Geopolityka i Opatrzność

Mateusz Wichary

Wpadł mi dzisiaj (7 kwietnia 2021) po 9 latach przy okazji porządkowania starych dokumentów w ręce właśnie ten tekst, z 25 września 2012 roku. Myślę, że w kontekście obecnego zainteresowania geopolityką ciekawy – dlatego zapraszam do przeczytania 🙂

Geopolityka i Opatrzność

Pamiętam dowcip rysunkowy, zdaje się że pana Mleczki, w którym Pan Bóg wygłasza następujące zdanie: „…a Polakom zrobię numer i umieszczę ich między Niemcami a Rosjanami”. Nie sądzę, aby faktycznie przyczyną owej sytuacji geopolitycznej był humor Pana Boga. Niemniej, żart ten wskazał na coś prawdziwego. Wskazał na znaczenie geopolityki w Bożym planie dla narodów.

Jednym z ciekawszych fragmentów dotyczących relacji Boga i tychże jest passus z mowy apostoła Pawła na Areopagu. Przekonuje, że Zbawiciel, którego zwiastuje, nie jest tylko jakimś lokalnym bohaterem żydowskim, ale ma znaczenie również dla Greków. Jak? Otóż Bóg „z jednego pnia wywiódł też wszystkie narody ludzkie, aby mieszkały na całym obszarze ziemi, ustanowiwszy dla nich wyznaczone okresy czasu i granice ich zamieszkania, żeby szukały Boga” (Dz. Ap. 17,26-27).

Co tworzy naród? Wspólnota dziejów, języka, kultury, punkty odniesienia, które tworzą tożsamość. Wiara, światopogląd. One wszystkie zasadzają się jednak na pierwotniejszych czynnikach, mianowicie na czasie i obszarze – Pawłowych „granicach zamieszkania”. I jedno i drugie jest więc, zdaniem Pawła, dane z Góry. To nie przypadek. To Boży plan dla każdego z narodów. Boża inicjatywa historyczna, poprzez którą realizuje On właśnie taką a nie inną tożsamość ludzi, którzy je tworzą.

Oznacza to, że geopolityka jest od Boga. Fakt, że znajdujemy się na nizinie, od wschodu i zachodu nie mając silnych naturalnych granic, a po obu stronach mając silnych i niebezpiecznych sąsiadów, należy potraktować jako Boży plan dla „projektu Polska.” Polak ma być kimś, kto sobie w tym położeniu radzi. I robi to jak najlepiej. Czyli jak? Cóż, myślę, że najlepszym sposobem, aby radzić sobie w tym położeniu nie jest zależność od któregokolwiek z naszych silnych sąsiadów, ale własna potęga, która hamuje imperialne zapędy naszych sąsiadów. Oto Boży plan dla Polski.

Co prowadzi nas do pytania o mit założycielski, rolę historii i pytania o polskość, naszą tożsamość. Jaka ona powinna być? Do czego się odwoływać? Jakie wydarzenia podkreślać, wskazywać na znaczące dla tego, kim jesteśmy?

Zacznę od tego, że tożsamość (wszelka – i osobista, i rodzinna, ale i narodowa) to ciągłe pytanie o przeszłość, mające na celu przyszłość. Tożsamość w tym ujęciu nie jest dana; ona jest zadana. Zwróćmy uwagę, że to zadanie dane od Boga, bowiem na kartach Biblii widzimy takie właśnie ujęcie historii, przedstawiające narodzenie określonego narodu: to Izrael. Patrząc (a mamy do tego prawo) na Pięcioksiąg Mojżeszowy jako właśnie ich „projekt tożsamość” – a więc źródło konstytuujące ich znaczenie, wartość, cele jako narodu, zwróćmy uwagę JAKIE fakty się w nim pojawiają. (Swoją drogą, ciekawie zauważyć, że geopolityka Izraela i Polski jest bardzo podobna: zawsze obok mieli również dwóch potężnych sąsiadów, tyle że nie ze wschodu i zachodu, a południa [Egipt] i północy [Asyria/Babilon]). To postać Abrahama, sprawiedliwego Bożego, od którego wszystko się zaczęło. Józefa, który radził faraonowi – władcy kraju, w którym przez ponad 400 lat izraelici mieszkali, doświadczając doli obywateli drugiej kategorii. To przejście przez Morze Czerwone, w którym sam Bóg zainterweniował, aby mogli wyjść. Nie wiem, jakich informacji autor zdecydował się nie zawrzeć. Ale widzę logikę tych, które zawarł. To takie przedstawienie historii tego ludu, by widział swoją odrębność od Egipcjan i Kaananejczyków; by widział Bożą rękę prowadzącą ich w trudnej i nie zawsze chlubnej historii; to historia dająca nadzieję i siłę w trudnych wydarzeniach.

