoły. Chodzi jednak najwyraźniej o pewną regularną praktykę przychodzenia przed Boga, zgromadzania się; wspólnego czczenia Jego imienia. Innymi słowy, o jakieś nabożeństwo. I Bóg najwyraźniej był obecny i uhonorował ich wysiłek, nie uznał, że to przerost formy nad treścią, skoro dalej czytamy: „…rzekł Duch Święty.” W innym miejscu apostoł Paweł instruuje Tymoteusza: „pilnuj czytania i nauki” (1Tm 4:13). Chodzi o życie zboru: o publiczne czytanie Słowa i nauczanie.

Pilnujmy więc. Co jest w centrum Twojego nabożeństwa? Czego uczą się o Bogu, ci, którzy przychodzą? Czy uczą się bojaźni i świętości Boga? Czy uczą się, że przez Chrystusa mogą znaleźć przebaczenie wszystkich grzechów i pojednanie z Bogiem? Kto stoi w ich centrum – oni sami, czy Bóg? Co jest głoszone? O czym mówią pieśni i na czym skupiają uwagę zebranych?

Tego wszystkiego trzeba pilnować. Czyli, nie jest tak, że cokolwiek nam wychodzi, jest od Ducha. Dobrze, gdy zaskakuje nas na nabożeństwie Duch. Gorzej, gdy nieprzygotowany brat lub siostra. Jeszcze gorzej gdy próbuje zwalić to na Ducha. Pilnujmy. Bóg się do tego przyznaje!

5. Dbajmy o perspektywę wieczności
„Jeśli kto nie miłuje Pana, niech będzie przeklęty!” (1Kor 16:22). Te ostre słowa mają otrzeźwić i nas. Z owej miłości – za przykładem Pawła – mamy zawołać: „Marana tha!”, czyli: „Panie, przyjdź!”

Doczesność jest ważna tylko w perspektywie wieczności, bo pojednanie z Bogiem dotyczy wieczności. Przez to dowartościowuje teraźniejszość, skoro to ona rozstrzyga o sprawach ostatecznych. Choć jednocześnie zmusza ją do stanięcia w cieniu rzeczywistości ostatecznej. Pojednanie, kościół, wiara, Bóg nie dotyczy więc jedynie spraw międzyludzkich, naszej codzienności. Przeciwnie: nasza wiara każe nam zawsze sięgać wyżej, patrzeć szerzej, niejako jedynie „przy okazji” zahaczając o doczesność, jakkolwiek by nie było to dla tej ostatniej znaczące. Bez tego wymiaru naszej wiary gubimy biblijną perspektywę. Arnold Toynbee, teoretyk historii, przestrzegał przed zośrodkowaniem na doczesności. To oznaczałoby, że „cały sens istnienia duszy zawiera się w dziejach”. Wtedy najwyższym celem, jaki jest dla nas możliwy to „społeczny rozwój wspólnot.”1 I dodaje: „Oddawanie czci stworzonej przez człowieka instytucji – efemerycznej, niedoskonałej, a często w swym działaniu na wskroś złej, musi być czymś niewłaściwym.”2

Warto o tym pamiętać. Jako chrześcijanie powinniśmy zachować zdrowy dystans do wszelkich prób samozbawienia się człowieka – przez nowe regulacje prawne, przez nowy program naprawy społecznej, przez wejście (bądź wyjście) z Unii Europejskiej. Choć te wszystkie wymiary naszego życie mają na nas wpływ i słusznie robimy wyrabiając sobie w tych sprawach zdanie i może nawet do pewnego stopnia się w nie angażując, pamiętajmy, że nasza nadzieja ma swe źródło w czymś innym. Konkretnie, w dokonanym dziele krzyża i zmartwychwstaniu naszego Pana, które sięga poza tę doczesną krzątaninę ludzkości. Świat trzeba zmieniać, ale pamiętając, że to dopiero przygrywka do tego, co ma nastąpić, gdy wróci Chrystus, „a Królestwu Jego nie będzie końca”.

6. Dbajmy o powszechność
Zbawienie jest dla wszystkich (1Kor 1:21-29). Nie tylko dla mądrych, bądź tylko dla głupich. Nie tylko dla mężczyzn, bądź tylko dla kobiet. Nie tylko dla bogatych, bądź tylko dla biednych. Nie tylko dla wielkich, bądź tylko dla małych. Nie tylko dla Polaków, czy tylko dla Niemców. Dla tych z miasta i tych ze wsi. Dla starych i młodych. Dla wszystkich.

Dbajmy o to w naszych zborach. Nie dawajmy nikomu odczuć, że jest niemile widziany – bo nie jest z naszych rodzin, bo nie jest ubrany jak większość z nas, bo ma inny akcent, czy z jakiegokolwiek innego powodu. To Bóg wybiera członków tej rodziny, nie my, aby „żaden człowiek nie chełpił się przed obliczem Bożym” (1Kot 1:29). Nikt z nas nie jest kimś bądź czymś szczególnym; nie mamy się czym chlubić, a to, że w Kościele spotykają się wszyscy tego dowodzi najlepiej.

7. Dbajmy o miłość
Miłość to trud (1Tes 1:3). Konkretna postawa wysiłku, czyli przełamywania siebie, robienie rzeczy trudnych, na które wcale nie mamy ochoty. To poświęcenie. Dlatego w Liście do Filipian Paweł przekonuje nas do – wydawałoby się – prostych spraw w bardzo wysoki sposób: „Jeśli więc w Chrystusie jest jakaś zachęta, jakaś pociecha miłości, jakaś wspólnota Ducha – a przecież to wszystko jest, prawda? – dopełnijcie radości mojej i bądźcie jednej myśli, mając te samą miłość, zgodni, ożywieni jednomyślnością. I nie czyńcie nic z kłótliwości ani przez wzgląd na próżną chwałę, lecz w pokorze uważajcie jedni drugich za wyższych od siebie” (Flp 2:1-3). Czy trzeba aż przykładu Chrystusa, aby przekonać nas, byśmy byli ofiarni? Najwyraźniej trzeba. Pytać o to, czy w Chrystusie jest coś zachęcającego, pocieszającego w miłości Bożej? Najwyraźniej trzeba. Ale zwróćmy uwagę: jak praktyczne dla Pawła są to prawdy wiary. I nie chodzi o to, żebyśmy po prostu poczuli się dobrze. Chodzi o to, byśmy się szanowali, słuchali. Nie kłócili. Zaprzestali wywyższania kosztem innych. Byli zgodni.

Proste, a trudne. Oczywiste, a niespotykane. Miłość w teorii da się łatwiej opanować niż w praktyce. Paweł wzywa nas do tej ostatniej.

Wnioski
Królestwo Boże pośród nas i w nas. To nadzieja chwały (Kol 1:27). To najpiękniejsze, co otrzymaliśmy. To obecność Trójjedynego Boga – miłości Ojca, łaski Syna i społeczności Ducha – w nas. Oto, Kto nas zmienia. W prozaicznej codzienności.

Ów Bóg łączy nas razem, aby w Kościele było widać, pomiędzy nami, w naszej odnowionej postawie – że On faktycznie pośród nas działa. Dbajmy o tę nową społeczność. Dbajmy o Kościół, aby Boża chwała, chwała Jego zmieniającej obecności, uwielbiała się w nas i przez nas, Amen.

Artykuł ukazał się w Miesięczniku Słowo Prawdy 6/2014

Advertisements

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s