Co prowadzi mnie do pytania o „projekt Polska”. Jakkolwiek to zabrzmi dziwnie, zadam to pytanie: jakiej historii Polski chce od nas Bóg? Jakiego mitu założycielskiego; jakiego doboru danych historycznych; zwrócenia uwagi na jakie fakty oczekuje od nas Stwórca, abyśmy odpowiedzieli we właściwy sposób na daną od Niego w naszym umiejscowieniu geopolitycznym wolę?

Wydaje mi się, że właśnie Polski silnej. Innymi słowy: Polski sięgającej na wschód i zachód. Tak wiem, to może niepoprawne politycznie, ale uznajmy oczywisty fakt, że w polityce nigdy nie ma bezruchu. Albo ktoś wpływa (raczej) na nas, albo my wpływamy (raczej) na kogoś. Albo to nasze wpływy się zaznaczają u sąsiada, albo na odwrót. Granice istnieją w sferze materialnej i na mapach, ale granice polityczne są czymś umownym. Silniejsza kultura oddziałuje na słabszą; uczy jakie zachowania są właściwe, jak ma wyglądać rodzina, co jest przyzwoite, co jest piękne, godne pożądania, itp. Silniejsza wizja historii uczy postrzegania przeszłości; przekonuje do takiej a nie innej perspektywy. „Kto kontroluje przeszłość, kontroluje przyszłość. A przyszłość kontroluje ten, kto kontroluje teraźniejszość” (jak powiedział George Orwell w „1984”). Czyli – kontrolujmy teraźniejszość. Wtedy nasza wizja przeszłości będzie wpływać na nasze – i nie tylko nasze – działania. Inaczej inni będą nam mówić kim jesteśmy, skąd pochodzimy i w związku z tym czym jest nasze powołanie. I czym nie jest.

Dalej, silniejsza kultura i wizja historii wiąże się z silniejszą ekonomią i perswazją militarną. Czyli kto komu płaci; kto u kogo pracuje. Polityka ulega wizji mecenatu. Jeśli Niemiec jest mądrzejszy, a Rosjanin silniejszy – od chwili gdy w to uwierzymy – zaczniemy się poddawać, ulegać. I będziemy słuchać Niemców, a drzeć przed Rosjanami. (Na ten przykład, jedynie, ma się rozumieć;) ).

Bóg więc chce Polski silnej. Inna nie ma racji bytu. Inna niknie. Zanika. Zamiera. Staje się poszerzoną strefą graniczną między naszymi sąsiadami. I niczym więcej. Służą temu fasadowe instytucje – zarówno polityczne, jak kulturalne i wojskowe, iw ogóle, we wszelkich możliwych sferach społecznych – które stwarzają wrażenie życia, samodzielności, ale faktycznie nie mają woli ani odwagi przekroczyć naznaczonych granic kompetencji, które są małe. I przede wszystkim poddane wizji silniejszych sąsiadów, przez co nie rzucają owej hierarchii żadnego wyzwania. Przeciwnie, utwierdzają polskie społeczeństwo w przekonaniu, że tak jest i być musi, i lepiej nie próbować tego zmieniać, bo rozzłoszczeni Wielcy mogą się jeszcze nie daj Boże zdenerwować, i wtedy naprawdę sob ie narobimy prawdziwego bigosu.

Polska musi być silna, albo jej nie ma. Albo ulegnijmy zruszczeniu bądź germanizacji. Albo uznajmy, że polskość nie ma nadziei i przyszłości.

Swoją drogą, uważam, że chrześcijanin tak uczynić NIE powinien. Powinien założyć, że geopolityka, dana od Boga, to potencjał dla naszego narodu. A więc, należy go wykorzystać. Należy go w wierze rozwijać. Objawienie 21:26 mówi o królach, że „wniosą do niego [Nowego Jeruzalem] sławę i dostojeństwo narodów”. A więc, istnieje również w polskim narodzie potencjał do sławy i dostojeństwa, które sam Bóg uzna za coś wartościowego. Nie wolno tego Bożego oczekiwania zlekceważyć.

Kiedyś zastanawiałem się nad tym, czemu jestem Polakiem, i czy mi z tym dobrze. Czy nie lepiej by było, żebym urodził się gdzieś indziej. Czasem podobały mi się bardziej inne narody. Dziś myślę, że takie myśli są nierozsądne, a przede wszystkim niechrześcijańskie. Skoro wierzę w Bożą Opatrzność, w Boży plan, to muszę wierzyć i w to, że fakt, iż Mateusz Wichary urodził się już w Polskim Wrocławiu, gdzie się nawrócił, i skąd (niestety, w moim osobistym odczuciu) wyjechał, realizuje Boża odwieczną wolę. Jestem Polakiem. Mam to przyjąć z Bożych rąk i nie marudzić. Mam rozpoznać Boży plan i dołożyć swoją rękę do pługa, zamiast rozglądać się na boki i orać wężykiem.

Jestem Polakiem. Biblia nie mówi o Europejczykach. Biblia mówi o narodach. Bogu podoba się ich różnorodność. Ale Bóg również chce, aby owa różnorodność była wypełniona Boża treścią – jak w dniu Pięćdziesiątnicy, co było proroczym znakiem roli Kościoła w Bożym planie dla narodów (Dz 2:11) – a poprzez ową treść, aby potencjał złożony w każdym narodzie stawał się sławą i dostojeństwem, które Jemu się podobają, i które mogą narody wnieść do Jego Królestwa. Oto zadanie, przede mną – i myślę, przed każdym Polakiem i chrześcijaninem.

Bóg więc chce Polski silnej. Takie mamy położenie i tyle. Gdybym miał odwołać się do historii – Polski Jagiellonów. Jako chrześcijanin ale i protestant, dodam: Polski chrześcijańskiej, ale i tolerancyjnej; łączącej, wchłaniającej owe sąsiednie żywioły, przez życzliwość dla zarówno prawosławnych, jak protestantów, projektu chrześcijan różnych wyznań. Polski, która pamięta o swych wielkich chwilach, i która stawia sobie za cel powrót do takiej Polski właśnie. Ale i nie spychającej w kąt niepamięci czasów niewoli. Przeciwnie: widzącej i w tych czasach upór wiernego znoszenia upokorzenia w nadziei powrotu do wolności i wielkości. Widzącej niewolę egipską w nadziei zajęcia ziemi obiecanej; czy babilońską w nadziei do niej powrotu.

Tego celu dziś przed nami się nie stawia. Ze względu na różne obawy. Strach przed brakiem politycznej poprawności, złajaniem przez Mądrzejszych, kompleksów. Czasem pewnie na zwykłe cwaniactwo, prywatę. Ale tym bardziej powinniśmy go przed sobą stawiać. Chrześcijanie jako działanie wiary. Jesteśmy z Bożego zrządzenia Polakami. Tak Bóg wybrał i tego mamy się trzymać. Nic nam do tego, to Jego wola. A skoro tak, to rozejrzyjmy się wokół – co z tego wynika, jakie miejsce i czas dla nas wybrał. I podejmijmy wyzwanie. Szukając Go – szukając zadań, które przed nami stawia, w upartej realizacji tego, co posiadamy i kim jesteśmy, a nie poprzez obojętność i krótkowzroczność.

Wyznaniem wiary Izraela było, że „Pan jest dobry, a łaska Jego trwa na wieki”. To dawało im nadzieję, że „projekt Izrael” jest projektem Bożym, nad którym On czuwa, a to, iż minie kilka pokoleń, zanim zmieni się sytuacja, nie stanowi problemu. Oni mają po prostu widzieć Boga i Jego cele i robić to, co potrafią, aby się do nich zbliżyć. Krok za krokiem. Centymetr po centymetrze. Wyznaniem wiary chrześcijanina jest, iż Chrystus jest z nami, po wszystkie dni, aż do skończenia świata (Mat. 28,20). Modlimy się „przyjdź Królestwo Twoje”. Nie bójmy się planować podobnie. Może dziś nie widzimy nadziei na dziś. Ale nadzieja nie musi dotyczyć naszego pokolenia. Możemy umiejscowić ją w pokoleniach kolejnych i wierząc, zdążać do celu. Bądźmy więc Polakami z wizją Polski, która wynika z Bożej Opatrzności i nie dajmy się do tego zniechęcić.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s